TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Października 2020, 23:35
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dlaczego kupiłam kilogram cukierków?

Dlaczego kupiłam kilogram cukierków mini?

cukierki mini

Gdy byłam dzieckiem, miałam o wiele bardziej bujną wyobraźnię, choć obecnie nie narzekam na jej brak. Dość długo jednak miałam poczucie, że zdarzają mi się rzeczy niesamowite, mam wyjątkowe pomysły i jestem bardzo super. Tym moim super koniecznie chciałam podzielić się z przyjaciółmi. Okazało się, że… oni mają bardzo podobnie. I tak stworzyliśmy super (a nawet ekstra) grupę.

Na początku sądziłam, że jestem wynalazcą najlepszej zabawy na świecie. Chodziłam chodnikami wyłożonymi kostką lub trylinką. Frajda polegała na tym, by przejść jak najszybciej i jak najsprawniej, by nie nadepnąć na linię, kreskę, czy jak kto woli, na złączenia jednej płyty z drugą. Później okazało się, że połowa klasy już dawno się tak bawiła, ba, zdążyła się już tą zabawą znudzić. Byłam bardzo zawiedziona. Za jakiś czas jednak powróciliśmy do tego zajęcia – ja i moja super ekstra grupa.
Pierwsza moja przygoda skończyła się dla mnie dość nieprzyjemnie. Miałam jakieś trzy lata i wybrałam się z rodziną do lasu. Piękna pogoda, ja w sukieneczce i sandałkach. Biegałam radosna, aż natknęłam się na jeżyny. Prawdopodobnie za bardzo się podekscytowałam moim znaleziskiem, potknęłam i sturlałam z górki, porośniętej krzakiem tegoż owocu leśnego. Można sobie wyobrazić, w jakim stanie były moje nogi (bez rajstop) tuż po zatrzymaniu się na dole… Ała.
Dziadek do dziś śmieje się ze mnie, kiedy mija lato. Jarzębina robi się wtedy czerwona. Zmuszałam go, by zatrzymywał się autem przy szosie i sięgał z drzewa kolorowe kuleczki. Robiłam z nich korale na szyję… Bywało, że przynosił mi też liście akacji, a ja z nich wróżyłam. Dziadek wspomina: zrywałaś listek po listku i coś mamrotałaś pod nosem. Jak pozbyłaś się ostatniego, to się uśmiechałaś. Nigdy nie chciałaś powiedzieć na głos, co wyszło.
Po jednym z odpustów dostałam sztuczną foliową papugę nadmuchiwaną helem, na tasiemce. Niestety odwiązała się z mojej rączki i uciekła w niebo. Wpadłam w straszną histerię i dopiero po jakiś dziesięciu minutach tata zrozumiał mój bełkot: paa, paa, paaa… papuga mi uciekłaaa! Możecie się śmiać, ale wierzyłam, że jak kiedyś umrę i pójdę do nieba, to tam ją znajdę.
Jedną z najbardziej wstydliwych historii mojego dzieciństwa była wizyta w sklepie. Miałam może sześć lat i zostałam wysłana po colę i cukierki. Z wyborem napoju nie miałam problemu, ale z cukierkami było gorzej. Nie chodzi oczywiście o rodzaje i smaki, bo wszystkie nazwy miałam w małym paluszku. Otóż miałam problem z wagą… wiedziałam, że istnieje coś takiego, jak kilogram, ale nie za bardzo orientowałam się, czy to dużo, czy mało. Moje ulubione to mini. Stanęłam przy ladzie i powiedziałam:  „Poproszę cukierki mini”. Pani podeszła do skrzynki ze słodyczami i naszykowała papierową torebkę. Myślałam, że ułatwi mi zadanie i zada pytanie w stylu: „czy tyle wystarczy?”, ale nie… Zapytała ogólnie, ile sobie życzę. Odpowiedziałam bez wahania: „Kilogram”. Ekspedientka bardzo się zdziwiła. „Aż tyle?” Potwierdziłam moją wcześniejszą deklarację i dodałam: „Tak, tak… bardzo je lubię i moje rodzeństwo także. Kilogram może nam nawet nie wystarczyć”.
A przecież jestem jedynaczką… Cóż zrobić. Nie mogłam się przecież przyznać do braku wiedzy. Jakież było zdziwienie rodziców i dziadków, kiedy zobaczyli mnie w domu z pełną niemalże siatką drobniuśkich cukiereczków.
Jest jednak jeden epizod w moim życiu, którym mogę się poszczycić. Czułam się wtedy jak superbohaterka. Atomówki to przy mnie przedszkolaki! Miałam śpiewać psalm z refrenem „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię”. Razem ze mną ćwiczył wyjątkowo na tę okazję zaangażowany młody organista. W dzień Pierwszej Komunii Świętej, gdy przyjechałam z rodziną pod kościół, zauważyliśmy, że przed bramą, niemalże na samym skrzyżowaniu, stoi ksiądz wikary i wyraźnie jest zdenerwowany. Gdy tylko nas zobaczył, szybko przybiegł i powiedział: - Nagły wypadek! Młody organista zachorował, zastąpi go ktoś inny, ale… nie wie, którą melodię ma zagrać! Czy Kasia mogłaby bardzo szybko odbyć jeszcze jedną próbę? Szczerze i do głębi poczułam się niesamowicie ważna. W moich rękach leżał los uroczystości! Tak naprawdę wystarczyło, bym zaśpiewała pierwsze dwa wersy psalmu, a zastępczy organista wiedział, o co chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że miałam swoje pięć minut i mogłam się wykazać. Czym byłaby w końcu Pierwsza Komunia Święta bez psalmu?
Dziś wiem, że to tylko drobny incydent z dzieciństwa, z którego się śmieję, bo w zasadzie później z powodu tremy koszmarnie fałszowałam. Ksiądz wikary, który umożliwił mi przez chwilę zadzieranie nosa i poczucie bycia super ważną bohaterką, obecnie jest szefem w gazecie, którą właśnie macie Państwo w ręce. Tak, tak, to prawda. Po cichu przyznam się, że czekam, aż wyznaczy mi znów jakąś arcyważną misję do wykonania.
Wstydzimy się przygód mniejszych i większych z dzieciństwa, ale w zasadzie dlaczego? One stanowią o nas. Pomysły z młodych lat są w końcu łatwiejsze do wybaczenia niż wybryki obecne.

Kasia Smolińska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!