TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Grudnia 2019, 21:29
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Filmem w olbrzyma

Filmem w olbrzyma

To nie mogła być prosta historia. Abby komplikowała sobie życie, głęboko wierząc, że idzie właściwą ścieżką. Kiedy w końcu boleśnie walnęła w mur i oprzytomniała, oznaczało to początek batalii, w której ona musiała zmierzyć się z olbrzymem.

„Nieplanowane” to „eksport amerykańskiej propagandy antyaborcyjnej. Film niebezpieczny na wielu poziomach. W szkołach i kościołach już trwa walka o rząd dusz”. Rodzice i kadra szkolna powinny chronić „dzieci przed praniem mózgów”, ponieważ film „Nieplanowane” chce im wmówić, „że Ziemia jest płaska”! Bez obaw, to nie jest moja opinia, czyli autorki niniejszego tekstu, ale opis zorganizowanego na Facebook’u wydarzenia Stop propagandzie! Bojkotuję „Nieplanowane”!

Wydarzenie zostało utworzone przez Wielką Koalicję za Równością i Wyborem, Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Protest kobiet, Berliński Kongres Kobiet i jeszcze kilka innych organizacji, na wymienianie których szkoda mi znaków ze spacjami przydzielonych mi przez redakcję. Do 4 listopada 415 osób wykazało na Facebook’u zainteresowanie tym wydarzeniem. Natomiast udział w bojkocie zadeklarowały 264 osoby. To mniej więcej 2/3 liczby miejsc, którymi dysponuje sala ostrowskiego Kina „Komeda”. W „Komedzie” odbyły się trzy seanse, a sala za każdym razem była pełna niemal po brzegi. Organizatorzy bojkotu tak bardzo wystraszyli się tego filmu, że oburza ich to, iż „Dystrybutor przygotował nawet ogłoszenia duszpasterskie zachęcające do jego obejrzenia”. Są przerażeni, ponieważ, jak sami stwierdzają, „obraz aborcji przedstawiony w filmie ma na celu doprowadzenie do całkowitego zakazu aborcji”. A przecież tego by nie chcieli. Ich zdaniem produkcja szerzy kłamstwa na temat aborcji i przedstawia ją w sposób odległy od wiedzy medycznej. Padają również inne zarzuty. Jednak kto już był w kinie, niech sam oceni, czy rzeczywiście film „demonizuje personel klinik aborcyjnych i podprogowo zachęca do przemocy wobec nich”. A kto nie był, niech weźmie sobie do serca słowa pań z Aborcyjnego Dream Teamu, które na portalu internetowym Wysokich Obcasów napisały: „Nie warto” i niech czym prędzej idzie do kina.

Zły olbrzym

Film Cary’ego Solomona i Chucka Konzelmana przez pryzmat historii Abby Johnson, byłej dyrektorki kliniki aborcyjnej, pokazuje kulisy działania organizacji Planned Parenthood Federation of America. Jest to jedna z największych na świecie organizacji oferująca usługi z zakresu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Co to oznacza? W przedstawionej przez siebie ofercie Planned Parenthood posiada: ogólną ochronę zdrowia, edukację pacjentów (głównie seksualną), testy ciążowe, testy na choroby przenoszone drogą płciową - w tym na obecność wirusa HIV, pomoc w dobraniu środków antykoncepcyjnych (a tych jest cała masa, począwszy od prezerwatywy, a skończywszy na wazektomii i podwiązaniu jajników, choć informują także o metodzie laktacyjnego braku miesiączki). „Ciekawostką” są także usługi skierowane do osób LGBT na czele z terapią hormonalną prowadzoną u osób transgenderowych.

Jednak to z czym PP kojarzy się przede wszystkim, to aborcja. Kliniki przeprowadzają zarówno aborcje medyczne z użyciem pigułki poronnej, jak i chirurgiczne z użyciem narzędzi medycznych i ssania. Organizacja zapewnia, że każdy rodzaj aborcji jest bezpieczny i legalny, jednak w każdym stanie panują inne przepisy dotyczące jej przeprowadzania. Obecna dyrektor wykonawcza Planned Parenthood Global, Monica Kerrigan, stwierdza, że aborcja jest elementem opieki zdrowotnej, a opieka zdrowotna przynależy do praw człowieka. Brzmi to dość groteskowo w zestawieniu z doniesieniami informującymi o praktykach handlu szczątkami abortowanych dzieci, np. w celu przeprowadzania badań „naukowych”. Placówki należące do PP są rozsiane po całych Stanach Zjednoczonych, a organizacja ma swoich zwolenników wśród znanych osób. Wsparcia materialnego udzielali jej George Soros i Bill Gates. Entuzjastą PP był też były prezydent USA Barack Obama. Natomiast kadencja Donalda Trumpa przyniosła organizacji potężne straty finansowe, gdyż nowy prezydent odciął ją od finansowania z Title X, czyli rządowego programu wspierania niezamożnych rodzin w procesie planowania rodziny. Nowe przepisy nie dopuszczają do finansowania z funduszy publicznych organizacji przeprowadzających aborcje, a tych Planned Parenthood wykonuje rocznie setki tysięcy.

