TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ekologiczne czyli jakie?

Ekologiczne czyli jakie?

Ostatnimi czasy przymiotnik „ekologiczne” i jego skrót „eko” (albo synonimy „bio” czy „organic”) odmieniane są przez wszystkie przypadki i nadużywane. Z jednej strony jest to zjawisko pozytywne, bo zwiększyła się świadomość, jak ważne jest to, co ląduje na talerzu. Z drugiej jednak strony wiele firm zwietrzyło świetną okazję do zrobienia dochodowego biznesu, niekoniecznie z korzyścią dla odbiorców. Co w takim razie tak naprawdę oznacza produkt „eko”?

Odpowiedź na to pytanie nie jest i nie może być jednoznaczna. W Słowniku Języka Polskiego znalazłam aż cztery znaczenia słowa „ekologiczny”. Po pierwsze jest to produkt taki, który dotyczy związku warunków zewnętrznych, środowiska z życiem roślin i zwierząt, np. warunki ekologiczne. Po drugie jest to twór, który nie niszczy środowiska, nie zakłóca jego równowagi, jest zgodny z wymaganiami ekologii. Po trzecie to coś, co ma na celu ochronę środowiska, np. działalność ekologiczna, ruch ekologiczny, a po czwarte może to być dobro wyprodukowane ze składników naturalnych, np. żywność ekologiczna. Wniosek jest taki, że ekologiczne z założenia powinno oznaczać naturalne. Jak jest w rzeczywistości?

Eko gospodarstwa

W ciągu ostatnich 10 lat asortyment produktów ekologicznych w sklepach znacznie się powiększył. Na wielu opakowaniach można przeczytać, że jest to „produkt rolnictwa ekologicznego” lub „produkt z upraw kontrolowanych”. W gospodarstwach ekologicznych nie wolno stosować: pasz przemysłowych, GMO - organizmów genetycznie modyfikowanych, zapraw nasiennych, syntetycznych środków ochrony roślin, nawozów sztucznych, sztucznych koncentratów, promieni jonizujących. Wolno natomiast stosować środki ochrony roślin zakwalifikowane do stosowania w rolnictwie ekologicznym w Polsce oraz nawozy i środki poprawiające właściwości gleby w rolnictwie ekologicznym. Ich wykazy można znaleźć w internecie. Po ich pobieżnej analizie można znaleźć tam choćby środki ochrony roślin oparte o fungicydy i ankarycydy. W obu przypadkach są to środki chemiczne - w pierwszym na bazie siarki i miedzi, drugie mają bardziej tajemniczy skład. Podobnie jest z nawozami. Takie uprawy pozostają pod kontrolą odpowiednich placówek i urzędów. 

Doczekaliśmy niestety czasów, w których ziemia jest tak wyjałowiona działaniem człowieka, że nie jest w stanie sama z siebie rodzić dobrych owoców, a już na pewno nie w ilościach, jakich rolnik czy ogrodnik oczekuje. Dlatego każda uprawa, nawet ta w przydomowym warzywniku wymaga pewnych środków przeciw szkodnikom, grzybom, pleśniom i nawozów dla polepszenia plonów. Te w gospodarstwach ekologicznych to nadal chemia, czasami pozyskiwana ze źródeł naturalnych, ale w ilościach ograniczonych i kontrolowanych. Zakaz stosowania produktów genetycznie modyfikowanych jest iluzoryczny i bezcelowy, bo warzywa i owoce już dawno zostały tak zmodyfikowane, by dawać większe plony, mieć więcej glutenu (zboża), czy być bardziej przyjazne dla odbiorcy (choćby pomarańcze, mandarynki, winogrona bezpestkowe, jednymi z najbardziej genetycznie zmodyfikowanych warzyw są soja i kukurydza). Kiedy widzę w sklepie marchewkę idealnie równą, kształtną, bez wyrostków z naklejką „eko” to zastanawiam się - śmiać się czy płakać? Czy ktoś z Czytelników widział we własnym ogródku taką marchewkę? No chyba nie. Dlatego, jeśli chcemy dbać o zdrowie, jedynym pewnym rozwiązaniem jest pozyskiwanie warzyw i owoców z własnych upraw, jeżeli istnieje taka możliwość, lub od sąsiada czy rodziny, o której wiadomo, że nie stosuje wątpliwego pochodzenia chemii. 

