TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Września 2019, 20:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Haiti pędzlem, nożem i w obiektywie

Haiti pędzlem, nożem i w obiektywie

haiti

Zainspirowana wydarzeniem, jakie miało miejsce w parafii w Skalmierzycach chcę opowiedzieć o Haiti, państwie znajdującym się na wyspie o tej samej nazwie, o jego kulturze i wydarzeniach, jakie miały tam miejsce dwa lata temu. 28 czerwca w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej, zaraz po Mszy św.  wieczornej została otwarta niecodzienna wystawa. Wystawa obrazów rodem z Haiti. Dodatkowo wzbogaciły ją zdjęcia, które ukazały ogrom katastrofy, jakim było trzęsienie ziemi w 2010 roku. Co łączy Polskę z Haiti, a co łączy Skalmierzyce z Haiti? 

Haiti to państwo zajmujące część wyspy o tej samej nazwie. Ten zakątek świata nazywany jest często „Perłą Karaibów”. Dziś jest to biedny kraj, który dodatkowo został dotknięty tragicznym w skutkach trzęsieniem ziemi. To smutne oblicze wyspy kontrastuje z pięknymi plażami, zapierającymi dech w piersiach widokami, ciepłymi wodami, palmami i tropikalną roślinnością, idealnie błękitnym niebem, a także kolorowymi strojami mieszkańców, czyli mogłoby się wydawać - turystycznym rajem. Jak mówi pani Joanna, ludzie po tragedii, mimo wszystko, nie tracą nadziei na lepsze jutro. 

Pokazać światu siłę żywiołu

Pani Joanna, która przygotowała wystawę prac malarzy haitańskich i zdjęć wykonanych kilka chwil po trzęsieniu ziemi na Haiti w 2010 roku, doskonale rozumie sytuację mieszkańców wyspy, bo sama wraz z mężem Haitańczykiem przeżyła ową tragedię. W dniu, kiedy trzęsienie ziemi nawiedziło Haiti była właśnie tam, w samym epicentrum. I jak mówi, tylko dlatego, że nie przebywali wewnątrz mieszkania, a siedzieli z mężem na tarasie, żyją. Ich budynek zawalił się w jednej chwili. Parter i pierwsze piętro zapadły się całkowicie. Całe trzęsienie trwało niewiele ponad 40 sekund, a pozostawiło po sobie niewyobrażalne zniszczenia. Pochłonęło kilkaset tysięcy ludzkich istnień. Kolejne tysiące osób zostało okaleczonych, wielu nie zostało odnalezionych. Pani Joanna 20 minut po trzęsieniu ziemi znalazła swój aparat fotograficzny i zaczęła robić zdjęcia. - Biegałam i chciałam uchwycić jak najwięcej. Rozmiar tragedii był przerażający. To, co się wydarzyło w zaledwie kilkadziesiąt sekund, przechodziło ludzkie wyobrażenia. Uznaliśmy z mężem, że skoro nas Bóg uratował, to mamy jakąś misję, że musimy to pokazać światu. Przy czym przez dwa lata było mi bardzo ciężko, nie mogłam tych zdjęć oglądać. Trauma została – dodaje kobieta. - Najtragiczniejsza była dla mnie noc po tragedii, kiedy wszyscy spaliśmy na ręcznikach, na ubraniach, na tym, co kto znalazł na ulicy. Od godziny 18.00. do 3.00 nad ranem było 15 wstrząsów wtórnych. Byłam spanikowana, nie wiedziałam, czy w tym miejscu, gdzie leżę ziemia się rozstąpi czy obok – wspomina.  - Dziś dojrzałam do tego, by pokazać zdjęcia i myślę,  że może to poniekąd zasługa księdza Sławka (ks. kanonik Sławomir Nowak, proboszcz skalmierzyckiej parafii - przyp. red.), z którym od wielu lat się przyjaźnię, u którego mogłam zorganizować wystawę i na której to po raz pierwszy zaprezentowane zostały te zdjęcia wraz z pracami artystów haitańskich – dodaje. 