40 dni i 40 nocy

Klinika w Bryan w stanie Teksas została otwarta 1998 roku. Miała siedzibę przy 4112 East 29th Street w sąsiedztwie parterowych domów z lat 60. ubiegłego wieku. Już od samego początku jej istnienia osoby opowiadające się za życiem zaczęły organizować się, aby zatrzymać aborcyjną działalność kliniki. Wśród nich znaleźli się ludzie należący do Koalicji dla Życia, lokalnej organizacji pro-life w Teksasie, składającej się z ponad 60 Kościołów. Jednym z wolontariuszy przychodzących pod klinikę, aby modlić się i rozmawiać z kobietami chcącymi dokonać aborcji, był Shawn Carney. Abby Johnson, która w tym samym czasie rozpoczynała swoją karierę jako wolontariuszka w PP w Bryan, nie podejrzewała, jak wielki wpływ na losy kliniki będą mieli modlący się ludzie. Postawa Shawna i jego przyjaciół nie pasowała do tego, jak przedstawiani byli przez jej firmę obrońcy życia. Abby przekonała się, że nie tylko da się z nimi spokojnie i życzliwie rozmawiać, ale też, że im również zależy na dobru kobiet przybywających do kliniki. Tyle że inaczej to dobro pojmowali. 

W 2004 roku po raz pierwszy ruszyła kampania nazwana „40 Dni dla Życia”. Czterech członków koalicji postanowiło się modlić o zakończenie aborcji w Dolinie Brazos. Założeniem była czterdziestodniowa nieustanna modlitwa wzmacniana postem i budowaniem wspólnoty, a także stałe, spokojne czuwanie. Inicjatorzy byli gotowi na to, że jeśli nikt do nich nie dołączy, wypełnią we czworo całe 960 godzin, zmieniając się na czuwaniu. Jednak to, co się stało, przeszło ich oczekiwania. Chodząc od drzwi do drzwi zdołali dotrzeć z informacją o kampanii i prośbą o wsparcie modlitewne do 25 tysięcy domów. W ciągu sześciu tygodni do modlitwy dołączyło ponad tysiąc nowych ochotników. Jaki był efekt takiej inicjatywy? Wskaźnik lokalnej aborcji spadł o 28 procent. Ufni w Bożą pomoc organizatorzy walczyli dalej. W 2007 roku uruchomili pierwszą w historii koordynowaną na szczeblu krajowym kampanię „40 Dni dla Życia”, która objęła swoim zasięgiem aż 89 miast w 33 stanach. Wkrótce czuwania przed klinikami aborcyjnymi były prowadzone we wszystkich 50 stanach. W końcu przyszedł czas na inne kraje. Modlitewne kampanie na rzecz życia zorganizowało już 769 miast w 50 krajach na wszystkich sześciu zaludnionych kontynentach. 

Zespół „40 Days for Life” podaje, że dzięki modlitwie uczestników kampanii uratowanych zostało już 16 004 ludzkich istnień, 191 pracowników klinik aborcyjnych porzuciło swoją pracę, a 104 centra aborcyjne zostały zamknięte. O ile liczbę byłych pracowników przemysłu aborcyjnego i zamkniętych placówek można określić dość precyzyjnie, o tyle można przypuszczać i mieć głęboką nadzieję, że ilość dzieci ocalonych od śmierci jest znacznie większa, niż wskazują oficjalne dane. Zapytany przez Mike’a Huckabee o to, czy uważa za możliwe, aby proceder aborcji przestał mieć miejsce w Stanach Zjednoczonych, Shawn, autor książki „The Beginning of the End of  Abortion”, z pełnym przekonaniem odpowiada, że jeszcze za jego życia lub życia jego dzieci aborcja w USA zakończy się.

Na linii frontu

Dwumetrowe ogrodzenie okalające gmach kliniki w Bryan wyróżniało się z otoczenia. Abby Johnson wspomina, że gdy pierwszy raz zajechała swoim samochodem na tamtejszy parking i zobaczyła przed sobą betonowe pręty, poczuła się, jakby znalazła się w więzieniu. Mimo to Planned Parnthood stało się ważną częścią jej życia na wiele lat, poświęciła się jej bez reszty. Wierzyła całym sercem, że pomaga kobietom w trudnej sytuacji i przyczynia się do zmniejszania liczby aborcji. Od samego początku jednak odczuwała brak spójności pomiędzy tym, co do tej pory wyznawała, a tym, co teraz robiła. Młoda Abby była naiwna i bez głębszej refleksji przyjmowała to, co organizacja wmawiała wolontariuszom i pracownikom. Następnie sama używała tych argumentów w dyskusjach zarówno ze swoimi najbliższymi, jak i z obrońcami życia zza płotu. Chyba jednak można zaryzykować stwierdzenie, że w całej tej pogmatwanej, trudnej i jakże bolesnej historii, Abby miała wiele szczęścia. Rodzina, przeciwna działaniom kliniki, nie odwróciła się od niej, a obcy ludzie, których początkowo postrzegała jako wrogów, okazywali jej życzliwość, sympatię i szacunek.

Walka, która toczyła się po obu stronach płotu o to, komu uda się dotrzeć do przybywających na „zabieg” kobiet, była także walką duchową naszej bohaterki. Abby musiała ujrzeć na własne oczy morderstwo, aby zrozumieć, w jakim kłamstwie dotąd żyła. U swoich dotychczasowych przeciwników znalazła wsparcie i schronienie. Była jedną z tych osób, które znalazły w sobie odwagę, aby zadrzeć z „największą organizacją na planecie”. Jednak przesłanie, jakie Abby Johnson kieruje do tych, którzy chcą poznać jej historię, jest takie, że po obu stronach można dostrzec dobro, współczucie i poświęcenie, ale też błędne myślenie i krzywdzące postawy. Doświadczenie Abby, Shawna i innych bohaterów tej historii pokazuje, że to miłość jest tym, co może odmienić serce kogoś znajdującego się z drugiej strony barykady.

Tekst Małgorzata Młotek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!