TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Stycznia 2021, 23:45
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Historia lubi się powtarzać (I)

Historia lubi się powtarzać (I)

Na pierwszy rzut oka między wydarzeniami z jesieni 1960 roku w Choczu i tymi z jesieni obecnej w wielu miejscach Polski, nie ma żadnego związku. A jednak, bliższe przyjrzenie się obydwu sytuacjom odkrywa bliźniacze co do istoty, choć różne w wykonaniu, podobieństwo. Ale mianownik wspólny ten sam – niechęć do dziecka nienarodzonego.

 

Wtedy publicznie forsowana przez władze o komunistycznym rodowodzie, ale skrywana w milczeniu rodziców, którzy nie pozwolili narodzić się ich dziecku. Te same władze nie kryły się ze swoim nastawieniem - wprost i bezpośrednio zwalczając wszelkie formy pomocy kobietom, które mimo swojej trudnej sytuacji osobistej chciały urodzić dziecko. Dzisiaj tamte władze zostały „zastąpione” przez grupy zewnętrznie wyglądających jak normalni ludzie, którzy w jakby jakimś odurzeniu wyłączającym najprostsze, skutkowo-przyczynowe rozumowanie, żądają prawa do nieograniczanego zabijania nienarodzonych, zwłaszcza chorych, zagrożonych niepełnosprawnością. Skandując, że krew na rękach mają ci, którzy takich bronią. Historia zatoczyła koło.
W tym samym, chwalebnie stałym miejscu, pozostaje Kościół katolicki – choć nie wszyscy w nim ochrzczeni. I wtedy, i dzisiaj nie tylko respektując przykazanie „Nie zabijaj”, ale prowadząc instytucje dające możliwość życia dzieciom, które mimo przeciwności narodziły się. Prędzej czy później Kościół nieodstępujący od tych zasad, zostanie uznany za obrońcę prawdy i życia. A na jego tle zachowania i postulaty niektórych partii, mediów, organizacji proaborcyjnych, „naukowców” i uważanych za „autorytety”, jak i zwykłych ludzi, którzy usprawiedliwiali się swoim urzędem, zawodem, ale także koniunkturalnym milczeniem, poprawnością polityczną, wytycznymi Unii, zostaną zakwalifikowane jako oczywiste barbarzyństwo.


Siostry pasterki i dom samotnej matki
Chocz był wtedy jedną z parafii na krańcach diecezji włocławskiej. Nie od zawsze, bo dopiero od 1818 roku. I nie na zawsze, gdyż kolejna zmiana granic diecezji pozwoliła mu być teraz bardzo blisko stolicy nowej diecezji – Kalisza. Miejscowość z wczesnym, bo z 1294 roku, świadectwem historycznym; z dwiema świątyniami – Wniebowzięcia NMP i św. Andrzeja Apostoła zbudowaną w XVII wieku i przez dwa wieki istniejącą przy niej kapitułą. Prawie w tym samym czasie ufundowany został dla franciszkanów kościół św. Michała Archanioła. Kościół maryjny, po spaleniu się pierwotnego kościoła parafialnego, od 1822 roku stał się świątynią parafialną, a klasztor doświadczał skutków zmiennych losów zakonów. Franciszkanów władze carskie usunęły w 1864 roku. Stał się drugą świątynią pod opieką parafii. Ojcowie wrócili do niego w 1920 roku, ale w 1957 roku – już samodzielnie decydując – opuścili go. Przez krótki czas mieszkały w nim kandydatki do formującego się zgromadzenia, ale gdy pomysł nie znalazł aprobaty władz kościelnych, w 1959 roku klasztor znów miał opustoszeć.
Nie zdążył. A dokładniej – zapełniły go zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej. Właśnie 27 lipca 1959 roku nowicjat tego zgromadzenia został eksmitowany z Dębowej Łąki koło Jabłonowa Pomorskiego do Topolna. Odtąd mieścił się tam i nowicjat i – charakterystyczny dla zadań tego zgromadzenia – dom samotnej matki. Taka wizytówka idei przyświecającej założycielce zgromadzenia Marii Karłowskiej.