Eko marketing

To, że na opakowaniu produktu widnieje napis „bio” lub „ekologiczne”, nie oznacza jeszcze, że w rzeczywistości jest to produkt powstały w maksymalnie naturalnych warunkach. Często jest to chwyt marketingowy, który ma przyciągnąć klientów. Dlatego koniecznością jest czytanie etykiet i szukanie odpowiednich informacji. Każdy produkt ekologiczny posiada oznaczenie unijnym znakiem zielonego listka. Powinien mieć również numer polskiej jednostki certyfikującej i oznaczone miejsce uprawy naturalnych surowców. Produkty bez takiego oznaczenia albo nie spełniają norm „eko”, albo nie były wcale badane pod tym kątem - czyli można się spodziewać, że ze zdrową żywnością mają niewiele wspólnego, może wyłącznie wyższą cenę. Kolejnym sygnałem ostrzegawczym jest data przydatności do spożycia. Produkty ekologiczne zwykle mają krótszą datę ważności, chyba że są to zaprawy w słoiku (groszek czy ciecierzyca). Naturalne warzywa, owoce i przetwory nie będą przy tym wyglądać idealnie, np. przecier pomidorowy nie może mieć jaskrawo czerwonego koloru, a szynka nie powinna być różowa, szczególnie pozostawiona przez godzinę w pełnym świetle. 

Są też chwyty marketingowe, które chyba wprost można nazwać żerowaniem na ludzkiej nieuwadze. Najpopularniejszą chyba pułapką są jajka opatrzone z zewnątrz ekologicznymi hasłami. Jednak wewnątrz znajduje się legenda dotycząca pieczątek na nich. Odpowiednia cyfra to kolejno: 0 - chów ekologiczny, 1 - wolny wybieg, 2 - chów ściółkowy i 3 - chów klatkowy. Dopiero po analizie drobnych znaków wiadomo, za co się płaci. Niestety ogólną tendencją są etykiety z tak małą czcionką, by jak najtrudniej było ją przeczytać. 

Również lokalni producenci mogą liczyć na naiwność klienta reklamując swoje wyroby jako ekologiczne. Tymczasem ziemniaki czy kapusta wcale nie pochodzą z ekologicznych upraw, a domowe wędliny okazują się mieć w sobie wiadro białego proszku o bliżej nieznanym składzie (przykład z życia wzięty oczywiście). Współczesny rzeźnik, który przygotowuje wędliny dla drobnych odbiorców ma dziś łatwy dostęp do wszelkich chemicznych polepszaczy i chętnie go stosuje. Dlatego, jeśli nie ma pewności, co dokładnie zostało użyte w hodowli zwierząt czy uprawie roślin, warto do takich sprzedawców podchodzić z rezerwą. 

Eko nadwaga

Czy kupowanie produktów ekologicznych, reklamowanych jako zdrowa żywność, wolna od cukru, glutenu, wzmacniaczy smaku i konserwantów pomoże schudnąć? Jest duża szansa, że nie! Często jest wręcz odwrotnie. Po pierwsze, jeśli chodzi o produkty bezglutenowe, osoby, u których nie stwierdzono celiakii, czy innego rodzaju uczulenia na gluten, nie powinny z niego rezygnować. Oczywiście warto zamienić pieczywo białe na razowe, ale nie ma konieczności wykluczania z diety pszenicy czy żyta. Szczególnie w kontekście utraty wagi i dbania o linię ważne są zamienniki cukru, które nie zawsze mają mniej kalorii. Każdy chętnie sięgnie po batonik z napisem „zero cukru”, jednak po dłuższym czasie ich jedzenia może okazać się, że zamiast schudnąć - przytył. W słodyczach tego typu stosowany jest często cukier kokosowy, syrop ryżowy, syrop klonowy, syrop daktylowy czy z agawy. Wszystkie one nie są cukrem tradycyjnym, ale również mają dużo kalorii. Natomiast warto szukać produktów z maltitolem, ksylitolem czy erytrolem (ten ma najprawdziwsze zero kalorii) - wszystkie są środkami w pełni naturalnymi. 

