TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Grudnia 2019, 17:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ja tam bywam we śnie...

Ja tam bywam we śnie...

Zamiast asfaltu płynie woda, łodzie i gondole zastępują taksówki, a bogactwo architektury przyciąga nawet najbardziej sceptyczne oko. Mowa o... Sankt Petersburgu, oczywiście.

„Jest miasto na Newie..., jeszcze ani razu tam nie byłem” - ja też nie. I to w porównaniu z fragmentami jednej z piosenek rosyjskiej grupy muzycznej 7B w wolnym przekładzie udowadnia, że nas „niebędących tam” istnieje więcej. Szkoda w sumie. Doświadczenia historyczne to jedno, a ponadczasowość sztuki z prawdziwego zdarzenia to drugie. Co nie znaczy, że wartość artystyczna w oderwaniu od historii wzrośnie! Ale zacznijmy od konkretów.
Miasto przez ponad 200 lat było stolicą imperium. Wraz z upływem czasu zmieniało swoją nazwę. Tysiąc czterysta kilometrów kwadratowych z okładem; taką powierzchnię zajmuje obecnie Petersburg. Odkąd sięgam pamięcią, królowa nauk zdecydowanie nie należała (i nic się nie zmieniło) do moich mocnych stron, jednak... to będzie około 20 naszych Kaliszów złożonych w całość. Nieźle. W końcu to Rosja. Tym bardziej szczerze zadziwiają mnie oferty biur, proponujących klientom „wypad do Piotrogrodu na weekend”, czy „Petersburg w trzy dni”. Ale do odważnych świat należy. Podobno. I nie żartuję, miasto naprawdę wygląda jak wschodnia edycja popularnego włoskiego miasta. Nie jest to zresztą moje autorskie spostrzeżenie. Zetknęłam się z nim za sprawą „Znaku wodnego” Josifa Brodskiego. Kim był autor eseju? Noblistą w dziedzinie literatury. Wybitnym twórcą rosyjskim, wymienianym obok takich osób jak Anna Achmatowa czy Osip Mandelsztam. Odważnym mężczyzną, który nie wstydził się przyznać do wiary. Wykładowcą na Harvardzie. Tyle w skrócie. Do historii przeszedł dialog Josifa Brodskiego z sędzią podczas sfingowanego procesu w niełatwych radzieckich okolicznościach. Oskarżony „o pasożytnictwo” pisarz powiedział, że jego zawód polega na byciu poetą. Zapytano go, gdzie się tego nauczył? Czy ukończył studia w tym kierunku (pytanie bezzasadne)? Wówczas oskarżony udzielił nieoczekiwanej odpowiedzi. „Myślałem, że to dar... od Boga”. Bezcenne.
Josif Brodski kochał Wenecję. Często do niej podróżował. Ale zimą: „Tak czy owak, nie przyjechałbym tu nigdy w lecie, choćby mi przystawiano lufę do pleców. Upał znoszę bardzo kiepsko; nie opanowane niczym wydzielanie węglowodorów i woni spod pach – jeszcze gorzej. Odziane w szorty stada, zwłaszcza te rżące w języku niemieckim, działają mi również na nerwy”. Wenecja przypominała mu Sankt Petersburg – miasto, z którego pochodził. Po procesie jego los stał się, mówiąc delikatnie, nie do pozazdroszczenia, a ponieważ przymusowa emigracja z ojczyzny przekreśliła możliwość powrotu, szukał zastępczego balsamu na swoją artystyczną duszę. I znalazł go, właśnie we Włoszech. Ulice, uliczki pokryte marznącą wodą oraz oblodzone mosty między budynkami w połączeniu z mroźną aurą rozpościerały przed Josifem Brodskim wiarygodny obraz prawie-Petersburga. A w tym oryginalnym jest na czym zawiesić oko. Kto szuka obiektów sakralnych, chyba nie powinien się rozczarować. Gród cara Piotra jest miastem w monumentalne świątynie płynącym. Cerkiew Objawienia Pańskiego, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej, Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (lub też „cerkiew na Krwi”)... to jedynie próbka duchowego bogactwa. Żeby nie być gołosłowną – na przystawkę proponuję sobór św. Izaaka Dalmatyńskiego. Nie tylko dlatego, że stanowi drugą co do wielkości prawosławną świątynię w Rosji. Chociaż gdyby nagle zechciało się tam zgromadzić kilkanaście tysięcy osób jednocześnie, to proszę bardzo. Żaden problem. Fakt, który szczególnie przykuł moją uwagę, to obecność jednego z najlepszych w mieście tarasów widokowych na szczycie świątyni – ponieważ sobór, oprócz spełniania funkcji religijnych, pracuje na drugi etat jako czołowa atrakcja Petersburga. Kto spojrzał na fotografie wielobarwnych wnętrz choć raz, ten rozumie. Komentarz odnośnie malowideł pozostawię osobom bardziej kompetentnym w branży, mnie natomiast podobają się kolumny. Naprawdę, trzeba byłoby się postarać, żeby nie zauważyć kilkumetrowych słupów wykonanych z lapis lazuli. Nie sposób opisać wszystkiego. Jednak cerkiew Czesmeńska zasługuje na wzmiankę. Dlaczego nie? W jej przypadku mamy do czynienia z budynkiem i pomnikiem naraz. Już na samym początku widać, że jest to świątynia inna niż inne. Nie błyszczy się dziesiątkami zewnętrznych kolorów i nie odznacza się różnobarwnymi albo złoconymi kopułami. Drogocenne marmury, granity czy mozaiki nie kłują wzroku wrażliwych odbiorców. Niech żyją skrajności. Czesmeńska cerkiew wcale nie obfituje też w charakterystyczne kokoszniki - spiczasto zakończone łuki. Z kolei w środku budynku można zobaczyć nietypowe ikony, na których przedstawiono takie sceny, jak ukrzyżowanie czy umywanie nóg; tego nie spotyka się na co dzień.
