TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Czerwca 2019, 22:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dołki i górki Świętego Józefa

Dołki i górki Świętego Józefa

Jakkolwiek na kartach Ewangelii nie znajdujemy żadnego słowa św. Józefa, to jednak możemy z nich odczytać emocje
i uczucia jakie mu towarzyszyły. Okazują się one być niesamowitą emocjonalną huśtawką, która może być głęboką formą naszej modlitwy medytacyjnej.

Ktoś może powiedzieć, że trochę taka „musztarda po obiedzie” ten tekst, bo przecież uroczystość Świętego Józefa dopiero co obchodziliśmy, a nabożeństwo Siedmiu Niedziel, albo siedmiu smutków i radości św. Józefa, obchodzono niegdyś w kolejne niedziele poprzedzające uroczystość. I jest w tym oczywiście racja (chociaż co do dni, w które należy czy też można odmawiać te modlitwy, są różne tradycje), ale zaletą musztardy jest to, że ona wcale się tak szybko nie psuje, więc nawet jeśli trafi na stół po posiłku, to spokojnie można ją zachować na następny raz nie ryzykując, że znowu przypomnimy sobie o niej za późno. Ale może skończmy z tymi kulinarnymi analogiami, a wróćmy do św. Józefa, bo to przecież o niego chodzi, a także o to, aby marcowa uroczystość przeżywana już po zakończeniu Nadzwyczajnego Roku Jubileuszowego nie zamknęła symbolicznie tego czasu łaski. Innymi słowy, tutaj na łamach „Opiekuna”, czyli pisma, które w swoim tytule ma Cieślę z Nazaretu, chcemy i musimy nadal podsuwać Czytelnikom pomysły i sposoby na umacnianie więzi z naszym Świętym.

Zaskakujące dobrego początki

Pomysł, aby zająć się bardziej konkretnie wspomnianym nabożeństwem chodził za mną od dłuższego czasu, ale zakładałem cykl siedmiu artykułów, a tymczasem ciągle inne, bieżące, jednostkowe wydarzenia zabierały miejsce, które na naszych łamach poświęcamy zwykle św. Józefowi. Ale właśnie teraz nadszedł czas, więc jeszcze w józefowym marcu ruszamy z naszą refleksją. Jak zawsze, gdy chodzi o św. Józefa, już na samym początku moich małych poszukiwań źródłowych, czekały na mnie liczne zdziwienia. Może dla Czytelników tak nie będzie, ale ponieważ ja nigdy wcześniej (przyznaję ze wstydem) nie modliłem się przy pomocy tej akurat formy, więc przede wszystkim zdziwiłem się, jak mocno jest ona osadzona w Biblii. Bardzo często odstawianie do lamusa pewnych wiekowych form pobożności tłumaczy się powrotem właśnie do Biblii, przywracaniem chrystocentryzmu naszej duchowości, oczyszczaniem jej z pewnych naleciałości pogańskich czy apokryficznych, ale czasami okazuje się, że to, co zostało lekką ręką, mimo wieków tradycji, odłożone na bok, było doskonale osadzone w słowie Bożym, że nie wspomnę o życiu liturgicznym Kościoła, które było sprzęgnięte z życiem ludzkim, pracą i naturą. Jak to już pisałem przed dwoma tygodniami w artykule o Suchych Dniach. Tak więc mocno się zdziwiłem, że nabożeństwo Siedmiu smutków i radości św. Józefa, jest modlitwą głęboko biblijną. Ale zacznijmy od początku.

Prastare początki...

