Dowód wcielenia
W 2017 roku ukazała się jedna z wielu prac dotyczących badań nad Całunem Turyńskim dowodząca, że tworzące zarys ludzkiej sylwetki ślady na nim widniejące zawierają znaczne ilości kreatyniny – białka uwalnianego z mięśni między innymi w czasie urazów. Autorzy wyciągnęli z tego wniosek, że człowiek w ów całun owinięty doświadczył przed śmiercią mnogich urazów, najprawdopodobniej tortur.
Pracę opublikowano w poważnym czasopiśmie naukowym, które skrupulatnie weryfikuje jakość przeprowadzonych badań i wyciągniętych z nich wniosków. Jednak już rok później kolegium redakcyjne wycofało artykuł, zarzucając autorom liczne braki we wnioskowaniu. Autorzy z decyzją redakcji oczywiście nie zgodzili się i wytoczyli kontrargumenty, jednak praca pozostała wycofana. Zarówno wcześniejsza publikacja, jak i jej wycofanie, wywołało liczne dyskusje. Jak zwykle nastąpił podział między tymi, którzy popierali wnioski autorów publikacji, jak i tych, którzy byli im przeciwni. Badania nad Całunem Turyńskim mają bowiem długą i obfitą w ciekawe zwroty akcji historię.
Niejasny wiek
Przede wszystkim do dziś brak pewności, jak stary jest całun. Przeprowadzone pod koniec lat 80’ XX wieku i to na zlecenie samego Watykanu badania odciętego z niego skrawka materiału dały dosyć jednoznaczną odpowiedź. Trzy niezależne poważane laboratoria, każde z innego kraju, oznaczyły metodą radiowęglową wiek przesłanego im skrawka na ok. 600-700 lat. Obudziło to żywe dyskusje w mediach, że oto nauka potwierdziła oszustwo związane z całunem i jest on, jak przypuszczano, średniowiecznym fałszerstwem. Jednak badanie miało sporo wad i ograniczeń. Przede wszystkim nie było pewności, czy wiek badanego skrawka odpowiada wiekowi całej tkaniny. Po drugie zastosowana metoda miała swoje ograniczenia, a nagromadzone przez wieki zanieczyszczenia tkaniny mogły fałszywie „odmłodzić” jej odczyty.
Późniejsze badania, prowadzone nowszymi metodami, dały zróżnicowane wyniki, większość badaczy skłaniała się do stwierdzenia, że tkanina jest jednak znacznie starsza. W jednej z najnowszych publikacji zauważono zresztą, że z uwagi na przewidywany wiek przedmiotu oraz rodzaj materiału, z którego jest wykonany bardzo trudne, jeśli nie niewykonalne jest określenie jego dokładnego wieku. Zwłaszcza zmieniające się warunki przechowywania tkaniny mogły przyczynić się do istotnego zafałszowania oceny. W istocie, gdyby nie specjalne i dalekie od typowych warunki przechowywania wizerunku nie powinien on już dawno istnieć, a i sama tkanina w zasadzie nie powinna przetrwać nawet kilkuset lat w całości.
Nieznana technika
Kolejnym szeroko badanym zagadnieniem jest natura samego obrazu. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób on powstał, co więcej, mimo rozwoju techniki nadal nie potrafimy go wiernie odtworzyć. Eksperymenty, które prowadzono w celu rozwikłania tej zagadki, były naprawdę kreatywne. Jeden z zespołów badaczy owijał w płótno figurę podobną kształtem do odtworzonej postaci z całunu i poddawał ją działaniu pola elektromagnetycznego. W tym celu przepuszczano przez ową figurę prąd o napięciu kilkuset tysięcy woltów, czyli takim, jakie stosuje się w liniach energetycznych przekazujących energię elektryczną na duże odległości. Udawało się w ten sposób uzyskać zarys wizerunku podobnego do tego z całunu, choć niezbyt dokładny - ale tylko, gdy energię przykładano od wewnątrz, do samej figury. Nawet najsilniejsze pole działające z zewnątrz pozostawało bez efektu.