Bądźmy szczerzy... była stolica rosyjskiego carstwa nie byłaby kiedyś stolicą rosyjskiego carstwa, gdyby znajdowały się w niej same cerkwie. Kto miałby okazję się o tym przekonać na żywo, zmarnuje szansę, jeśli nie pojedzie. Zignorowanie pałacowo-ogrodowych kompleksów w Petersburgu to marnotrastwo możliwości przeżycia „ochów” czy „achów” wizualnych. Osiemnastowieczny barokowy pałac według projektów mistrzów z Włoch i Francji? Parki zarówno w stylu francuskim, jak i angielskim? Dziesiątki złoconych posągów, imponujące fontanny? Witamy w Peterhofie. Powołując się na opinię kogoś, kto tym razem akurat miał więcej szczęścia ode mnie, stwierdzam: nie warto tam jechać. Tam trzeba pojechać. No i można też obejrzeć dostępne w internecie zdjęcia. Sprawa ma się podobnie z carską rezydencją Oranienbaum (nie ma to jak rdzennie rosyjska nomenklatura) pod Petersburgiem. Wspominałam już, że została ona wpisana na Listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO? A skoro o carskich rezydencjach mowa - obowiązkowo trzeba tu wymienić inspirowany Wersalem Pałac Zimowy leżący nad Newą. Co ciekawe, w osiemnastowiecznej Rosji miał miejsce prawdziwy wysyp Pałaców Zimowych; w samym tylko mieście miało ich być pięć. Obecnie wchodzą one w skład Państwowego Muzeum Ermitażu, jakie zalicza się w poczet największych muzeów sztuki i malarstwa na świecie. Oryginalne prace takich artystów, jak Rembrandt, Tycjan czy Rubens były kupowane przez samego Denisa Diderota w imieniu carycy Katarzyny II i sprowadzane właśnie tutaj. Jeśli wierzyć źródłom, barokowy Pałac Zimowy ma 1057 sal, z czego nie wszystkie udostępniono zwiedzającym, a także może się pochwalić tym, że posiada 1945 okien. A mnie ręce opadają przy umyciu dwóch we własnej sypialni! Co jeszcze... polski turysta pewnie nie zbędzie Pałacu Marmurowego tanią obojętnością. Okazuje się bowiem, iż po rozbiorach mieszkał w nim Stanisław August Poniatowski. Do śmierci. Ostatni król Rzeczpospolitej zajmował jeden z pierwszych pałaców w stylu klasycystycznym, jakie w ogóle powstały w Sankt Petersburgu. Z pozytywnych rodzimych wątków warto jeszcze chociażby dotknąć tego o Marii Szymanowskiej. Żyjąca na przełomie XVIII i XIX wieku kompozytorka oraz pianistka należy do grona pierwszych pianistek w historii Europy; koncertowała w wielu krajach kontynentu, w Rosji również. Mieszkała w Petersburgu na stałe. Cieszyła się tytułem nadwornej pianistki. Mało tego, prowadziła dobrze znany salon, w którym przyjmowała sławy ówczesnego świata sztuki. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak: Puszkin, Karamzin, Kryłow bądź Glinka. W tym to mieście po dziś dzień znajduje się także pomnik Adama Mickiewicza, a budynek, w jakim tymczasowo przebywał, jest oznaczony pamiątkową tablicą. Albo mi się wydaje, albo informacja o rzeźbie jednego z polskich władców w przepięknym Ogrodzie Letnim nie została do tej pory należycie „roztrąbiona”. Tymczasem tak jest w istocie – popiersia Jana III Sobieskiego i jego żony Marii znajdują się w rosyjskim parku. Mam nadzieję, że mają się dobrze. Gdyby kiedyś mi się to udało, chciałabym zobaczyć na własne oczy fontanny ozdobione scenami z bajek Ezopa. Ponoć były obsługiwane przez mechanizmy sprowadzane z Anglii, na polecenie Piotra I. Nic więc dziwnego, że swego czasu stanowiły największą atrakcję ogrodu. Wątek absolutnie nie jest wyczerpany. Petersburg mógłby założyć autotematyczną bibliotekę (jeśli jeszcze tego nie uczynił), zbierając materiały innych. Niemniej jednak należy do miast wyjątkowo bogatych pod różnymi względami. A powtarzając za Josifem Brodskim dodam, że „Jest to zapewne pogląd skrajny, ale w końcu jestem człowiekiem Północy”.

 Oliwia Wachna

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!