Fashion victim tylko dla fanów czyli promocja przez kompromitację
Takie dwa temaciki wepchały mi się dzisiaj, chciałem napisać „pod lupę”, no ale zabrzmiałoby to wyjątkowo śmiesznie, bo przecież nie trzeba żadnej lupy, aby dostrzec to, z czego się natrząsa cała Polska. I to jest właśnie najgorsze, że to co miało służyć promocji naszej Ojczyzny jest nawet dla nas pośmiewiskiem, więc może chodzi o to, żeby na przykład „uprawomocnić” te kawały, jakie przed laty opowiadali sobie Amerykanie, a których bohaterami byli zawsze głupi Polacy? No bo jeśli nie o to, to ja już nie wiem, co tu się odwala.
Może jednak nie wszyscy są w temacie (no nie wiem, ktoś wrócił z Marsa?), więc przypomnę, że niespełna miesiąc wcześniej pan premier z dumą prezentował pełnomocnika rządu ds. marki Polska: „Bardzo się cieszę, że doszliśmy do finału naszej współpracy, ponieważ to jest raczej zwieńczenie dotychczasowych działań, pani profesor Mróz - Gorgoń. Ja, proszę się nie zarumienić, najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki, tych takich, no, atrakcyjnych brandów dla firm, promocji strategicznych. Współpracuje z nami od dłuższego czasu i „Marka Polska”, czy tak jak my to nazywamy w dokumencie, który powołuje panią profesor na pełnomocnika „Marka Polski”, pracuje od dłuższego czasu jako profesor uczelni, niejednej uczelni, ale pracuje przede wszystkim jako osoba, która doradza i firmom i od dłuższego czasu także polskiemu rządowi”. Tak to wybrzmiało, wiem, że trochę bełkot, ale to jest dokładny cytat, sam spisałem. W każdym razie, tu chyba nie ma wątpliwości: „najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki”.
I ta najwybitniejsza specjalistka oczywiście pojawiła się w mediach z wielką swadą opowiadając o swoich kompetencjach, wplatając w wypowiedzi mnóstwo angielskich słów, na podobnej zasadzie, jak onegdaj używało się tzw „makaronizmów”, aby podkreślić swoje szlachectwo. Dzisiaj wiadomo, jak się chce przyszpanować, to trzeba się popisać angielskim, nawet jeśli brzmi to śmieszniej, niż rozmowa w Chicago z emigrantem z Polski, który jeszcze nie zapomniał polskiego, ale angielskiego też jeszcze dobrze się nie nauczył („Jadę sobie spokojne moim karem po hajweju a tu mnie polis zatrzymało, a ja bez insiuransa”). Stąd w tytule umieściłem ową fashion victim, czyli ofiarę mody, za którą uważa się pani Mróz - Gorgoń, innych anglicyzmów nie będę cytował, bo i nie ma po co, zwłaszcza że w niecały miesiąc wszystko się posypało.
Bo światło dzienne ujrzał raport: „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”. I czegośmy się o sobie dowiedzieli z tego raportu? Ano na przykład, że Katowice są w północnym centrum Polski, a Wrocław leży na północnym zachodzie kraju, że gigantycznym i unikalnym potencjałem Polski jest nasza „chlebowość”, wartość PKB na osobę obcięto nam o jakąś jedną trzecią, noblistów zredukowano do pięciu, a poza tym w raporcie o polskości aż się iskrzy od bezsensownie poutykanych terminów… angielskich. A tymże językiem angielskim, według raportu, płynnie posługuje się 95% młodych Polaków, a wielu z nich również… mandaryńskim! Zapytana czy ten kuriozalny raport został napisany przez sztuczną inteligencję pani Mróz-Gorgoń odpowiedziała: „Na pewno był wspomagany sztuczną inteligencją i był efektem czegoś, co w nauce nazywa się work in progress. (…) Nie był to dokument, który był prezentowany nigdzie. Prezentacja była prezentowana na Akademii Leona Koźmińskiego przy udziale, bym powiedziała, połowy świata akademickiego, ale też i oczywiście przedstawicieli rządu i wielu studentów” I jeszcze dodała: „Badania były prowadzone rzetelnie, wnioski z tych badań są tam zawarte i są bardzo konkretne, i one się bronią. Dlatego, że na ich podstawie będziemy w tej chwili tworzyć strategię marki narodowej”.