Do końca nie wiadomo, ile ofiar pochłonęła katastrofa, bo od połowy lat 80. na Haiti nie prowadzi się żadnych spisów ludności. Kraj jest niezorganizowany, panuje w nim straszna bieda i analfabetyzm. Szkoły podstawowe są płatne. Po trzęsieniu ziemi ogromna liczba dzieci została osierocona, wiele z nich zostało wywiezionych z kraju bez dokumentów. Nikt tak naprawdę nie wie, jaka to liczba i gdzie wywiezieni trafili. Dzieci były wywożone w różnych celach, do pracy, jako dawcy narządów, czy też do rodzin adopcyjnych. Aby ukrócić ten proceder została powołana specjalna policja. 

Życie pędzlem malowane 

Wracając do samej wystawy. Obrazy, które pani Joanna przywiozła w większości zostały wyciągnięte z gruzów. Część z nich ma jakąś skazę, czy to przerysowanie, pęknięcia, czy też odrobinę zdartą farbę. Jednak żaden z nich nie jest specjalnie retuszowany, bo jak mówi pani Joanna, w ten sposób obraz ma swoją niepowtarzalną historię, nabiera wartości. My tego nie mogliśmy zobaczyć ze względu na to, że obrazy są oprawione w ramy, większość z nich została namalowana na tym, co malarz miał pod ręką. Choćby na workach po cukrze, po mące, a na wielu widać pieczątki, które świadczą o tym, że wcześniej było to opakowania na środki chemiczne. Na Haiti wykorzystuje się wszystko, co się da, by powstał obraz. Na wyspie jest bardzo dużo artystów malarzy. Mimo, iż jest to malutki kraj, zarejestrowanych jest tam ponad 5 tysięcy artystów, a przypuszcza się, że faktycznie jest ich dwa razy więcej. Tam maluje prawie każdy, już od najmłodszych lat. Mało kto jest wykształcony w tym kierunku. Dzieci podglądają starszych i swoje spostrzeżenia przelewają na... powiedzmy płótno. Nikt ich nie uczy, jak trzymać pędzelek, jak wymieszać farby, a powstają piękne prace. Powstają obrazy niezwykle kolorowe, żywe, pełne światła i nadziei. 

Malarstwo naiwne

Do takiego właśnie malarstwa zalicza się większość prezentowanej na wystawie haitańskiej twórczości. - Obrazy, które widzimy, to żywy kolor, duża plama tego koloru, sceny z ulicy, sceny z życia codziennego. Na Haiti wszystko jest inspiracją. Bardzo dużo ludzi nie umie pisać, czytać, a maluje. Kiedy brakuje pędzelka, to malują nożem. Na Haiti pomimo strasznej biedy, naród jest bardzo płodny. Wielu artystów żyje i utrzymuje swoje rodziny tylko dzięki sztuce. Turyści przyjeżdżający z Zachodu, USA, czy Kanady chętnie kupują te dzieła – wyjaśnia pani Joasia. O tych haitańskich obrazach można by mówić godzinami. Każdy z nich opowiada swoją historię, ukazuje codzienność Haitańczyków. Osobiście urzekły mnie obrazy przedstawiające dzieci ze smutnymi oczami, a mimo to obraz jest pełen nadziei, którą symbolizują gołębie obok twarzy malucha. 

Jak mówi pani Joanna, ideą wystawy i połączenia malarstwa z fotografiami z trzęsienia ziemi było pokazanie, że mimo tragedii, jaka dotknęła ten kraj, ludzie w nim żyjący nie tracą nadziei, że pomimo wielkiego smutku w ich sercach jest też wiele radości i miłości do życia. Bo czy nie z miłości powstają takie dzieła. - Zjawisko malarstwa haitańskiego, jak określają fachowcy, jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju i dlatego trzeba je pokazywać światu, a także, a może przede wszystkim, nam Polakom, bo wiele nas łączy -  dodaje inicjatorka wystawy. 