Inny zespół próbował używać lasera, uzyskując zresztą wyniki chyba najbardziej zbliżone do oryginału, tyle, że skąd domniemani fałszerze mieliby laser? Próbowano także stosowania różnych barwników łącznie z naturalnymi płynami ludzkiego ciała. Jedna z grup badawczych wykonała nawet bardzo skrupulatne analizy rozkładu plam na płótnie wobec przewidywanego charakteru obrażeń Jezusa owijając w tym celu w płótna żywych ludzkich modeli – oczywiście nie zadawano im cierpień, a jedynie nakładano w odpowiednich miejscach barwnik o konsystencji krwi.
Ślady krwi
Przynajmniej kilka doświadczeń przemawia zresztą za tym, że ślady na całunie powstały przez zetknięcie z wydzielinami ludzkiego ciała, przede wszystkim krwią. Plamy na całunie zawierają bowiem substancje mogące być pozostałościami m.in. hemoglobiny, bilirubiny czy wspomnianej wyżej kreatyniny – białek naturalnie obecnych w ludzkiej krwi, a szczególnie we krwi osób po ciężkich urazach. Wizerunki nieco podobne do znajdującego się na całunie powstają na tkaninach, na których przez dłuższy czas leżały ludzkie zwłoki.
Co ciekawe, jeden z zespołów stwierdził, że charakter śladów odpowiada raczej ciału osoby żywej, niż martwej, co próbowano przedstawiać jako naukowe dowody zmartwychwstania. Jednak nie do końca pasuje do tych hipotez fakt, że przebarwienia włókien na Całunie Turyńskim są powierzchowne, nie wnikają w strukturę włókien tkaniny, co niewątpliwie stałoby się, gdyby ślady wynikały z przesycenia materiału krwią i innymi płynami ustrojowymi.
W rękach ludzi
Ponieważ Całun do turyńskiej świątyni, w której od kilkuset lat się znajduje, przebył najprawdopodobniej całkiem solidną podróż, badano również ślady, które owa wędrówka mogła na nim pozostawić. Stwierdzono na przykład pozostałości pyłków licznych roślin. Część z nich nigdy nie występowała w Europie, a jest charakterystyczna dla Bliskiego Wschodu. Niewątpliwie zatem całun musiał mieć kontakt albo z tamtym środowiskiem, albo przynajmniej z ludźmi, którzy stamtąd przybywali. Zresztą olbrzymia ilość śladów na tkaninie to właśnie ślady ludzkie. Znaleziono na niej pozostałości DNA zarówno męskiego, jak i kobiecego, choć oczywiście dominują ślady męskie. Głośna spublikacja określająca ślady na tkaninie jako pochodzące z krwi grupy AB powinna z tego powodu być traktowana z pewnym dystansem. Po pierwsze oznaczenie grupy krwi ze śladów tak starych i tak mikroskopijnych nie jest oznaczeniem pewnym, po drugie tkanina z całą pewnością miała kontakt z antygenami krwi licznych ludzi, którzy brali udział w jego pielęgnacji i wędrówkach.
Wiele do wyjaśnienia
Finalnie autentyczność Całunu Turyńskiego pozostaje kwestią wiary. Można wierzyć, że jest to autentyczne płótno, w które zawinięto ciało umęczonego Zbawiciela i przytoczyć liczne naukowe obserwacje słuszność owej wiary potwierdzające. Można też całkiem przeciwnie, być przekonanym, że jest to sprytne i okrutne fałszerstwo, również znajdując liczne przesłanki taki pogląd uprawdopodobniające. Co więcej, ponieważ od ostatnich poważnych badań Całunu mija właśnie kilkanaście lat, a techniki diagnostyczne i badawcze poszły w międzyczasie mocno do przodu można oczekiwać, że dowiemy się jeszcze wielu ciekawych rzeczy na jego temat.
Więź duchowa
Oczywiście, artefakty takie jak Całun Turyński czy dzieła sztuki, jak obraz Czarnej Madonny w częstochowskim sanktuarium są istotne w rozwoju osobistej wiary, ale raczej jako pomoc w nawiązaniu duchowej więzi z osobami, które przedstawiają. W końcu, gdyby nawet udowodnić, że prawdziwa Maryja nie wyglądała tak, jak na jasnogórskim wizerunku nic by to nie zmieniło w kwestii czci chrześcijan dla tego konkretnego jej przedstawienia. Wszak nie modlimy się tam do obrazu, a do Matki Boga, tak samo jak w Turynie nie modlimy się do grobowego płótna, a do samego Jezusa. ■
Tekst dr Jarosław
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!