Czyż nie jest to syn Józefa? - i powątpiewali o Nim...
Pozwoliłem sobie w tytule niniejszego artykułu na zestawienie dwóch pochodzących wprawdzie z różnych miejsc Ewangelii, fragmentów, które jednak ostatecznie pojawiają się w sytuacjach o podobnym znaczeniu. Nie sposób na drodze wiary nie pytać o tożsamość Jezusa, o to, kim On właściwie jest? Skąd pochodzi? Jaki jest cel Jego misji? Od podobnych pytań rozpoczyna ostatnią część swojej książki zatytułowanej „Jezus z Nazaretu” Ojciec Święty Benedykt XVI.
Papież zauważa, że głównym celem napisania tzw. Ewangelii dzieciństwa Jezusa jest próba odpowiedzi na te jakże ważne pytania. Musimy mieć świadomość, że wydarzenia związane z okresem życia ukrytego Jezusa zostały spisane przez tych, którzy patrzą na nie już z perspektywy wspólnoty uczniów po wydarzeniach paschalnych, a więc tych, którzy stali się świadkami śmierci Chrystusa, Jego zmartwychwstania, wniebowstąpienia oraz zesłania Ducha Świętego. Niektórzy egzegeci, których „poniosła” nieco metoda historyczno-krytyczna w egzegezie, próbowali całkowicie zaprzeczyć historycznej wartości opisu zwiastowania, narodzenia oraz życia ukrytego Jezusa w Nazarecie. Byli nawet tacy, którzy próbowali te fragmenty Ewangelii sprowadzić do nic nie znaczących legend. Benedykt XVI podkreśla jednak prawdziwość opisanych wydarzeń, choć nie zaprzecza, że sam sposób jest wzbogacony o głębsze ich widzenie oraz odczytanie w perspektywie zbawczej misji Bożego Syna.
Nazaretańskie pochodzenie
Powróćmy jednak do św. Józefa. Jaka jest jego rola w tym całym pozornym „zamieszaniu”? Otóż musimy sobie uświadomić, że Ewangelia jest Ewangelią Jezusa Chrystusa, a więc ma za zadanie doprowadzić nas do wiary w Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Synem Bożym, a który jednocześnie z miłości do każdego z nas stał się prawdziwym człowiekiem. Józef zatem, jeśli w Ewangelii w ogóle się pojawił, ma za zadanie pomóc nam głębiej zrozumieć, kim jest Jezus. Ci, którzy spotkali Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia co do Jego człowieczeństwa raczej nie mieli wątpliwości. Posiadał On takie samo jak inni normalne ludzkie ciało, jadł, pił, odczuwał zmęczenie i spał. Trudno jednak było Żydom, mimo znaków, którymi Jezus potwierdzał swoje pochodzenie od Ojca i jedną z Nim Boską naturę, przyjąć do wiadomości, że Nauczyciel z Nazaretu jest prawdziwym Bogiem, który przyjął ludzką naturę. Stąd, gdy Jezus mówił o swoim Boskim pochodzeniu, Żydzi posądzali Go o bluźnierstwo, widząc najcięższy grzech w tym, że On będąc człowiekiem nazywa siebie Bogiem. Dodatkowy problem stanowiło tu nazaretańskie pochodzenie Jezusa i fakt, że znano Jego krewnych: matkę Maryję, ojca Józefa – cieślę oraz całą rodzinę. Dla wielu było nie do przyjęcia, że syn ubogiego rzemieślnika z mało znaczącego miasteczka Nazaret czyni siebie nauczycielem Izraela, a nadto nazywa siebie Synem Bożym. Bez wiary łatwo można byłoby posądzać Jezusa o pomieszanie zmysłów lub o zniewolenie przez złego ducha, który był powodem stawiania siebie w miejscu Boga. Liczne dowody o takim myśleniu o Jezusie znajdujemy przecież w Ewangelii.
Przedziwne jest jednak to, że często odrzucając prawdziwą tożsamość Jezusa Chrystusa, Żydzi odwołują się właśnie do Józefa. Zaprzeczając Bóstwu Zbawiciela wskazują na ojcostwo Patriarchy z Nazaretu. Widzimy zatem, że sprawa Józefa i jego relacji do Wcielonego Bożego Syna staje się swoistym kluczem do sprawy samego Jezusa. To sam Bóg zdając sobie sprawę z ryzyka podważania Boskiego pochodzenie Zbawcy decyduje, że poczęcie Bożego Syna z Ducha Świętego w sposób dziewiczy zostaje okryte płaszczem dziewiczego małżeństwa Maryi z Józefem. Wydawać by się mogło, że nam dziś, którzy jesteśmy świadomi tajemnicy i oświeceni przez to wszystko, co zostało napisane w Ewangelii na temat pochodzenie Jezusa, łatwiej jest wierzyć w Niego. Jak się jednak okazuje, pokusy odrzucenia Boskiej lub ludzkiej natury Jezusa Chrystusa wciąż są takie same i dotykają bardzo boleśnie naszej codzienności. Teologia nie jest bowiem nauką ponad życiem, ale w refleksji o Bogu chodzi zawsze o człowieka i jego życie. Chodzi tu o przyjęcie Boga, który przychodzi w naszej historii życia, wydarzeniachludziach. Dzieje się to często nie tak, jak my byśmy tego chcieli, czy sobie zaplanowali. Żydzi mieli dwie możliwości: albo przyjąć Boga takiego jaki do nich przyszedł w osobie Jezusa z Nazaretu - Syna Józefa cieśli, albo nie przyjąć Go wcale. Taki wybór ma miejsce i w naszym życiu. Chodzi zatem o przyjęcie trudnych chwil, kryzysów, mroków, w których wszystko zdaje się mówić: w tym nie może być obecny Bóg, a diabeł zdaje się podpowiadać, że Bóg w ogóle nie istnieje lub jest obojętny na nasz ból i cierpienie.
Przyjąć Jezusa z Nazaretu z Józefem oznacza przyjąć swoje życie, odkryć w nim obecność Boga, który jest tak pokorny i ukryty, że czasem Go nie zauważamy. Jeśli bowiem wytworzymy sobie idealny i daleki od rzeczywistości obraz „słodkiego Jezuska”, grozi nam to ciągłą ucieczką od rzeczywistości, ciągłym poszukiwaniem raju na ziemi, który nie istnieje. Owszem raj w życiu człowieka wierzącego jest już na ziemi, ale w zalążku. Tym rajem jest obecność i zamieszkanie oraz dzielenie naszego ziemskiego sposobu życia i jego problemów przez samego Boga. Takiego raju doświadczył w swoim życiu św. Józef, gdy pośród codzienności, własnych kryzysów, był wciąż na nowo umacniany tym maleńkim i całkowicie niemal przysłoniętym zasłoną człowieczeństwa światłem Bożej obecności w swoim nazaretańskim domu. Warto zatem, byśmy od Józefa uczyli się prawdziwej wiary w Bożego Syna Jezusa Chrystusa.
ks. Marcin Wiśniewski
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!