TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Lutego 2026, 23:19
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czy szczytowym osiągnięciem liberalnej demokracji będzie powrót do cenzury?

Czy szczytowym osiągnięciem liberalnej demokracji będzie powrót do cenzury?

No może ja do końca dziennikarzem nie jestem, a jedynie skromnym plebanem ze wsi, który nie potrafi i nie chce trzymać języka za zębami, więc jak mnie coś irytuje, to daję temu upust, również na tych łamach, to właśnie dzięki tym łamom o dziennikarstwo trochę się ocieram, więc obchodzone 24 stycznia wspomnienie św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy, uważam również za swoje święto. I tak mi się wydaje, że trzeba w tych dniach naszego Świętego Patrona prosić, aby nas uchronił od cenzury, która w coraz bardziej nachalny sposób jest nam wpychana, pod płaszczykiem – a jakżeby inaczej – obrony demokracji! Tak nam się ta demokracja rozszalała, że w jej imię próbuje się nam kneblować usta, jak za najgorszej komuny. 

Weźmy na początek na tapetę choćby niejakiego Daniela Günthera, związanego z partią CDU premiera Szlezwiku-Holsztynu, który wywołał ostatnio u naszych zachodnich sąsiadów spore kontrowersje sugerując podczas telewizyjnego talk-show, że alternatywne platformy informacyjne powinny być zakazane. Tłumaczył, że media społecznościowe mają negatywny wpływ na politykę, a także zaatakował portal informacyjny „Nius”, który określił oczywiście jako „propopulistyczny”. Według niego tego typu środki przekazu są „wrogami demokracji”, zaś artykuły publikowane na wspomnianym portalu są „całkowicie pozbawione faktów” i „z reguły nic w nich na jego temat nie jest prawdą”. Zapytany przez dziennikarza konkretnie, czy tego typu portale powinny być „regulowane, cenzurowane, a w skrajnych przypadkach nawet blokowane”, odpowiedział: „tak”.

Póki co pomysły pana Günthera zostały skrytykowane, jego ideowi pobratymcy orzekli, że ma on dobre intencje, a jedynie niezręcznie się wyraził, natomiast jego polityczni przeciwnicy otwarcie mówią o autorytarnych zapędach premiera Szlezwiku-Holsztynu, a zaatakowany przez niego prawicowy portal „Nius” zyskał na popularności dzięki kontrowersjom. Stara zasada, nie ważne co mówią, byleby o nas mówili, ewidentnie ciągle obowiązuje, ale niemieckie zapędy do cenzury są niepokojące. 

Od 2021 r. obowiązuje tam niezwykle represyjny artykuł 188 tamtejszego kodeksu karnego (StGB) o obrazie majestatu, zniesławienia lub zniewagi, wobec „osób z życia politycznego narodu” (polityków i urzędników państwowych), popełnianych publicznie lub w mediach. Na jego podstawie tysiące osób trafiło przed sądy, wielu skazano, jak choćby Davida Bendelsa, redaktora naczelnego „Deutschland Kuriera”, powiązanego z AfD. Dostał on wyrok siedmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu za udostępnienie satyrycznego mema przedstawiającego ówczesną minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser trzymającą transparent z napisem „Nienawidzę wolności słowa”. Sfabrykowane zdjęcie uznano za „wyjątkowo obrzydliwy” fake news i redaktora skazano. Ostatecznie, po kilku miesiącach, niemiecki sąd uniewinnił Bendelsa, orzekając, że fotomontaż mieści się w kategorii chronionej wolności słowa. Natomiast bohaterka mema, pani Nancy Faeser oficjalnie potwierdziła, że „nienawidzi” wolności słowa.

Pamiętamy też wszyscy, jak niemieccy politycy blokowali publikowanie prawdziwych wiadomości na temat gwałtów do jakich dochodziło podczas zabaw sylwestrowych kilka lat temu, czy choćby całkiem niedawno odnośnie blackoutu w Berlinie. Nie da się ukryć, że mają tam ciągotki do nazwijmy to delikatnie „regulowania” przekazu informacji. 

