TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Lipca 2026, 22:50
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czy opcja trydencka cofnie nas do wielkiej schizmy zachodniej?

Czy opcja trydencka cofnie nas do wielkiej schizmy zachodniej?

Dzisiaj chciałbym zacząć od bardzo osobistego wspomnienia. Był taki moment w mojej drodze do kapłaństwa, kiedy to jeszcze w seminarium, ale naprawdę blisko jego ukończenia, moi przełożeni zdecydowali, że ja się do kapłaństwa nie nadaję. Z jakiego powodu? Mam nadzieję, że kiedyś w Niebie poznam prawdziwe powody owej decyzji (chociaż pewnie tam, jeśli się dostanę, takie błahostki zupełnie nie będą mnie interesować), ale motywacje jakie mi zostały przedstawione można streścić w żołnierskich słowach: „za niewyparzony język, ciągłe czepianie się wszystkiego, kontestowanie decyzji przełożonych i podważanie ich autorytetu”. Czytelnicy pewnie stwierdzą, że sądząc po moich tutaj elaboratach, niewiele się zmieniło, ale wówczas ja naprawdę byłem głęboko przejęty, kiedy widziałem coś niesprawiedliwego czy wręcz głupiego (w mojej opinii oczywiście) i nie potrafiłem milczeć, ale zawsze robiłem to na forum, nigdy za plecami i nie wydaje mi się, abym podważał czyjś autorytet. W każdym razie decyzję o usunięciu mnie podjęto, a ja w ostatnim desperackim odruchu pozostania na tej drodze w tamtym miejscu, poprosiłem o rozmowę mojego ówczesnego biskupa. Sorry Winnetou, nie powiem, kto to był. I ów hierarcha po wysłuchaniu moich racji powiedział tak: „No to teraz ja ci powiem, co twoi przełożeni, których ja tam ustanowiłem – co znaczy że mam do nich zaufanie – powiedzieli mi o tobie, dobrze? Wiesz, jest taka grupa niemieckich katolików, którzy się nazwali Kościół to my i oni mają wiele dziwnych żądań, na przykład, żeby to oni sami, ludzie świeccy, wybierali sobie biskupów i temu podobne. Krótko mówiąc, twoi przełożeni twierdzą, że ty masz podobne poglądy. Co ty na to?” I wtedy ja, po tym, jak już ochłonąłem, że istnieją tacy świeccy katolicy gdzieś na świecie, którzy sami by sobie chcieli wybierać biskupów, a papież miał by ich tylko „klepnąć”, znaczy się wyświęcić, najszczerzej na świecie zapewniłem, że w życiu mi taka myśl nie przeszła nawet przez przedsionek mózgu. Nie, żeby mnie to szczere wyznanie uratowało, bo biskup zapytał mnie: „To co być zrobił na moim miejscu: posłuchał ciebie i wyrzucił wszystkich przełożonych, czy jednak posłuchał przełożonych i wyrzucił ciebie?”. Odparłem, że ani chybi wyrzuciłbym siebie, co też biskup uczynił. Ale mniejsza o moją historię i dalsze losy. Nawet jako dość krnąbrny i może nawet trochę wywrotowy kleryk, nie mogłem sobie wyobrazić, że ktoś narzuca papieżowi, kogo święcić na biskupa, albo jeszcze gorzej, święci biskupa wbrew wyraźnemu zakazowi, więc możecie sobie wyobrazić, jak patrzę teraz na całe zamieszanie z tzw. lefebrystami, czyli Bractwem Świętego Piusa X, którzy wyświęcili czterech nowych biskupów wbrew prośbom Ojca Świętego, by tego nie czynili. 

Pewien jezuita, brat Damian, napisał wprost: „Co powinien zrobić Leon XIV, jeśli lefebryści wyświęcą nowych biskupów? Otóż powinien przekazać ich na osądzenie Świętemu Oficjum, a kard. Fernandez skazać ich na powieszenie, poćwiartowanie, spalenie na stosie, a następnie wrzucenie ich prochów do Tybru! Dlaczego tak ostro? Dlatego, że sami lefebryści ciągle odwołują się do Kościoła epoki trydenckiej, a w tamtych czasach takich buntowników, schizmatyków, warchołów i mącicieli właśnie w ten sposób by potraktowano. Jeśli uznajecie, że to Sobór Trydencki jest apogeum rozwoju Kościoła, to bądźcie konsekwentni i zastosujcie do siebie zasady, które wówczas w Kościele funkcjonowały! Watykan uczynił już dosyć gestów dobrej woli wobec lefebrystów i trzeba zauważyć, że wobec ich nieposłuszeństwa w Kościele przedsoborowym (tak przez nich uwielbianym) nikt by się z nimi tak nie patyczkował. Franciszek, którego tak od czci i wiary lefebryści odsądzają, pieścił się z nimi i głaskał, równocześnie dokuczając katolickim tradycjonalistom. A trzeba było robić dokładnie na odwrót”. 

