TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Kwietnia 2021, 08:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Gdzie mieszka dusza?

Gdzie mieszka dusza?

Literackie określenie mózgu jako „domu duszy”, to cytat z tytułu książki Jürgena Thorwalda
„Kruchy dom duszy”. Opowiada ona o historii neurochirurgii w szerokim kontekście historii medycyny, w szczególności dziejów chirurgii, ale też życia i biologii w ogólnym rozumieniu. Mimo że powstała jeszcze w latach 90’, a to w neurochirurgii i neurologii niemal przepaść, to w wielu zagadnieniach nadal jest aktualna, a do tego ciekawie napisana.

Wprawdzie tradycyjnie za siedzibę duszy uważa się serce, ale dla medyka, czy biologa serce to tylko pompa tłocząca krew. Nieraz wprawdzie mówimy o duchowości jako tej części naszego jestestwa, która z serca właśnie wypływa, ale jest to traktowane przenośnie.


Serce nie mieszka w sercu
Samo serce jest narządem, w którym żadne procesy myślowe nie zachodzą. Między innymi z tego powodu człowieka, którego serce przestało bić nie traktuje się z automatu jako zmarłego. Nierzadko rozpoznajemy w takiej sytuacji jedynie zatrzymanie krążenia, które może, ale nie musi prowadzić do zgonu. Jeśli jest nagłe, nieoczekiwane, najczęściej podejmujemy działania, które powszechnie nazywa się reanimacją, a fachowo resuscytacją krążeniowo-oddechową. Nie mają one, bynajmniej, na celu „wskrzeszenia” martwego serca, bo serce naprawdę martwe ponownie uruchomić się nie da. I choć często ich efektem jest właśnie przywrócenie działania uszkodzonego serca, to służą one przede wszystkim do uratowania mózgu, który bez krążenia krwi nieuchronnie umrze w ciągu kilku minut. Z podobnej przyczyny u człowieka, który przestał oddychać podejmujemy sztuczne oddychanie, czyli w fachowym języku wentylację zastępczą. W działaniach ratunkowych ona również ma na celu dostarczenie tlenu przede wszystkim do mózgu.
Mózg waży tylko około 2% ogólnej masy naszego ciała, ale zużywa 20% dostarczanego przez płuca tlenu. Gdy go zabraknie, umiera w ciągu kilku minut.


Wszystko mamy w głowie
Mózg traktujemy w tak uprzywilejowany sposób, bo to on jest narządem, w którym odbywają się wszystkie procesy biologiczne odpowiadające za myślenie, pamięć, emocje, świadomość. To w nim dzieje się to wszystko, co sprawia, że jesteśmy taką osobą, jaką jesteśmy. Wiemy też, że procesy chorobowe, guzy, urazy, czy operacje mózgu potrafią zmienić charakter, zachowania, a nawet sposób myślenia człowieka. Nierzadko spotkać się można z opinią rodzin chorych po ciężkich urazach głowy, że stali się oni „innymi ludźmi”. Oczywiście, nie są faktycznie inną osobą, ale ich osobowość mogła ulec istotnej, wręcz radykalnej zmianie. W przypadkach najcięższych uszkodzeń mózgu dochodzi do całkowitej destrukcji osobowości. Taka destrukcja jest według dzisiejszej wiedzy i możliwości medycyny zazwyczaj trwała i nieodwracalna. Ale dopóki resztkowa aktywność mózgu utrzymuje się, nie mówimy o śmierci osoby.
Rozpoznajemy ją natomiast, gdy mamy pewność, że mózg danego człowieka umarł. I mówimy przy tym o całym mózgu, choć dawniej warunki stwierdzenia śmierci mózgowej nazywały się kryteriami stwierdzania śmierci pnia mózgu i takie określenie spotyka się do dziś w mediach. Ale współcześnie istotą jest stwierdzenie śmierci nie pnia mózgu, choć bada się też odruchy zwane pniowymi, a śmierci wszystkich tych struktur mózgowia, które warunkują istnienie świadomości i osobowości. To one właśnie są najbardziej wrażliwe na niedotlenienie, a także na inne uszkodzenia np. wywołane toksynami, takimi jak „dopalacze”, czy choćby alkohol. Według współczesnej wiedzy i możliwości nie ma też możliwości regeneracji tych struktur po ciężkim uszkodzeniu, choć, jeśli inne części mózgu przetrwały w dobrej kondycji mogą z czasem przejąć, przynajmniej częściowo funkcje fragmentów uszkodzonych. Gdy jednak cały mózg jest nieodwracalnie zniszczony jego funkcji nie da się niczym zastąpić.


