TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Listopada 2020, 17:32
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dobra pani od śpiewu

Dobra pani od śpiewu

Maria Anna Tyszkiewiczowa z domu Pietruszyńska, Anna Ordon, Hanka Ordonówna, Weronika Hort i dobra pani od śpiewu to ta sama osoba. W Polsce najbardziej popularny jest jej pseudonim sceniczny, a najmniej znana jest jako dobra pani od śpiewu.
Tak nazwały ją tułacze dzieci - polskie sieroty w ZSRR, dla których zorganizowała sierociniec. Teraz we wrześniu minie 70 lat od jej śmierci.

Pod koniec życia Hanka Ordonówna, pewnie to wielu zaskoczy, napisała książkę „Tułacze dzieci”. Zresztą pisała również wiersze i nowele, malowała obrazy. Wracając do wspomnianej już książki, nie bez powodu nosi taki właśnie tytuł i została napisana pod pseudonimem Weronika Hort.


Mali wiekiem, a dojrzali cierpieniem
Jak można przeczytać we wprowadzeniu do książki: „Były gdzieś wśród bezkresów Azji, opanowanych przez terror NKWD, polskie dzieci, osierocone bądź oderwane od rodzin. Błąkały się głodne i chore, podróżowały w zamkniętych na głucho bydlęcych wagonach lub po prostu szły, brnąc w śniegu i błocie. Przemykały cicho przez brudne dworce. Kradły, aby przeżyć. I była w Taszkencie grupka ludzi, którzy chcieli uratować ich jak najwięcej, wywieźć poza granice ZSRR, stworzyć warunki do życia. Sylwetki tych dzieci i zmagania ich opiekunów z sowieckimi władzami ukazała Ordonka w książce, wydanej w 1948 roku w Bejrucie przez Instytut Polski pod pseudonimem Weronika Hort”. Dlaczego pod pseudonimem? Bo nie chciała narażać rodziny, która została w Polsce, gdzie rządzili komuniści. Fikcyjne nazwisko stworzyła z pierwszych liter własnego - H(anna) Or(don) - T(yszkiewicz).
„Tułacze losy” to przejmująca opowieść o tych ludziach „małych wiekiem, lecz dojrzałych cierpieniem”. Ordonka napisała ją, bo „Chociaż w morzu nieszczęść, w jakich utonęła ludzkość, ta historia garstki tułaczych dzieci jest kroplą, niemniej może jednak trafi do serc tych wszystkich, którym troska o lepsze jutro bliźniego jest celem, którzy walczą o sprawiedliwy, miłosierny, ludzki świat”.

