TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Lipca 2019, 18:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jest dużo do zrobienia

Jest dużo do zrobienia

Adwent jest czasem, gdy w sposób szczególny chcemy zaangażować się w jakieś dobre rzeczy i pomóc innym. W różnych miejscach i na różne sposoby organizuje się zbiórki żywności, a dla dzieci świąteczne paczki. Po co jednak to robimy i czy to wystarczy?
W piątkowe popołudnie, 30 listopada o sensowności i sposobach pomagania rozmawiali s. Natalia Musidlak, Małgorzata Bańkowska z PWSZ oraz Milena Garncarek i ks. Włodzimierz Guzik z Fundacji „Mocni Miłością”. Specjalnym gościem spotkania z cyklu „Porozmawiajmy o człowieku” był Szymon Hołownia.
Okazuje się, że robienie dobra nie jest czymś niezwykle trudnym, szczególnie jeśli włączamy się w pomoc już działającym fundacjom i organizacjom, które dbają o całą logistykę i tak wykorzystują zgromadzone środki, by ta pomoc była jak najbardziej adekwatna do potrzeb. Czy jednak da się przekonać do pomagania kogoś, kto woli lampić się w telefon i nie dostrzega niczego poza światem wirtualnym? Hołownia przekonywał: „Nie mam złotej recepty. Można powoli przede wszystkim zwiększać świadomość tych młodych ludzi, pokazywać też, jak to wszystko jest łatwe, tzn. jak nisko umiejscowiony jest próg wejścia do tej rzeczywistości. Na przykład widzimy na podstawie fundacji, jak dobrze działają programy crowdfundingowe. Mamy program, który polega na wpłacaniu 5 zł co tydzień jako zlecenie stałe. Dużo ważniejsze jest, żeby zrobić małą rzecz dzisiaj niż zastanawiać się i planować zrobienie wielkiej rzeczy jutro. Później powoli będzie to poszerzało wrażliwość, świadomość tego człowieka. Natomiast nie wierzę, że jesteśmy w stanie przekonać kogoś pięknymi słowami”. Niekiedy właśnie bardzo dużo mówimy o tym, jak pomoc innym powinna być ważna, jakie ma znaczenie i obudowujemy całość pięknymi słowami, z których tak naprawdę nic nie wynika. „Jestem zwolennikiem takiej tezy, że to robienie dobra to jest rzecz, którą powinniśmy odczarować i sprowadzić z takiego piedestału rozmowy z zaproszonymi gośćmi, celebrowania, tylko zejść na poziom codzienności, bo tam się to wszystko odbywa”. Okazuje się, że warto tam niemal „ściągnąć” człowieka, by sam zobaczył, jak wiele może zrobić. Bo do pomagania każdy jest zdolny i każdy ma coś do zaoferowania innym. Czasem są to pieniądze, niekiedy poświęcony czas albo jeszcze inna forma. Dlaczego jednak w ogóle robić coś dla innych? Szymon Hołownia wychodzi z dość prostego założenia: „Robiąc dobrze na tym świecie, po pierwsze robię dobrze sobie docześnie, dlatego że dostatecznie dużo przeżyłam i wiem, że jutro ja mogę potrzebować pomocy, moi bliscy mogą potrzebować pomocy, a więc „robiąc” świat, w którym ludzie otrzymują pomoc, „robię” świat, w którym kiedyś moi bliscy będą mogli uzyskać pomoc. Natomiast patrząc z perspektywy eschatologicznej, staram się robić tak, żeby później mój kac moralny był jak najmniejszy, bo moja wizja czyśćca nie jest wizją Boga, który mnie dręczy ani aniołów, którzy mnie dręczą, tylko ja sam siebie dręczę wyrzutami sumienia, dlaczego mogłem to zrobić, a nie zrobiłem”. A do zrobienia jest bardzo wiele. W wielu miejscach na świecie wciąż panuje głód. Tysiące dzieci umiera z powodu braku dostępu do tak podstawowych rzeczy, jak jedzenie, picie czy sanitariaty. Niekiedy trudno wyobrazić sobie takie sytuacje. Sam Hołownia przyznał, jak trudno mu pojąć - gdy sam ma córkę - sytuację ojców, których dzieci zasypiają płacząc z głodu, a oni następnego dnia nadal nie mają czym ich nakarmić. Dlatego pomoc takim ludziom jest przywracaniem elementarnej sprawiedliwości i człowieczeństwa, ponieważ ludzie żyjący w takich regionach, chociaż mają wolną wolę, nie mogą z niej korzystać, nie mają możliwości wyboru czy swobody podejmowania decyzji. Pomoc ta zatem często polega na poprawie sytuacji drugiego człowieka na tyle, by on mógł zacząć sam decydować o swoim życiu. Musi być ponadto właściwa bez względu na to komu i gdzie pomagamy. Wydawałoby się, że to dość oczywiste. A jednak nie. Pragnąć uszczęśliwić kogoś na siłę i według naszego pomysłu, wcale nie musimy mu pomóc. Szymon Hołownia mocno podkreślił, że w tym względzie bardzo ważne staje się słuchanie człowieka, pójście za nim i jego potrzebami. Wielokrotnie istotne są czas i cierpliwość, by ktoś na daną formę pomocy był gotowy. Nie wystarczy więc hurraoptymizm i założenie, że ktoś rzuci się nam na szyję z wdzięczności. Nie zawsze tak się dzieje, a wówczas musi nam wystarczyć determinacji, by nie odpuścić i zostać w tym miejscu. Jest to ważne, gdyż „każdy ma swoją robotę do zrobienia”. Nie da się zrobić wszystkiego uratować samemu całego świata, ale jeśli każdy zajmie się jakąś konkretną rzeczywistością w wybranej przez siebie formie, skala dobra będzie stopniowo wzrastać, chociaż tej pracy nigdy nie zabraknie, ponieważ zawsze będą ludzie potrzebujący pomocy. Od nas jednak zależy, czy dzięki naszemu działaniu te potrzeby zmniejszą się o jakiś ułamek. Spotkanie zostało zorganizowane przez Fundację „Mocni Miłością”, Dwutygodnik Diecezji Kaliskiej „Opiekun” oraz PWSZ w Kaliszu.

Tekst i zdjęcia Katarzyna Strzyż

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!