TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Sierpnia 2019, 07:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czy Morze Czerwone otworzyło się naprawdę? (Exodus 1)

CZY MORZE CZERWONE 

OTWORZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ?

Exodus (1)

Rzec by można, iż w czasie pierwszych w dziejach ludzkości świąt wielkanocnych – czyli pierwszego święta Paschy – miał miejsce jeden z najbardziej spektakularnych, biblijnych cudów: przejście Izraelitów przez otwarte wody morskie. Dziś chrześcijanie coraz rzadziej wierzą, że towarzyszące Mojżeszowi cuda kiedykolwiek się wydarzyły. Historię opisaną w Księdze Wyjścia coraz częściej traktujemy jako piękną, starożytną legendę. Tymczasem coraz więcej nie mających nic wspólnego z Kościołem uczonych, wyraża przekonanie, iż Księga Wyjścia mówi prawdę. Morze otworzyło się. Egipt opanowały wielkie ciemności. Faktem stała się plaga żab, szarańczy i pomór bydła.  Nawet wody Nilu stały się czerwone jak krew.

Gdybyśmy zapytali jakiegokolwiek Żyda, przez jakie morze przeszli jego pradawni rodacy, gdy Bóg wyprowadzał ich z niewoli egipskiej, ten bez zastanowienia odpowiedziałby nam, że przez morze trzcin. Dlaczego nie przez Czerwone? Ano dlatego, że w najstarszym hebrajskim tekście Księgi Wyjścia, nie ma mowy o Morzu Czerwonym. Widnieje natomiast określenie yam sûf  oznaczające morze trzcin lub ewentualnie morze sitowia. A morze trzcin to nic innego jak teren bagienny. Hebrajskie słowo „czerwony” jest łudząco podobne do słowa „trzcina”, a św. Hieronim, dokonując w IV wieku pierwszego przekładu Księgi Wyjścia na język łaciński, nie dostrzegł po prostu owej subtelnej różnicy. Takie błędy translatorskie  zdarzyć się mogą najlepszym tłumaczom, a błędna nazwa morza i tak nie zmieniła istoty historii Exodusu. Przez całe wieki jednak zastanawiano się w jaki sposób Izraelici mogli przejść przez morze, które jest tak głębokie? Gdyby ruszyli przez jego suche dno wpadliby natychmiast w wielki dół. To natomiast spowodowałoby wśród nich wielki chaos, a jak wiemy do chaosu nie można było dopuścić, bo uciekinierzy czuli na plecach oddech goniących ich Egipcjan.
Kiedy więc naukowcy dopatrzyli się błędu w przekładzie Księgi Wyjścia, zaczęli zastanawiać się, gdzie owe Morze Trzcin, o którym mówi hebrajski oryginał, mogłoby się znajdować. Szybko znaleźli takie miejsce. Starożytne źródła egipskie wspominają o istniejącym w kraju faraonów miejscu zwanym Trzcinami. Na współczesnych zdjęciach satelitarnych odkryto sporych rozmiarów depresję we wschodniej części Delty między polami uprawnymi, a Półwyspem Synaj. W czasach antyku były tam bagna. I prawdopodobnie to one właśnie pochłonęły wojska faraona, które ścigały lud Mojżesza. Wciąż jednak pozostaje pytanie – w jaki sposób do tego doszło? Bo nawet jeśli mówimy o Morzu Trzcin, to przecież ono również musiałby się otworzyć.

Tajemniczy pumeks
Wielkie odkrycia naukowe dotyczące Exodusu, jak to zazwyczaj bywa, zaczęły się przypadkiem. Na północnych krańcach Egiptu od wieków zalegały tony tajemniczego pumeksu. Nie byłoby w tym fakcie niczego zastanawiającego gdyby w krainie faraonów, lub jego bliskim sąsiedztwie istniał czynny wulkan. Jednak najbliższy z możliwych znajdował się około 800 kilometrów na północny zachód od Egiptu.
Chodzi tu o wulkan na Santorini, jednej z wysp Morza Egejskiego. Miejscowi geolodzy postanowili w końcu rozwiązać tę zagadkę i ze zdumieniem skonstatowali, iż pumeks pochodzi właśnie z Santorini. Mało tego. Taka lawa występowała wyłącznie na tej wyspie. Jednak jakim sposobem trafiła – w dodatku w takich ilościach – do Egiptu? Uczeni byli zgodni co tego, że mogła się do tego przyczynić jakaś potężna siła przyrody. Na przykład kataklizm.

Tsunami bez precedensu
Santorini w czasach antyku zwane było Therą. W XVI wieku p. n. e. na Therze miał miejsce największy w dziejach cywilizacji wybuch wulkanu. Huk, który mu towarzyszył, był tak potężny, że jak twierdzą naukowcy – jego dźwięk czterokrotnie okrążył Ziemię. Istniejąca przed erupcją wyspa w jej wyniku została zatopiona. Dziś Santorini to maleńki archipelag, w sercu którego widać spopielone pozostałości wulkanu. Jego wybuch był tak silny, że wzbudził w basenie Morza Śródziemnego falę o cechach tsunami. A jak wiemy tsunami powstają wyłącznie na oceanach. I wszystko wskazuje na to, że to właśnie owe nietypowe tsunami przetransportowało aż do Egiptu fragmenty santoryńskiej lawy. I nie tylko. Jak wiadomo tsunami to fala, która mieści w sobie nieprawdopodobne ilości wody. By mogła powstać, musi nie jako wessać w siebie niewyobrażalną liczbę jej hektolitrów.
Naukowcy badający tajemnice egipskiego pumeksu przeprowadzili liczne symulacje komputerowe, które wykazały w sposób jednoznaczny, iż fala powstała na skutek santoryńskiego wybuchu, wchłonęła nawet wody stykające się z północnymi krańcami Egiptu, a w tym z całą pewnością z obszaru Delty. Czyli, innymi słowy, z terenu, z którym wiąże się lokalizację Morza Trzcin. „Wyssana” przez tsunami fala, nie zniknęła bynajmniej na moment. Izraelici mieli dość czasu, by przejść przez Morze Sitowia. Przechodzili wprawdzie w pośpiechu, ale nie to się liczyło. Ważne było to, że przeszli. Pamiętamy, że goniące ich wojska faraona zalała już woda. Dodajmy, że w świetle omawianej przez nas teorii, była to woda, która wracała na swoje miejsce. Wspomniane już przez mnie symulacje komputerowe wykazały także inne, zaskakujące konsekwencje santoryńskiej erupcji, które w zadziwiający sposób potwierdzają kolejne – dotychczas zagadkowe – zjawiska  towarzyszące Exodusowi. Odkrycia naukowe odnoszące się do historii Mojżesza, to prawdziwy temat rzeka. I to nie byle jaka rzeka, prawdziwy Nil. Nil, którego wody, jak mówi Księga Wyjścia, zamieniły się w krew. Ale o tym opowiem już następnym razem.

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!