Polak na Haiti jest Haitańczykiem 

Polska z Haiti od ponad 200 lat jest w pewien sposób połączona. Niewielu ludzi wie, że Napoleon zabrał nas, Polaków na Haiti, żeby stłumić bunt niewolników. Polacy widząc, że mają bić innych, sami będąc pod pręgierzem, przeszli na stronę czarnych niewolników. W taki sposób pomogli Haiti w odzyskaniu niepodległości. Pani Joanna dodaje, bo tego nie wiedziałam, jak zresztą większość z nas, że te więzi są zaznaczone nawet w proklamacji niepodległościowej Haiti. Było w niej napisane, że każdy Polak na Haiti jest Haitańczykiem. Do dnia dzisiejszego na wyspie żyją potomkowie Polaków z polskimi nazwiskami, choć większość uległa już modyfikacji albo uproszczeniu. - Jest wielu ludzi, którzy mają niebieskie oczy i jasną karnację - podkreśla Joanna. I tu pani Joanna mówi, że pomysł na wystawę zrodził się w sposób naturalny. Ona i jej mąż chcieli przybliżyć Polakom Haiti, a Haitańczykom Polskę, tym bardziej, że będąc małżeństwem Polsko-Haitańskim oba kraje stały się dla nich domem. Obecnie trwają też rozmowy o wymianie kulturowej obu krajów. 

Wspólny język

Mąż Joanny, Gerard polubił Polskę i Polaków. Ubolewałam, że nie umiałam się z nim porozumieć bezpośrednio, bo chociaż po polsku dużo rozumie to kontaktuje się, także z żoną, po francusku. Kiedyś Gerard nie mógł porozumieć się z jedną z przyjaciółek swojej żony, gdy zabrakło Joanny jako tłumacza i zapytał, czy (wspomniana przyjaciółka) ma Pismo Święte. Zdziwiło ją to pytanie, ale podała je Geradowi. W ten sposób zaczęli rozmawiać ze sobą z pomocą Pisma Świętego. Dla Gerarda Bóg i słowo Boże jest najważniejsze. Bóg daje mu siły do życia, do podniesienia się po tragicznych przeżyciach. W jednej chwili stracił wszystko, dom cały dobytek i pracę. Mało kto z nas zna Pismo Święte tak dobrze jak on. Gerard skromnie twierdzi, że skoro chodzi się do kościoła, to to zostaje w człowieku. Rozmawiając z przyjacielem i widząc, że jest mu źle poleca mu przeczytać konkretny Psalm, bo to mu pomoże w życiu. Gerardowi przyjaciel pokazał Psalm 46., nie znał go, ale tak bardzo go poruszył, że zaczął czytać i uczyć się kolejnych. Ulubionym Psalmem męża Joanny jest Psalm 96. - Mówi o tym, jak pięknie Bóg stworzył wszystko, w nim o nic nie pytamy, tylko oddajemy chwałę - wyjaśnia Haitańczyk. Gerard podczas trzęsienia nie stracił nikogo z rodziny, stracił tylko, albo aż, swój dom i miejsce pracy. I jak mówi, nie płacze z tego powodu, łzy cisną mu się do oczu, kiedy widzi cierpienie innych, tych, którzy stracili ręce, nogi albo życie. Płacze widząc, jak z powodu ubóstwa cierpi jego kraj. Cierpi tym bardziej, że obecna sytuacja może potrwać tam jeszcze kilka lat. Ludzie wciąż mieszkają w prowizorycznych namiotach, a wcześniej, mimo wielkiej biedy, nigdy tak nie było. 

Owszem dla Haiti wpływały miliony dolarów pomocy, ale zostały one źle wykorzystane. Minęły dwa lata, ale Haiti jest studnią bez dna, bo jest tam wiele do zrobienia. Obecnie prezydentem Haiti jest piosenkarz, którego ludzie po prostu lubią. Mimo, iż jest frywolnym człowiekiem, od roku na Haiti zaczynają znikać gruzy i obozowiska. Stolica zaczyna wyglądać jak normalne miasto. Historia tego kraju jest bardzo, bardzo bogata i jak mówi pani Joanna, chce z mężem, dopóki będzie mogła, przybliżać wszystkim ten piękny zakątek świata. 

Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży obrazów chce kupić materiały potrzebne Haitańczykom, by mogły powstawać kolejne dzieła malarskie.

Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!