A niestety to właśnie nasi zachodni sąsiedzi rozdają karty w zbiurokratyzowanej Unii Europejskiej i już obowiązuje w niej tzw. Digital Services Act (DSA), który wprowadza szeroką definicję „nielegalnych treści”. Jedną z jego konsekwencji jest to, że nawet treści, które są legalne w Polsce, mogą być blokowane, jeśli są zakazane np. w Niemczech. Mało tego, rozporządzenie dopuszcza blokowanie nie tylko treści niezgodnych z prawem, ale też „szkodliwych” – nawet jeśli są legalne. Może to doprowadzić nie tylko do jawnej cenzury, ale też i autocenzury, ponieważ choćby platformy internetowe, obawiając się odpowiedzialności, mogą usuwać treści prewencyjnie i sami powiedzcie, czy nie jest to ograniczenie wolności słowa oraz prawa do informacji? DSA już funkcjonuje w UE i teraz Polska, jak inne kraje, powinna dokonać jego „implementacji”, co też i nasz parlament skwapliwie przygotował. 

Na szczęście pan Prezydent RP kilka dni temu zawetował tę ustawę. Zaznaczył, że nie miał zastrzeżeń do samego celu ustawy – ochrony użytkowników internetu, zwłaszcza dzieci, ale do środków, jakie miały ten cel osiągnąć. Nowelizacja dawała bowiem Urzędowi Komunikacji Elektronicznej oraz Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji prawo do blokowania treści bez wyroku sądu. Ponadto ustawa DSA zdaniem Prezydenta dawała nadmierne kompetencje UE bez gwarancji niezależności od bieżącej polityki, dopuszczała finansowanie organizacji „sygnalizujących” treści w Internecie, ograniczała prawa obywatelskie i nie zachowała zasady proporcjonalności stosując te same procedury wobec najcięższych przestępstw i drobnych wykroczeń. Oczywiście podniósł się krzyk, że Prezydent nie chce ochrony dzieci przed pornografią i to jest zawsze wielki problem proponowanego nowego prawodawstwa: wstawią tam trzy godne i chwalebne rzeczy i pięć innych, na które nie może być zgody, a potem jęczą, że ktoś nie chce tych dobrych… Ale do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, niemniej trzeba zachować czujność. W każdym razie Polska pozostaje jednym z ostatnich krajów Unii, które jeszcze nie wdrożyły Aktu o Usługach Cyfrowych i zobaczymy jak długo będzie się opierać.
Po Internetach krążą różne statystyki i rankingi, często bez podania źródeł, utrzymujące że w Wielkiej Brytanii aresztuje się najwięcej osób za posty w mediach społecznościowych, bo ponad 12 000. Na drugim miejscu jest Białoruś z ponad 6 000 aresztowanych, a na trzecim Niemcy - 3500 osób. W Polsce ma to być ok. 300 osób. Podkreślam, że nie znam wiarygodności tych danych, ale jeśli chodzi o Wielką Brytanię, gdzie obowiązuje ustawa o ściganiu mowy nienawiści, te dane są potwierdzane w różnych mediach. Nie mam pojęcia, jak podobna ustawa przełożyłaby się na polskie warunki, ale jakoś nie mam szczególnego zaufania do naszych urzędników i raczej bym nie chciał, żeby to oni decydowali, czy to co choćby tutaj wypisuję jest nielegalne albo szkodliwe. 

Dlatego pokornie zwracam się do naszego dziennikarskiego patrona Świętego Franciszka Salezego: proś za nami, byśmy byli narzędziami prawdy i niech nasze sumienia będą jedyną formą cenzury. I oby nam wszystkim nie zabrakło poczucia humoru i dystansu do samych siebie. 

Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!