Hmmm mocne! Ale bierzemy to za ironię. Do mnie osobiście nie przemawia zawiłe tłumaczenie członków Bractwa o wyższej konieczności, dla której święcą biskupów bez zgody papieża, bo ono miało sens w Meksyku czy dawnej Czechosłowacji w czasach rewolucji, komunizmu i prześladowania Kościoła, gdy biskupi nie mieli jakiejkolwiek możliwości kontaktu z Watykanem. Ale dzisiaj kiedy we wszystkich krajach katolicy mają dostęp do ważnie sprawowanych sakramentów? No chyba, że przyjmiemy tezę lefebrystów, że tylko oni są gwarantem przetrwania prawdziwego Kościoła, bo ten reprezentowany przez Watykan jest jakąś nierządnicą szatana, ale przyjmując taką interpretację papież Leon spokojnie mógłby sobie darować dalszy pontyfikat i osiąść na przykład w Madrycie, wykupując dożywotni karnet na mecze Realu Madryt, któremu wcześniej kibicował. 

Czy ja się godzę na wszystko co dzieje się w moim Kościele? Nie! Czy ja się gorszę pewnymi sprawami, które mają miejsce nawet na wysokich szczeblach Kościoła? Oczywiście! Ale chcę być w tym Kościele i wiem, że słabość ludzka nie omija ludzi Kościoła. Taki choćby papież Paweł III, który zapoczątkował odnowę Kościoła, zatwierdził nowe zakony w tym jezuitów, utworzył kongregację do spraw inkwizycji i zwołał ten wspaniały dla lefebrystów Sobór Trydencki, niestety uprawiał nepotyzm, m.in. stworzył dla swojego syna Piera Luigiego z części ziem Państwa Kościelnego księstwo Parmy i Piacenzy. Wiem, że to były inne czasy, ale nawet wtedy nie było to godne pochwały. Piszę o tym dla tych wszystkich komentatorów, którzy z taką lubością wytykają różne grzechy obecnym hierarchom, aby podkreślić, że w tym morzu nieprawości ratunkiem jest tylko ich opcja. I jeszcze ich przełożony pisze list do papieża podkreślając, że intencją Bractwa pozostaje służba Kościołowi katolickiemu i troska o jego jedność, a nie dążenie do rozłamu. Ciekawe, bo nawet uznawany przez lefebrystów Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku (tego z roku 1984 nie uznają) mówi wyraźnie, że każdy biskup, który konsekruje biskupa bez zgody Stolicy Apostolskiej jest automatycznie suspendowany, czyli nie ma prawa wykonywać żadnych czynności kapłańskich, a nawet nosić stroju duchownego, a od 1951 r. (wprowadził to lubiany przez członków Bractwa papież Pius XII) jest ekskomunikowany tzn. wykluczony z Kościoła. No więc teraz, oni w trosce o jedność, święcą biskupów bez zgody papieża… 

Mnie to wygląda jak kurs na schizmę. Wspomniany już brat Damian stwierdził, że członkowie Bractwa krytykują „pluralizm doktrynalny” epoki Franciszka, a jednocześnie żądają tego samego. „To nam się w nauczaniu Kościoła podoba, a to nie, ten sobór przyjmujemy, a ten odrzucamy. Bractwo chce stworzyć równoległy Kościół ze swoją własną doktryną, biskupami niezależnymi od Rzymu, liturgię itd. Dokładnie tego samego chcą ludzie z Niemieckiej Drogi Synodalnej. Papież w obu przypadkach nie może się zgodzić na taki separatyzm, bo to byłby chaos i mnożenie podziałów”. Jak to się skończy? Nie wiem. Nam pozostaje się modlić, „aby byli jedno”. 

Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!