„Wyciągała” dziewczyny z domów publicznych
W odróżnieniu od wszelkiej maści feministek sobie współczesnych i dzisiejszych, zachłystujących się rozmywaniem naturalnych standardów kobiecości, Karłowska zajęła się kobietami zepchniętymi na margines - żyjącymi z prostytucji i chorymi wenerycznie jej ofiarami, porzuconymi i odrzuconymi, a spodziewającymi się potomstwa. Najpierw działała sama – wyposażona przez Opatrzność w niezwykłą zdolność pomocy takim kobietom. Dwudziestodziewięcioletnia krawcowa dla ich ratowania, przywrócenia poczucia wartości, odzyskania poczucia godności ludzkiej, wychowania potomstwa, zdobycia zawodu, w 1894 roku założyła w Poznaniu zgromadzenie. Chodziła po ulicach dzielnic o wątpliwej sławie, „wyciągała” dziewczyny z domów publicznych, nie brzydziła się z dystansem traktowanych przez opinię publiczną szpitalnych oddziałów wenerycznych. Nie potrafiłem znaleźć podobnego programu dzisiejszych feministek, a tym bardziej żywego przykładu takowego działania. Jedyny, który mi się przypomina to… znowu przykład siostry zakonnej z Katowic, Anny Bałchan. Marię Karłowską potrafiły docenić nawet zaborcze władze pruskie, a w Polsce Niepodległej w 1928 roku otrzymała Złoty Krzyż Zasługi.
Jej powojenne następczynie założyły w 1958 roku we wspomnianym Topolnie Dom Samotnej Matki, zainspirowane życzeniem ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. To była także, w duchu założycielki zgromadzenia, odpowiedź na świeżo wprowadzoną przez władze polskie ustawę pozwalającą, w praktyce prawie bez ograniczeń, dokonywać aborcji. Zagubione, niekiedy odepchnięte nawet przez rodzinę, kobiety ciężarne, mogły tam, przynajmniej do czasu rozwiązania żyć spokojnie. Wzrastająca w Topolnie liczba zarówno samotnych matek, jak i postulantek, sprawiły, że zgromadzenie postanowiło rozdzielić te dwie instytucje.


Z Topolna do Chocza
Z pomocą przyszła diecezja włocławska, która już w pierwszych latach powojennych miała, chociaż był on solą w oku władz państwowych, podobny, nieformalny dom w siedzibie generalnej zgromadzenia „Wspólnej Pracy” we Włocławku. Ale też i dlatego diecezja włocławska wykazywała się największą życzliwością w tego rodzaju inicjatywach i z tej diecezji pochodziło najwięcej matek potrzebujących pomocy. Przy pomocy Wydziału Zakonnego przy Sekretariacie Prymasa Polski pomysł przeniesienia Domu Samotnej Matki z Topolna do Chocza stał się realny. Wielkie znaczenie miała, ponadprzeciętna jak na tamte czasy, otwartość ówczesnego proboszcza, do dziś wspominanego tam z szacunkiem, ks. Józefa Sieradzana. Pofranciszkański kompleks klasztorny z otoczonym parkanem ogrodem dobrze nadawał się do tak delikatnego dzieła. Oficjalnie placówka pod opieką sióstr pasterek, będąca ciągiem dalszym domu topoleńskiego, zaistniała w Choczu 12 września 1959 roku. Od 25 września podjęły w niej pracę trzy siostry. Podczas najbliższego spotkania przełożonych zakonnych kard. Wyszyński wyraził publicznie uznanie zgromadzeniu za podjęcie tak potrzebnego dzieła. Z tego prostego opisu, chyba dla większości dzisiejszych czytelników nie przebija się rewolucyjna wręcz w tamtym czasie postawa Kościoła, udzielającego schronienia, pomocy kobietom społecznie - najdelikatniej mówiąc - doświadczającym niechęci, i to zarówno od obcych, jak i niejednokrotnie od najbliższych. Kościoła, który w niczym nie zmieniając kryteriów moralnych, bez uprzedzeń i rezerwy wychodził naprzeciw grzeszącym, wielokrotnie ocalając życie i matki i dziecka.