Kolejna ważna rzecz w eko słodyczach to tłuszcze. Jest ich tam znacznie więcej niż w tych tradycyjnych (czymś przecież trzeba ten produkt wypełnić). Nie chodzi mi wyłącznie o różnego rodzaju oleje czy masła, ale też o całą gamę orzechów, migdałów i nasion (słonecznik, sezam, dynia). Wszystkie one mają wysoki poziom tłuszczów i choć są bardzo zdrowe i dzięki zawartym w nim witaminom, kwasom i minerałom dobrze wpływają na organizm, to jednak spożywane w nadmiarze odkładają się jako tkanka tłuszczowa. Najlepszym przykładem będzie pewien krem czekoladowy bez cukru o prostym, w pełni naturalnym i zdrowym składzie. Ma on jednak sporo tłuszczu i w sumie 500 kalorii w stu gramach, niewiele więcej ma popularna nutella (choć oczywiście ze względu na ogromną zawartość cukru szkodzi nie tylko zębom). 

Podobnie jest z roślinnymi odpowiednikami mleka. Rzeczywiście powinny mieć one mniej kalorii i zazwyczaj mają, ale często dlatego, że w większości składają się z... wody! Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na nazwę produktu - czy jest to np. mleko migdałowe czy napój migdałowy. Niezbędne będzie sprawdzenie składu, żeby dowiedzieć się, ile tak naprawdę jest ekstraktu z migdałów, kokosa, soi, ryżu czy owsa w takim kartoniku. Często też można w nim znaleźć mnóstwo niepotrzebnych rzeczy: guma guar, mączka chleba świętojańskiego, całą gamę antyutleniaczy, regulatorów kwasowości czy innych środków, no i oczywiście cukier. Dlatego cukrzycy mogą się zdziwić, że choć spożywają mniej kalorii, poziom cukru mają wciąż podwyższony. 

Są jeszcze produkty ekologiczne wegańskie i wegetariańskie. To dobrze, że one są, a potrzeby osób rezygnujących z mięsa są dostrzegane. A jednak tutaj też trzeba zachować szczególną ostrożność i dokładnie czytać etykiety. W takich produktach, zwłaszcza tych udających mięso, również znajduje się dużo tłuszczu, a także białka pszennego czy mlecznego, które należy to tych najmniej korzystnych dla organizmu. Są to także produkty najczęściej wysoko przetworzone, których wszyscy dietetycy radzą unikać, bo najzdrowsze i najbardziej naturalne, jest to, co proste.

Warto więc w każdym przypadku zachować zdrowy umiar, czasami lepiej na tym wyjdzie osoba, która pozostając przy dobrym zdrowiu, ogranicza do minimum mocno przetworzone dania, słodycze, białą mąkę i czerwone mięso, niż taka, która żywi się wyłącznie produktami eko. Przy tym czytanie etykiet (powtarzam to do znudzenia) jest dziś koniecznością. 

Warto czy nie?

Znając wszystkie pułapki rynku eko produktów można spośród nich wybrać te, które rzeczywiście służą zdrowiu i wyeliminować te, które są tylko chwytami marketingowymi. Kiedyś niechcący zrobiłam pewien eksperyment przygotowując śniadanie dla bliskiej osoby. Ponieważ domownik się ociągał, szynka na talerzu leżała pół godziny przy oknie od strony południowo-wschodniej. Jedna była z lokalnego sklepu mięsnego, inna z linii marketowych produktów ekologicznych z dobrym składem. Ta druga zrobiła się w tym czasie zupełnie blada i szara, mięso w naturalny sposób się utleniło. Było smaczne, choć nie wyglądało dobrze. Ta pierwsza natomiast była nadal soczyście i jaskrawo różowa, bo - jak się okazało - zawierała kilka konserwantów i przeciwutleniaczy oraz zapewne innych dodatków. W tym przypadku na pewno warto sięgnąć po tę eko wędlinę, choć może niektórzy uznaliby, że wstyd taką bezbarwną podać gościom. Wszystko jest kwestią pewnych przekonań i zmiana musi nastąpić w naszym myśleniu. Wtedy zaczniemy doceniać to, co ekologiczne, czyli naturalne. 

Tekst Anika Nawrocka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!