Potem jeszcze się okazało, że na za ten, pożal się Boże „raport” zapłacono prawie 200 tysięcy złotych, zaczęły się przepychanki i kłamstwa, czy to raport, czy brudnopis, czy rząd w tym maczał palce przez jakieś ministerstwo, czy nie, no żenada po prostu. A w tle pozostaje fundacja „Marka Polska” (prezesem jest brat osławionej posłanki pani Jachiry), która miała otrzymać jakieś poważne pieniądze na promocję polskiej Marki (swoją drogą niech ktoś powie Donaldowi, że w Niemczech już nie ma marki tylko euro…), kilkaset milionów, ponad pół dużej bańki, a nie jakieś tam orzeszki. Ale mleko się rozlało, żenady nie da się ukryć nawet ponownym wyciągnięciem Zondy Crypto, a „najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki” pani Mróz - Gorgoń niestety musiała się podać do dymisji z funkcji pełnomocnika rządu. Pewnie państwo myślicie, że przeprosiła, albo coś w ten deseń… Akurat! Proszę bardzo jej wpis na Iksie: „Szanowni Państwo, składam dymisję z funkcji Pełnomocniczki Rządu do spraw promocji marki Polski. Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli. Mam nadzieję, że ważny dla Polski projekt będzie kontynuowany bez względu na trudności”. Przez hejt biedna odeszła, a nie dlatego, że się skompromitowała. A ja mam pytanie: skoro najwybitniejsza nie dała rady, to co my teraz zrobimy? Jak się wypromujemy? No jesteśmy po prostu w czarnej…
Chyba że, i tu płynnie przechodzimy do drugiej dzisiejszej historii, tym razem chodzi o człon tytułu „tylko dla fanów”. W tej „żenadzie” chodzi o promocję i pamięć Powstania Warszawskiego, którym zajmuje się współpracujące z różnymi agendami rządowymi Stowarzyszenie Warszawa44. Poruszenie rozpoczęło się od wpisu pewnej użytkowniczki dawnego Twittera, niejakiej Zuzanny Stec. Opublikowała ona zrzut ekranu z profilu stowarzyszenia na Instagramie. Na fotografii znalazła się niejaka Monika Laskowska w koszulce upamiętniającej Powstanie Warszawskie. W opisie przedstawiono ją jako „ambasadorkę pamięci” wydarzeń z 1944 r. Pani Laskowska jest znana głównie z prowadzenia wywiadów z celebrytami związanymi z freak fight, czyli taką niby walką między osobami, które na co dzień się sportem nie parają. Ale co jeszcze gorsze, pani ta aktywnie działa na pewnej platformie… dla dorosłych, takiej tylko dla fanów. I komuś przyszło do głowy, że taka pani jest dobrym „ambasadorem pamięci” Powstania! Na szczęście znowu zrobił się medialny raban i tę „ambasadorkę” usunięto.
Ale dlaczego ona się tam w ogóle znalazła? Kto tych ambasadorów wybiera i dlaczego, jak zauważył Gabriel Maciejewski jest tam choćby były piłkarz Jacek Bąk, a nie ma na przykład innego Jacka Bąka, wnuka porucznika Lewara – Jana Piotrowskiego. „Człowieka, który w czasie walk w Śródmieściu zrekonstruował swoją kompanię, bo żołnierze nie dotarli na miejsce zbiórki, następnie zaś opracował szczegółowy plan zdobycia Kościoła Świętego Krzyża i Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu, a potem ten plan wykonał. Jacek Bąk, jego wnuk, namówił dziadka na szczegółowe odtworzenie tych wypadków a potem wydał te wspomnienia drukiem”. I ten Jacek Bąk nie został mianowany ambasadorem Powstania. Czy musi zamieścić jakieś fotki na serwisie tylko dla fanów?
Pleban ze wsi
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!