Braciszek Giovanni da Fano (1496 – 1539), czyli włoski franciszkanin z zakonu braci mniejszych konwentualnych zostawił w swoich pismach relację dwóch młodych braci, którym miał się objawić św. Józef. Oto co zapisał: „Opowiedział mi jeden z braci mniejszych, bardzo wiarygodny, że pewnego dnia dwóch braciszków z tegoż zgromadzania znajdowało się na zmierzającym do Fiandry statku wraz z innymi około 300 osobami. Przez osiem dni na morzu panował straszny sztorm. Jeden z tych dwóch braci był kaznodzieją szczególnie pobożnym do św. Józefa, którego opiece z całego serca się polecał. Łódź jednak poszła na dno wraz z wszystkimi pasażerami, a franciszkanin wraz z drugim braciszkiem znaleźli się na desce dryfującej na morzu w dalszym ciągu modląc się do św. Józefa. Trzeciego dnia na desce objawił im się przepiękny młodzieniec o pełnej wesela twarzy, pozdrowił ich i zapewnił: „Bóg wam pomoże, nie popadajcie w zwątpienie”. Po tych słowach wszyscy trzej znaleźli się razem z deską na suchej ziemi. Wówczas dwaj franciszkanie na klęcząco dziękowali serdecznie młodzieńcowi, a ten, który był kaznodzieją miał powiedzieć: „Szlachetny młodzieńcze, na miłość Boską proszę was, powiedzcie mi kim jesteście?” A ten odpowiedział: „Jestem Święty Józef, najgodniejszy Małżonek Przenajświętszej Matki Bożej, do którego tak żarliwie się modliliście. I właśnie dlatego najlitościwszy Pan przysłał mnie bym was wybawił. I wiedzcie, że gdyby nie to, utonęlibyście razem z wszystkimi innymi. Uprosiłem nieskończoną Miłość Bożą, aby każdy kto wypowie codziennie przez cały rok siedem „Ojcze nasz” i siedem „Zdrowaś Maryjo” ku czci siedmiu boleści, których doświadczyłem w świecie, otrzyma od Boga każdą łaskę, która będzie z pożytkiem duchowym dla niego”. Święty Józef miał też wskazać konkretnie, o które boleści, czy też smutki mu chodziło. Sukcesywnie dołączono również odpowiadające smutkom radości. W ten sposób pojawiło się nowe nabożeństwo wkrótce zatwierdzone przez Kościół, a później papieże, jak choćby Grzegorz XVI, dołączali liczne odpusty do tej formy modlitwy.

… i aktualne przypomnienie

Ciekawą rzeczą jest to, że po wielu wiekach Święty Józef przypomniał nam o tym nabożeństwie. Ostatnimi zatwierdzonymi przez Kościół objawieniami naszych czasów są właśnie objawienia św. Józefa zatwierdzone w styczniu 2010 roku przez biskupa Carillo Gritti w diecezji Itapiranga w Brazylii. Objawienia Świętego Małżonka, który pojawiał się w wizjach wraz z Maryją i z Dziecięciem Jezus w ramionach, miały miejsca w latach 1994 -1998. Edson Glauber, 22-letni student, otrzymał najpierw objawienie Maryi, jako Królowej Różańca i Pokoju. Tak jak w Fatimie Maryja prosiła o modlitwę różańcową, pokutę i częste przystępowanie do sakramentów świętych. Praktyki te mają uratować świat pogrążony w grzechu i niewierze. Następnie, razem ze swoim Boskim Synem, poprosiła o szczególne nabożeństwo do Przeczystego Serca św. Józefa. Objawienia św. Józefa rozpoczęły się pierwszego marca 1998 roku. Św. Józef powiedział wówczas: „Mój drogi synu, nasz Pan Bóg przysłał mnie, abym powiedział ci o łaskach, jakie ześle na świat przez szczególne nabożeństwo do mojego Przeczystego Serca. Przez to nabożeństwo wiele dusz zostanie uratowanych z rąk diabła. Bóg, nasz Pan, pozwolił mi odkryć przed tobą obietnice mojego Serca”. Ale to, co nas akurat teraz najbardziej interesuje, powiedział św. Józef podczas kolejnych objawień, m. in. 5 grudnia 2007 roku: „Powiedz twoim braciom niech modlą się różańcem moich siedmiu smutków i radości, ponieważ pragnę być ich orędownikiem w największych ich trudnościach. Gdybyście wiedzieli ile łask Bóg pozwala mi przekazać wam nie zamykalibyście waszych serc i nie przestawalibyście modlić się na tym różańcu, tak potężnym”.

