Jak pachnie Maryja?
Lipami, jaśminem, liliami, stokrotkami, rozchodnikiem, różami i jeszcze wieloma innymi zapachami Maryja naznaczyła miejsca, w których się objawiała, czy też miejsca cudów. Mówi się, że tyle zapachów ile cudów.
Znana pisarka Zofia Kossak w esejach pt.: „Rok Polski”, opisując sierpień, miesiąc w którym Kościół czci Maryję pod różnymi wezwaniami, skreśliła także słowa o Maryi: „Tej Opiekunce, Matce miłości pięknej i nadziei świętej, lud polski składa zboża i zioła w dniu jej Wniebowzięcia. Ona poniesie je ze sobą niby wonny oddech ziemi - hołd Stworzycielowi od Jego stworzenia. Rzeczniczka wszelkich potrzeb i nędz świata. Przodownica miłosierdzia, odziana w koronę uwitą z kłosów, zroszoną kroplami znojnego ludzkiego potu”.
Mówiąc o wonnym oddechu ziemi, od razu na myśl przychodzą łąki umajone, o których śpiewamy podczas nabożeństw majowych. Wszystko to dotyczy Maryi Panny, która rozsiewa zapachy tam, gdzie się pojawia. Zapachy te łączą się z kwiatami, które symbolicznie od czasów średniowiecza związane są z Madonną.
Zapach świętości
O zapachu Matki Bożej świadczą kwiaty, które są symbolami jej cnót, jak choćby fiołek, który oznacza, podobnie jak babka zwyczajna czy konwalia, pokorę Maryi, wskazując na tę cnotę zapachem, kolorem i mocą, a w szczególności naturalnym pochyleniem się ku ziemi. O skromności, czystości i niewinności Maryi świadczą stokrotki obecne na obrazach przedstawiających Maryję, jak również i lilia ze swym idealnym białym kolorem. I róża, symbolizująca miłość, czystość, ale i cierpienie Maryi. Właście ją najczęściej łączono z Maryją, to ona, jako symbol Najświętszej Maryi Panny, pojawiła się w niektórych cudownych objawieniach maryjnych, o których mówiło się na całym świecie. Maryja jest znana wśród niektórych chrześcijan jako „mistyczna róża”, bądź też „róża bez cierni”. A to ze względu na rolę, jaką Bóg jej przydzielił wobec Jezusa Chrystusa. Według tradycji, która głosi, że zanim grzech opanował świat, w Ogrodzie Eden znajdowały się róże bez cierni, a ciernie pojawiły się dopiero wtedy, gdy ludzkość zgrzeszyła.
W Litanii loretańskiej wołamy: „Różo duchowna”, a jak wiemy kwiat ten jest symbolem piękna, życia, delikatności, uroku i ten tytuł zwraca uwagę na duchowe, kobiece piękno Maryi. Róża pięknie pachnie, a w katolicyzmie jej zapach często jest nazywany „zapachem świętości”, ponieważ wskazuje na obecność duchowej świętości. Maryja rozsiewa ten zapach świętości. Ludzie wielokrotnie twierdzili, że pachną różami po modlitwie do świętych. Co więcej wierzono, że tego zapachu nie cierpi szatan.
Pachnące objawienia
Zapachy kwiatów pojawiły się w niektórych cudownych objawieniach maryjnych, o których donosili ludzie z całego świata, w tym także i w Polsce. Zajrzyjmy najpierw do Różanegostoku, gdzie jak mówią, ci, którzy tam byli, rozsiewa się woń wielu kwiatów. W powietrzu czuć zapach lip, jaśminu, lilii, stokrotek, rozchodnika i oczywiście róż. Mówi się, że jest tyle zapachów, ile cudów, które zdarzały się w tym miejscu przez ponad 300 lat.
Miejscowość ta nazywała się początkowo Krzywy Stok i leży w powiecie grodzieńskim. Obecną nazwę zawdzięcza Matce Bożej, która niejako ją sama „zmieniła”. Kiedy 21 listopada 1658 roku Tyszkiewiczowie modlili się przed obrazem namalowanym przez Jana Szrettera, który mieli w sypialni, zaczęły same zapalać się otaczające go lampki oliwne. Suche wianki zakwitły, a wokół rozniosła się woń róż. Niewidzialne róże pachniały również, kiedy przybyli tu sprowadzeni z Sejn dominikanie, którzy pytali wówczas, czy w pobliżu jest jakaś plantacja kwiatów. Zdumieni tym faktem, zbudowali drewniany kościół, gdzie przeniesiono obraz. Od tego czasu miejscowość nosi nazwę Różanystok.