Aresztowana przez Niemców i Rosjan
Nie ma tu miejsca na opisanie tego, jak bardzo trudne momenty przeżyły polskie dzieci na terenie ZSRR, zanim trafiły do sierocińca. Kiedy tylko było możliwe, po ogłoszeniu przez Rosjan „amnestii” dla Polaków znajdujących się na terenie Związku Radzieckiego, wędrując wiele kilometrów, udawały się pod opiekę polskiej Armii gen. Andersa. Ostatecznie schronienie znalazły dopiero w Indiach. To właśnie nimi zajęła się Ordonka.
Wróćmy jednak do początków II wojny światowej. Ordonówna była już słynną pieśniarką, dzisiaj powiedzielibyśmy piosenkarką. Tak na marginesie, w latach 20 – lecia międzywojennego piosenkarzem nazywano tego, który pisał teksty, a nie śpiewającego je. Hanka już w 1939 roku została zatrzymana przez gestapo, ale na szczęście jej mężowi Michałowi Tyszkiewiczowi udało się ją wydostać z Pawiaka. Wstawił się za nią osobiście u Hitlera włoski król Wiktor Emanuel, który pamiętał ją z przedwojennego koncertu.
Hanka Ordonówna z mężem przeprowadziła się do Wilna. Niestety Tyszkiewicz został aresztowany, tym razem przez Rosjan. W czerwcu 1941 roku do więzienia NKWD trafiała również jego żona. Przez kilka tygodni była więziona w obozie w Uzbekistanie, gdzie pracowała przy budowie drogi. Wtedy dała znać o sobie gruźlica, na którą kiedyś chorowała. Kiedy w 1941 roku podpisany został układ Sikorski-Majski, polskich obywateli więzionych przez NKWD i deportowanych w głąb ZSRR objęła wspomniana już „amnestia”. Zwolniona z łagru Hanka Ordonówna trafiła ostatecznie do Taszkientu.
Ewakuacja 600 dzieci
Wśród polskich uchodźców Ordonka zauważyła dzieci - sieroty, które były pozbawione opieki. Chcąc im pomóc, w Taszkencie zorganizowała tymczasowe azyle, starała się o żywność, zaopatrzenie i leki. „Zostaje delegatką do spraw opieki nad ludnością polską w Azji Środkowej. Przedstawia także problem Władysławowi Andersowi, który rozpoczyna oficjalne rozmowy z władzami radzieckimi, interweniując w sprawie nieletnich polskich obywateli rozsianych po ZSRR. Udaje się uzyskać zgodę na ewakuację 600 podopiecznych. Pozwolenie to jednak nie wszystko - dzieci trzeba przetransportować za rosyjską granicę i zapewnić im tam pomoc. Ordonówna wraz z kilkoma opiekunkami formuje pierwszy konwój złożony z 200 dzieci. Rozpoczyna się wędrówka przez Uzbekistan do Aszchabadu w Turkmenistanie (nazywanego wówczas Turkmenią), gdzie Ordonka odnajduje męża, który trafił tam z syberyjskiego łagru. On także, jako kierownik polskiej placówki opieki społecznej, angażuje się w pomoc dzieciom. Stamtąd karawana ciężarówek - wspierana już przez ekspedycję Czerwonego Krzyża - rusza do Bombaju. Trasa z Taszkentu do stolicy Indii, prowadząca przez pustynie i górskie szalki, obejmuje niemal pięć tysięcy kilometrów” - czytam w jednym z artykułów poświęconych Ordonce autorstwa historyka Karoliny Dzimiry-Zarzyckiej.


Debiut w Sfinksie i Qui Pro Quo
Jak to możliwe, że jedna z najsłynniejszych polskich piosenkarek, tancerek, aktorek okresu międzywojennego, jak mówili niektórzy „czarodziejka sceny”, bo piosenki nie tylko były przez nią śpiewane, ale i odegrane, była tak wrażliwa na los dzieci, że zaangażowała się w akcję poszukiwania i ewakuowania z głębi Rosji polskich sierot wojennych? Na tamtych terenach i w tamtych czasach nie należało to do najłatwiejszych zadań, wręcz było bardzo trudne. Kim była Ordonka? Najprawdopodobniej wrażliwość otrzymała w „spadku” z domu rodzinnego. Urodziła się w 25 września 1902 roku podobno w rodzinie ślusarza, a nie jak niektórzy twierdzą kolejarza, Władysława Pietruszyńskiego i Heleny z Bieńkowskich. Od 1908 roku uczęszczała do szkoły baletowej przy Teatrze Wielkim w Warszawie. Matka zgodziła się na tę szkołę, bo ona zapewniała uczniom jeden posiłek dziennie. Więc przyszła artystka wiedziała ze swojego doświadczenia, czym jest bieda .
Maria Anna zaczęła używać pseudonimu Hanka Ordonówna, którego pomysłodawcą był aktor Karol Hanusz, jako tancerka w teatrzyku Sfinks. W 1918 roku zadebiutowała już w Sfinksie jako piosenkarka, prawdopodobnie piosenką „Szkoda słów” z tekstem Artura Tura. Ten ostatni tak wspominał to po latach: „Debiut ten wypadł bardzo niefortunnie. Można było o nim rzeczywiście powiedzieć tylko: ‚Szkoda słów’. Przypominam sobie recenzję z tego programu. Pewien znany i ceniony krytyk, którego opinia była wtedy wyrocznią, pisał: ‚(…) a jeżeli chodzi o p. Ordonównę, jestem zdania, że kotów i dzieci na scenie pokazywać nie należy’. Była to, jak łatwo się domyślić, aluzja do dziecinnego wyglądu i bardzo jeszcze wtedy piskliwego głosu Ordonki”. Podobno na scenie „zjadła” ją wtedy trema. To świadczy o jej wrażliwości. Przez rok występowała w Teatrze Wesoły Ul w Lublinie, a od czerwca 1919 roku w warszawskim Sfinksie i od sierpnia w Mirażu. W słynnym później kabarecie Qui Pro Quo po raz pierwszy wystąpiła 21 lipca 1920 roku, a potem przez niemal 10 lat od 1922 do 1931 roku. Ogromną rolę w ukształtowaniu jej scenicznej dojrzałości odegrał Fryderyk Jarosy. Po zamknięciu Qui Pro Quo artystka nie wiązała się na stałe z żadnym teatrem. W 1931 roku wyszła za mąż za hrabiego Michała Tyszkiewicza. Mimo to nadal pracowała w kabarecie, a także jeździła konno w rewii cyrkowej. A w Teatrze Miejskim im. Juliusza Słowackiego w Krakowie występowała na scenie w rolach dramatycznych.