Różne dni i formy

Mamy więc siedem boleści (smutków) i radości św. Józefa i nimi właśnie chcemy się zająć. Na przestrzeni wieków, jak zresztą mogliśmy już wywnioskować z tego co wyżej, owe smutki i radości były przedmiotem modlitw o bardzo różnych formułach. Są więc wspomniane wcześniej niedziele przed uroczystością Świętego Józefa, podczas których powinno się medytować owe tajemnice. Według tego, co znaleźliśmy w najstarszym źródle pisanym u Jana z Fano, należy modlić się każdego dnia przez cały rok dołączając do każdej pary smutków i radości siedem modlitw „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”. Są też septenny, w których modlitwy należy odmawiać w siedem kolejnych śród albo siedem dni tygodnia. Z kolei w objawieniach z Brazylii mowa jest o różańcu, w którym tradycyjne „Ave Maryja” powinny być zastąpione modlitwą „Ave Joseph”, czyli swoistym józefowym odpowiednikiem „Pozdrowienia Anielskiego”. Powinno się go odmawiać w środy. Jedno co jest niezmienne w tych różnych formułkach, to właśnie smutki i radości, które wynikają z konkretnych fragmentów Ewangelii opisujących ziemskie perypetie św. Józefa. I dlatego może pozostawmy już formę, a zajmijmy się treścią.

Treść modlitwy

Myślałem, że uda mi się w tym pierwszym tekście omówić pierwszą parę, ale wstęp zbytnio nam się rozbudował, więc teraz przedstawimy pokrótce wszystkie smutki i odpowiadające im radości, a za dwa tygodnie zajmiemy się szczegółowo pierwszymi z nich.
W pierwszą niedzielę, albo w pierwszy dzień, rozważa się smutek, jaki ogarnął św. Józefa na wieść, że Najświętsza Dziewica jest brzemienna i zastanawiał się nad jej odprawieniem. Jednakże smutek ten ustąpił wielkiej radości, kiedy anioł oznajmił mu, że powinien pozostać z Maryją, ponieważ jej Dziecię jest Synem Bożym. Co prawda uważał się za niegodnego wykonywania tak wielkiego zadania, jakim było sprawowanie opieki nad Maryją i jej Dzieckiem, ale pokornie zaakceptował rolę, jaką Bóg mu przeznaczył do odegrania.
Przyczyną drugiego smutku św. Józefa był widok Syna Bożego rodzącego się w nędznych warunkach, jakie panowały w zimnej stajence w Betlejem, ale radość przynieśli mu aniołowie składający pokorne ukłony Dzieciątku, które było Mesjaszem, Mędrcy składający hołd Dziecięciu Bożemu i ofiarujący Mu złoto, mirrę i kadzidło.
Po raz trzeci św. Józef cierpiał widząc krew Chrystusa podczas obrzędu obrzezania. Niektórzy mistycy uważają, że zabieg został wykonany przez samego Józefa. Po chwili jednak uradował się, kiedy, posłuszny poleceniom anioła nadał, nadał Dziecięciu imię Jezus.
Czwarty smutek wywołuje proroctwo Symeona, zgodnie z którym miecz miał przeniknąć duszę Maryi, ale temu uczuciu towarzyszyła radość Świętego, wynikająca z przeświadczenia, iż przeznaczeniem Dziecięcia jest zbawić ludzkość.
Piątym bolesnym przeżyciem jakiego doświadczył św. Józef była pospieszna ucieczka do Egiptu, aby ocalić życie narodzonego Jezusa Chrystusa. I tu jednak smutkowi towarzyszyła radość na widok pogan w kraju wygnania, upadających w obecności Jezusa, prawdziwego Boga.
Po raz szósty św. Józef zasmucił się po powrocie z wygnania z Dzieckiem i Jego Matką, kiedy stwierdził, iż jednego okrutnego tyrana zastąpił inny. Ale uradował się na widok Betlejem i zakończył podróż osiedlając się w Nazarecie.
Za siódmym razem św. Józef poczuł wielki ból, kiedy dwunastoletni Jezus zniknął na trzy dni, ale ponownie smutek zastąpiła radość, gdy razem z Maryją odnaleźli chłopca w świątyni: odtąd był posłuszny i wrócił razem z rodzicami do Nazaretu.
Tyle smutków i radości św. Józefa znajdujemy na kartach Ewangelii, powrócimy do nich za dwa tygodnie.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!