Dwa przyjścia i dwa oczekiwania rekolekcje adwentowe (2)
Minęły pierwsze dni Adwentu, powoli wchodzimy w drugi etap tego okresu przygotowania. Jesteśmy pielgrzymami nadziei, jesteśmy dziećmi Bożymi. Ta świadomość „kim jestem” pozwala nam z większą wiarą i nadzieją wołać „Przyjdź, Panie Jezu”. A co z miłością chrześcijańską?
W liturgii Mszy Świętej będziemy modlili się drugą prefacją adwentową, w której znajdujemy słowa: „Jego przepowiadali wszyscy Prorocy, Dziewica Matka oczekiwała z wielką miłością, Jan Chrzciciel zwiastował Jego przyjście i ogłosił Jego Obecność wśród ludu. On pozwala nam z radością przygotować się na święta Jego Narodzenia, aby gdy przyjdzie znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności”. Prorocy przepowiadali, Maryja oczekiwała z miłością, Jan Chrzciciel ogłosił Jego obecność. Przepowiadanie, oczekiwanie i głoszenie Jego obecności, możemy odczytać jako zadania, w które także my możemy się zaangażować, szczególnie w tym czasie. Przepowiadanie Jezusa i ogłaszanie Jego obecności to nie jest tylko zadanie kapłanów. Każdy chrześcijanin ma uczestnictwo w misji prorockiej i kapłańskiej. Przepowiadanie i głoszenie Jezusa to styl życia. Przeżywając Jego obecność wciąż Go oczekujemy.
Maryja oczekiwała z miłością. Nie ze strachem i lękiem. Nie z obawami i pretensjami. Miłość określała jej sposób oczekiwania. Często słyszymy, że święta Bożego Narodzenia to święta miłości. Przygotowujemy prezenty, organizowane są różnego rodzaju akcje pomocowe, paczki dla ubogich, wigilie dla samotnych. Ale czy zawsze jest w tym miłość? Jak często w tych akcjach chodzi o samozadowolenie albo szukanie popularności dla organizatorów tych akcji. Kto wie, czy nieraz też o zagłuszenie swojego sumienia. Papież Leon XIV w adhortacji Dilexi te nawiązuje do sceny z Ewangelii, w której uczniowie krytykowali kobietę, która wylała drogocenny olejek na głowę Jezusa. Dla uczniów było to marnotrawstwo i mówili: „Przecież można było to sprzedać i rozdać ubogim” (Mt 26, 9). Wtedy Pan Jezus wziął kobietę w obronę wypowiadając te znamienne słowa: „Albowiem ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie” (Mt 26, 11). Papież komentuje tę scenę w ten sposób: „Był to oczywiście skromny gest, ale ten, kto cierpi, wie, jak wielki jest nawet mały gest czułości i jak ogromną ulgę może przynieść. Jezus rozumie to i sankcjonuje jego nieprzemijalność: „Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę o tym, co uczyniła” (Mt 26, 13). Prostota tego gestu ujawnia coś wielkiego. Żaden gest czułości, nawet najmniejszy, nie zostanie zapomniany, zwłaszcza jeśli jest skierowany do tych, którzy cierpią, są samotni, w potrzebie, tak jak był Pan w tamtej godzinie” (Dilexi te 4). Miłość łączy się z czułością, której tak bardzo potrzeba. Nie zapominajmy o tym. Najdrobniejszy gest czułości może dać bardzo wiele.
Kard. Fulton Sheen kiedyś powiedział: „Czas jest zbyt krótki, żeby zrobić wszystko, jest zbyt długi, żeby pozostawić rzeczy niepokończone”. Te słowa doskonale możemy odnieść do czasu Adwentu i ostatnich dni, które pozostały do świąt. Nie chodzi tylko o sprawy zewnętrzne jak sprzątanie czy zakupy. Wszystkiego nie zrobimy. Mogą być jednak rzeczy niedokończane związane z relacjami z innymi osobami. Może ktoś czeka na mój telefon, może powinienem komuś powiedzieć przepraszam. Może ktoś inny niczego się nie spodziewa, a ja zapukam do jego drzwi, aby nie czuł się samotny. Nie zostawiajmy niepokończonych rzeczy.
Na koniec przywołajmy jeszcze raz słowa Ojca Świętego: „Miłość chrześcijańska pokonuje wszelkie bariery, zbliża oddalonych, łączy obcych, czyni bliskimi nieprzyjaciół, przekracza przepaście po ludzku nie do pokonania, wnika w najskrytsze zakamarki społeczeństwa. Ze swej natury miłość chrześcijańska jest prorocza, dokonuje cudów, nie ma granic: jest dla tego, co niemożliwe. Miłość jest przede wszystkim sposobem pojmowania życia, sposobem jego przeżywania. Otóż Kościół, który nie stawia miłości żadnych granic, który nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz tylko mężczyzn i kobiety, których należy miłować – to Kościół, którego potrzebuje dziś świat” (Dilexi te 120).
Oczekujmy Pana Jezusa tak jak Maryja, oczekujmy z miłością, z prawdziwą miłością chrześcijańską, „aby gdy przyjdzie znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności”.
ks. Paweł Guździoł
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!