Miłość ci wszystko wybaczy
Swoją „przygodę” z filmem Ordonka rozpoczęła w filmie niemym. Ale sławę przyniosło jej wykonanie piosenki „Miłość ci wszystko wybaczy” w „Szpieg w masce”, opowiadającym o prof. Skalskim prowadzącym pracę nad promieniami, które byłyby zdolne na odległość zahamować pracę silników, przez co unieruchomić maszyny. Jego pracą interesował się wywiad obcego państwa. Jego agentka, a zarazem śpiewaczka i tancerka miała zdobyć wynalazek. Agentkę zagrała oczywiście Hanka Ordonówna. Z tego filmu pochodzi także jej drugi przebój „Na pierwszy znak”.
W 1937 roku Ordonówna zachorowała na gruźlicę, z której udało jej się wyleczyć dzięki opiece męża i lekarzy. Po powrocie do zdrowia koncertowała w Stanach Zjednoczonych, skąd powróciła do Polski w sierpniu 1939 roku. „1 września zadzwoniła do mnie Hanka Ordonówna: Mieciu - mówiła do mnie podnieconym głosem - idziemy śpiewać na dworce, dla rannych żołnierzy!” - wspominał potem Mieczysław Fogg i poszli.


Zwyczajna i tajemnicza
Jak podkreślała znawczyni życia Hanki Ordonówny Anna Mieszkowska, Ordonka została legendą, którą sama wykreowała. A w relacjach z najbliższymi pozostała zwyczajna i tajemnicza jednocześnie. „Życie jest wielką próbą wartości człowieczej. Jestem szczęśliwa, że po 12 latach naszego małżeństwa witamy się z tą samą miłością, pewni tej samej przyjaźni i pełni szacunku dla siebie. To wiele, to bardzo wiele w dzisiejszych czasach, i to świadczy o człowieku na przyszłość!” - napisała Hanka Ordonówna do Michała Tyszkiewicza. Z kolei Tadeusz Boy-Żeleński pisał o niej: „Ordonka zmieniła styl - metaliczna, błyszcząca, świetna, gorączkowa, triumfalna, napięta w ciągłym zrywie apoteozy - ogromny rajski ptak w jakieś „święto ptaka”. A jej imienniczka Hanka Bielicka uważała, że: „Ordonka na scenie była zjawiskowa. Wspaniała. Pamiętam tylko, że jeśli program takiego koncertu przewidywał, powiedzmy, 15 utworów, ona bisowała 12 razy, rzadko mniej, ile jej tylko pozwoliły siły. Ludzie szaleli, bo te koncerty naprawdę były czymś, czego się nie zapomina”.


Tyś jest ucieczką moją
Po wyjściu z ZSRR Ordonka mieszkała w Palestynie, Indiach i Syrii. Osiedliła się w Bejrucie, gdzie nagrała płytę z Jerzym Petersburskim i dała swój ostatni koncert. Chora na gruźlicę, wycofała się z życia estradowego, zaczęła spisywać wspomnienia i poświęciła się malarstwu.
Umarła 8 września 1950 roku w Bejrucie nie na gruźlicę, ale tyfus, którym zaraziła się od męża, a on zaraził się od podopiecznych w obozie. A na jej grobie wykuty został napis: „Śp. Maria Hanna Tyszkiewiczowa, Hanka Ordonówna. Ur. 25 IX 1902, zm. 8 IX 1950. Tyś jest ucieczką moją od uciśnienia zachowasz mię i piosenkami radosnego wybawienia uraczysz mię (Ps. XXXII, 7)”. Taki tekst wybrała sama Ordonka. Z inicjatywy Jerzego Waldorffa w 1990 roku jej prochy sprowadzono do Warszawy i złożono w Alei Zasłużonych na Powązkach.

Renata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!