TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Sierpnia 2025, 17:28
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Człowiek nadziei - św. Józef - rekolekcje wielkopostne (1)

Święty Józef - człowiek nadziei

józef

Rok Świętego Józefa, który rozpoczął się w naszej diecezji 3 grudnia 2017 roku i będzie trwał do 6 stycznia 2019 roku, wywołał temat naszych rozważań. Rodzi się więc pytanie: Co można jeszcze powiedzieć o Świętym Józefie? Tyle padło już słów, świadectw. Czy Jego osoba jest nadal aktualna na nasze czasy? Czy w dobie ogromu informacji, rozwoju techniki, pokorny święty Józef ma jeszcze coś do powiedzenia?

Pytania o tyle zawiłe, że trudno o jednoznaczną odpowiedź. Jedno jest pewne, dzisiejsze życie ucieka nam za szybko. Pęd życia, brak czasu, upływające lata wywołują w człowieku poczucie bezradności. Ile razy chcieliśmy się zatrzymać, złapać chwilę, by choć przez ułamek sekundy nią się nacieszyć. I nic z tego. Jedynym przyjacielem były wtedy maksymy: umiesz liczyć, licz na siebie, albo ciesz się życiem póki trwa. Mieliśmy tyle marzeń, z których pozostały tylko wspomnienia. No bo praca, nowy dom, trzeba zadbać o przyszłość, itd. Siły opadły, na twarzy pojawiły się pierwsze zmarszczki i życie uciekło. Jedyną pamiątką pozostały zdjęcia, które wywołują łzy i tęsknotę.

Człowiek zaufania
Samotność jest dzisiaj największą chorobą, która odbiera to, co najcenniejsze: nadzieję. Święty Józef może z jednej strony sprawiać wrażenie człowieka samotnego, gdyż tak naprawdę utracił wszystko. Jego marzenia prysły, plany znikły, a nawet Ktoś odebrał mu jedyną miłość życia. Jedyne co mógł wtedy zrobić to odejść. Po co się męczyć, przecież w życiu nie można mieć wszystkiego. Ale nie odszedł. Odkrył, że marzenia są piękne, kiedy realizują się w miłości. Kiedy kochasz widzisz, że marzenia są tylko dodatkiem do życia, a nie celem samym w sobie. Dzięki miłości stajemy się realistami, bo kochać to także być gotowym cierpieć. Dzięki tajemnicy wcielenia, kiedy Maryja poczęła pod swym sercem Jezusa, Święty Józef stał się prawdziwym realistą. Wiemy dobrze, że prawdziwa miłość nigdy nie rozpieszcza, ale pozwala kroczyć twardo po ziemi. I Józef uczył się tej miłości, kiedy z uporem szukał dla swojej małżonki miejsca do godnych narodzin Syna, a ostatecznie musiał zgodzić się by rodziła pośród zwierząt. Kiedy musiał z rodziną uciekać przed Herodem, a także, kiedy zgubił Syna, mając pewnie do siebie pretensje, że nie potrafił wziął odpowiedzialności za swoje dziecko. Pan Bóg ciągłe pokazywał mu jego bezradność. Nieraz pewnie myślał o sobie: jestem niezaradny, bo nie potrafię stworzyć rodzinie godnych warunków, jestem tchórzem, bo muszę uciekać, jestem nieodpowiedzialny, bo nie potrafię przypilnować dziecka, itd. Może i miał takie myśli, jednak był człowiekiem zaufania. Maryja nie szukała doskonałego męża, ale kogoś kto będzie przy niej do końca, kto pokocha ją bardziej od siebie. Choć ta miłość trwała krótko, to jednak dała Maryi siłę, by mogła z odwagą stanąć pod krzyżem Syna.
Każdy z nas nosi w sobie coś ze Świętego Józefa. Z jednej strony bezradność wobec cierpienia, choroby, czy też bolesnych wydarzeń, a z drugiej upór, który dodaje odwagi i siły by mimo wszystko się nie poddać. Święty Józef jest patronem na dzisiejsze czasy. Patronem zapomnianym, który jak aktor jednej roli pojawia się w czasie świąt Bożego Narodzenia. Nikt jednak nie mówi o jego wewnętrznych zmaganiach, o duchowej walce, o zwątpieniu. Jednak przekształcił to wszystko w swoją siłę, siłę milczenia. Żyjemy w czasach, w których trudno o ciszę, a tym bardziej o milczenie. Józef jednak uczy, co to znaczy milczeć. Dzięki sile józefowego milczenia Maryja mogła w pokorze stanąć pod krzyżem Syna, zaś Jezus dzięki sile jego milczenia mógł znieść mękę krzyża. Józef uczy życia, uczy miłości w obliczu codziennych zmagań, uczy jak przekształcić własną bezradność w siłę i jak stać się człowiekiem nadziei. Patrząc od strony ludzkiej mógł mieć wszystko, miał dobry fach w ręku, był ceniony w okolicy jako doskonały cieśla. A jednak Bóg trochę mu w tym życiu namieszał. Nie poddał się. I ty możesz żyć na miarę Świętego Józefa.