Kontrola komisji z wydziału zdrowia
Ta, przecież w niczym nie zagrażająca „postępowemu” ustrojowi inicjatywa, była jednak nie do zaaprobowania przez władze. Obowiązywała niepisana, ale nagminnie stosowana zasada, iż nie można pozwolić Kościołowi robić czegokolwiek dobrego, społecznie pożytecznego. Czegoś co świadczyłoby o trosce o człowieka. Co zwłaszcza psułoby propagandowy obraz, że najlepszym rozwiązaniem wobec niechcianego dziecka jest ustawowo zagwarantowane przez państwo socjalistyczne, tzw. przerwanie ciąży.
Niemal dokładnie w rocznicę powstania domu, 19 września 1960 roku, do Chocza zjechała 12-osobowa komisja pod przewodnictwem kierownika Wojewódzkiego Wydziału Zdrowia z Poznania. W zapisie sporządzonym przez ówczesną przełożoną Domu Samotnej Matki, s. Kajetanę Makowską, nie zostały odnotowane nazwiska członków komisji. Napisała jedynie, że ten osobnik, po okazaniu delegacji uprawniającej wszystkich przybyłych urzędników „do oględzin domu”, zażądał pokazania części domu zamieszkałej przez matki i niemowlęta. Komisja nie poprzestała na obejrzeniu obiektu, ale zaczęła zadawać pensjonariuszkom prokuratorsko brzmiące pytania. „Kto panią skierował?” Odpowiadały oszczędnie: „Siostra”; inna: „Ośrodek Zdrowia”. Jeden
z  członków komisji – być może przedstawiciel pionu wyznaniowego – wykazał się „głębszą” wiedzą: „Najczęściej bywają kierowane przez konfesjonał, gdy się zwierzają ze swoich przeżyć”. Szukali powodu, który zdyskredytowałby siostry: „Czy siostry nie robią dziewczynom krzywdy, czy są dla nich grzeczne?” Wszystkie rezolutnie oświadczyły, że co najwyżej, to one siostrom sprawiają przykrości, a i tak siostry są dla nich miłe i jest im u nich dobrze. Oczywiście, jak to w odniesieniu do instytucji kościelnych, interesowano się, ile płacą za pobyt. Jedna oświadczyła, że nic; druga, że tę sprawę załatwiła mama z siostrą. Indagowana o to samo i o dokumentację finansową przełożona wyjaśniała, że takowej nie prowadzą, gdyż nie mają żadnych dochodów. Dziwiła się komisja, jak sobie dają radę z utrzymaniem tylu osób. „Jak któraś z dziewcząt może dać jakąś kwotę – dobrze. Jak nie stać – nie wymagamy. Wspólnie pracujemy, jak w rodzinie”. Ktoś z komisji skomentował: „To prawdziwa komuna”. Ile było w tym uznania, czy może zazdrości, a ile ironii - nie wiadomo. Ale na pewno ukazywało przepaść między chrześcijańską praktyką, a bajaniem o komunistycznych ideach.
Mimo iż nie znaleziono żadnych racji naruszających dobro dziewcząt czy ich dzieci, ocena – a właściwie cel, dla którego komisja przyjechała – został przeforsowany. „Ta prawdziwa komuna” matek, ich dzieci, sióstr zakonnych i tak, w ocenie komisji, została zakwalifikowana jako nielegalna, bo – ich zdaniem - niezarejestrowana. Cóż z tego, że siostry tłumaczyły, iż w 1949 roku, w początkach tej samej władzy ludowej, zaaprobowano urzędowo wpisem do rejestru państwowego taką statutową specyfikę zgromadzenia. Teraz okazało się, że racjonalne tłumaczenie, pożytek społeczny w postaci odciążenia instytucji państwowych, konieczność finansowania etatów, a nawet urzędowy akt rejestracji takiej działalności sióstr dla inspekcji nic nie znaczą. Szybko potwierdziło się, że ta inspekcja była tylko wstępem do bezwzględnych działań.

CDN.

Ks. Antoni Poniński

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!