Medycyna nie nadaje się do badań nad duchowością
Medycyna, czy bardziej ogólnie nauki przyrodnicze, nie zajmują się lokalizowaniem duszy w organizmie. Wbrew filmowym fantazjom nie udało się też jej ani zmierzyć, ani zważyć. Medycyna nie posiada narzędzi, żeby do kwestii istnienia duszy i jej powiązań z ciałem się odnosić. Takimi zagadnieniami zajmuje się szeroko rozumiana filozofia, w tym etyka, a także teologia, czasem nawet nauki prawne.
Na podstawie wiedzy rodem z nauk przyrodniczych można jedynie stwierdzić, kiedy człowiek umiera, co z kolei według naszej wiary oznacza, że dusza opuściła ciało. Choć w doczesnej rzeczywistości to raczej ciało opuściło duszę, bo to ona jest nieśmiertelna.


Śmierć jako proces
Sam proces umierania trwa w czasie, stąd i śmierć nie jest zjawiskiem punktowym. Można jedynie określić miejsce na osi czasu, od którego jest już faktem dokonanym i człowieka uznajemy za zmarłego, a jego ciało za zwłoki (mimo, że np. paznokcie nadal rosną). Jest to ważne zarówno z prawnego, jak i etycznego punktu widzenia. W czysto biologicznym sensie da się utrzymywać poszczególne części martwego ciała w żywotnym stanie jeszcze przez wiele godzin, niekiedy wręcz dowolnie długo. Jednak nie wszystko, co technicznie możliwe jest zarazem moralnie dopuszczalne, a ciału zmarłego należy się szacunek i chroni je prawo.


Czy paznokieć zmarłego jest żywy?
Narządem, w którym dusza faktycznie „mieszka” jest właśnie mózg. To w mózgu zachodzą skomplikowane procesy przesyłania i obróbki sygnałów będące fizjologiczną podstawą naszych myśli i uczuć. Są one na tyle skomplikowane, że nadal nie potrafimy ich odtworzyć na nowoczesnych komputerach, umiemy jedynie symulować na nich ludzką inteligencję. Sztuczną inteligencję da się stworzyć, ale nie sztucznego ducha.
Ludzka duchowość bazuje zarówno na emocjach, jak i na intelekcie, lecz nie zamyka się w żadnej z tych dwóch sfer, jest niejako ponad nimi, choć przez obie mamy do niej dostęp. Jeśli struktury, w których nasza inteligencja i emocje funkcjonują, biologicznie są martwe, dusza nie ma „punktu zaczepienia” w ciele, a samo ciało jest martwe, choć niektóre jego części jeszcze nie obumarły w biologicznym rozumieniu. W sytuacji, gdy człowiek jako istota już nie żyje, ale jego nie obumarłe jeszcze narządy mogą uratować życie innej osobie, godziwym jest wykorzystać je w tym celu, o ile zmarły za życia nie sprzeciwiał się temu.


Katolik wobec ostatecznych wyborów
Już papież Pius XII uznał za dopuszczalne pobieranie rogówki oka ze zwłok, pod warunkiem zachowania szacunku dla ciała zmarłego i zgody jego bliskich. Ten sam papież podkreślał, że Kościół nie ma kompetencji w ustalaniu momentu śmierci, gdyż jest to domena biologii i medycyny. Dopuszczalność przeszczepiania narządów omawiał wielokrotnie Jan Paweł II, ponownie jednak pod istotnymi warunkami. Sprowadzają się one przede wszystkim do unikania instrumentalnego traktowania ciała ludzkiego. Przeszczepienie nie może się odbyć ani z poważną szkodą dla dawcy, ani z korzyścią materialną. Pobranie narządów ze zwłok, czyli ciał osób bezsprzecznie martwych, uznanych za takie przy zastosowaniu najwyższej staranności i rzetelnej, współczesnej wiedzy jest wówczas moralnie dopuszczalne. Sztuczne podtrzymywanie funkcji życiowych narządów zmarłego, bez zamiaru ich przeszczepienia byłoby jednak brakiem szacunku dla ciała ludzkiego.

Doktor Jarosław

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!