Bóg tak chce
Spójrz na swoje życie. Co kryje się w twoim sercu, o czym tak mocno myślisz, o co codziennie prosisz? Czego się boisz, przed czym uciekasz? Spójrz wokół siebie, może nie jest idealnie, ale to twoje życie. Może pustka częściej zagląda do twojego życia, ale czy to znaczy, że ono już się skończyło? Przecież obudziliśmy się rano, otrzymaliśmy kolejną szansę, może warto coś z tym życiem zrobić? Może najpierw otwórz okno i pozwól, by powiew świeżego powietrza wpłynął do twojego życia. Życie zaczyna się dzisiaj, to mój dzień, dzień dawania nadziei. Najpierw daj sobie nadzieję, powierz siebie Bogu prostymi słowami, takimi które wypowiada się do bliskiej osoby: „Tato kocham Cię, dziękuję, że znów pozwoliłeś mi się obudzić, jesteś przy mnie, dajesz mi nadzieję wbrew wszystkiemu, dlatego zrobię to samo, zaniosę nadzieję innym”. Bądź zwiastunem nadziei, szczególnie tam gdzie wiesz, że jej brakuje. Niewiele potrzeba, by wróciła nadzieja. Wystarczy uśmiech, wyciągnięta dłoń, poświęcony czas, tak niewiele, ale dla kogoś to może być wszystko. Zamiast zamartwiać się, spójrz na innych może mają ciężej, może więcej wycierpieli, może są osamotnieni, tak jak ty. Dając nadzieję sprawiasz, że samotność znika. Nie bój się, razem zawsze łatwiej.
Pamiętam pewną kobietę, do której chodziłem z Komunią Świętą, bardzo cierpiała. Za każdym razem kiedy przekraczałem próg jej mieszkania dosłownie serce się kroiło na widok młodej kobiety, przed którą było jeszcze tyle życia. Ile razy pytałem wtedy Boga, dlaczego? Dziwne jest w tym wszystkim to, że ona nigdy nie postawiła mi tego pytania. Nigdy nie miała pretensji do Pana Boga, nigdy nie użalała się nad sobą, ale znosiła wszystko mówiąc, „Bóg tak chce”. Patrząc, jak gasło w niej życie, prosiłem Boga by dał jej zdrowie. Przecież miała dla kogo żyć, najbliżsi bardzo jej wtedy potrzebowali. Na jej pogrzebie przytoczyłem ostatnie słowa, które mi wtedy powiedziała: „Wiem, że ksiądz modli się o moje zdrowie, ale ja nie proszę o nie. Chcę moje cierpienie i moją śmierć ofiarować za moich najbliższych. Nie wiem czy dobrze robię?”. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, jednak pojawiła się wtedy jakby myśl z nieba i odrzekłem: „Wiem jedno, że tak czynili ludzie święci”. Do dzisiaj modlę się za tę kobietę, i wiem, że w jej życiu był obecny Bóg. Przekształciła własne cierpienie w siłę. Tak potrafią tylko ludzie święci. Nam też potrzeba tej świętości. Każdy z nas ma w swoim życiu ślady Bożej obecności, wystarczy je odczytać i uczynić z nich dla siebie drogowskaz do nieba. Dla mnie była nim ta kobieta, są nim zapewne nasi rodzice, znajomi, księża. Każdy ma być takim drogowskazem nadziei. Był nim Święty Józef, była nim owa kobieta, mogę być nim i ja.
Święty Józefie ofiaruję Ci swoje życie, swoje cierpienie, swoją chorobę, swoje wątpliwości, a nawet to, że momentami jestem daleko od Boga. Naucz mnie swojego milczenia, abym potrafił przyjąć wszystko co Bóg mi da, naucz mnie swojej miłości do Świętej Rodziny bym i ja kochał jeszcze mocniej tych, dla których żyję, a także pokochał tych, którzy mnie skrzywdzili. Naucz mnie życia, bym codziennie pamiętał po co żyję. Niech Bóg pełen nadziei obudzi we mnie wiarę, którą będę „zarażał” innych. Proszę Cię nie pozwól bym zabłądził, a kiedy zabłądzę odszukaj mnie i przyprowadź do Kościoła. Święty Józefie – módl się za nami. Amen.

Tekst ks. Łukasz Pondel

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!