Miejsca naznaczone zapachem
Przenieśmy się teraz nieco dalej, do Francji do Laus, gdzie Maryja zesłała wiele łask, w tym szczególne znaki swojej obecności. Pierwszym z nich był zapach, który Benedykta Rencurel wyczuwała w czasie spotkań z Maryją. Początkowo tylko ona go czuła, ale od Świąt Wielkanocnych 1666 roku również i pielgrzymi. Wielu przybywających do Laus wiernych zaczęło wówczas wyczuwać delikatną woń zarówno w kościele, jak i poza nim. Tym, co wyróżnia Laus spośród innych sanktuariów maryjnych, jest właśnie unosząca się tam woń, która nie zanikła po śmierci Benedykty, oparła się upływowi czasu i do dzisiaj jest wyczuwana przez pielgrzymów. Objawienia te nie są tak znane jak Fatima czy Lourdes, a to właśnie w tym miejscu Maryja aż przez 54 lata objawiała się pasterce Benedykcie. W 1667 roku Matka Boża ofiarowała Laus drugi dar. Był to olej, który łagodził i leczył różnego rodzaju dolegliwości.
Kolejnym miejscem mniej znanym, gdzie ukazywała się Maryja, są Indie. Te objawienia bada Kościół i nie są jeszcze oficjalnie uznane. Spotkania
w Indiach pachniały kwiatem jaśminu. Maryja ukazała się tam podczas modlitwy. Ujrzeć ją miały dzieci, natomiast pozostali widzieli tylko wydobywające się spod ołtarza jasne światło i poczuli zapach jaśminu, które od początku towarzyszyły objawieniom. Trzeba dać czas Kościołowi na zbadanie całej sprawy, ale trudno sobie wyobrazić, by dzieci mogły się zmówić, co do szczegółów objawień. - Niewytłumaczalne jest też pojawienie się zapachu jaśminu – mówi jeden z hinduskich katolików. Jednakże Kościół potwierdził, że w Indiach Matka Boża aktywnie weszła w życie wyznawców hinduizmu w dwóch miejscach: Vailankanni i Vallarpadam. Pierwsze zwane jest jako Lourdes Wschodu, a Maryja czczona jest tam jako Matka Zdrowia. Do Matki Zdrowia przybywa co roku 20 mln ludzi, także hinduistów i muzułmanów. W tym kraju nikogo to nie dziwi. Stanowi to część hinduskiej kultury.
Zapewne bardziej znane jest wszystkim objawienie z Guadalupe, gdzie woń Maryi była usłana wieloma kwiatami. Jak głosi tradycja Matka Boża ukazała się Indianinowi św. Juanowi Diego. Mówiła w jego ojczystym języku nahuatl. Ubrana była we wspaniały strój: w różową tunikę i błękitny płaszcz, opasana czarną wstęgą, co dla Azteków oznaczało, że była brzemienna. Zwróciła się ona do Juana Diego prosząc go o świątynię w miejscu, w którym okaże współczucie ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze poproszą ją o pomoc. Kiedy nie udało mu się przekonać biskupa Meksyku, by wybudował świątynię, poprosił Maryję o znak. Ta kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza, gdzie rosły przepiękne kwiaty. Poleciła mu nazbierać ich całe naręcze i schować je do płaszcza. Zebrane kwiaty Maryja sama starannie ułożyła na płaszczu. I kiedy Juan udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał rogi swojego płaszcza, na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i wszyscy obecni uklękli w zachwycie. Na rozwiniętym płaszczu zobaczyli przepiękny wizerunek Maryi. Możemy się tylko domyślić jak niesamowita woń musiała się unosić.
Woń wniebowstąpienia
15 sierpnia Kościół obchodzi Wniebowstąpienie Najświętszej Maryi Panny. Nigdzie nie mówi się o śmierci Matki Bożej, a raczej używa się zwrotu „zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny”. Według tradycji Wniebowzięcie Maryi odbyło się w 48 roku po Chrystusie, w 15 lat po Wniebowstąpieniu Jezusa.
Pięknie opisuje śmierć i wniebowzięcie Maryi niemiecka mistyczka i wizjonerka żyjąca na przełomie XVIII i XI wieku Anna Katarzyna Emmerich. Pisze ona, że gdy się zbliżyła chwila jej zaśnięcia, z różnych krajów przybyli Apostołowie do Matki Bożej, którym Aniołowie dali im znać o zbliżającym się jej zaśnięciu. W momencie jej zaśnięcia widzieli śpiewające chóry anielskie. Ciało złożyli w grobowcu w Ogrodzie Getsemani. Nie było z nimi apostoła Tomasza, który po powrocie z ewangelizacji Indii pojawił się po trzech dniach. Na jego prośbę otworzono grób, ale ciała tam nie znaleziono, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów. Wszyscy zrozumieli, że Jezus zabrał swoją matkę prosto do nieba z ciałem. ■
Arleta Wencwel-Plata
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!