Czerwony pasek i bezwarunkowa miłość
Jak zdać najważniejszy czerwcowy egzamin?
Koniec czerwca to w wielu domach czas napięcia. Zaledwie kilka dni dzieli Dzień Ojca i zakończenie roku szkolnego. Z pozoru to zwykły zbieg dat, ale może stać się okazją do rodzicielskiego rachunku sumienia. Bo to, jak dorośli zareagują na świadectwo dziecka, jest jednym z ważniejszych egzaminów z ich dojrzałości i miłości.
Chcemy być dumni z dzieci. Cieszą nas oceny, medale, pochwały nauczycieli i czerwony pasek. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko zaczyna kojarzyć czułość i uznanie rodziców wyłącznie z sukcesem. Łatwo wtedy przyjmuje komunikat: „Jestem ważny, kiedy spełniam oczekiwania”. Dziecko szybko to koduje. Zaczyna myśleć: „Jestem kochany, kiedy nie sprawiam zawodu”. A gdy pojawia się porażka, rodzi się bolesne pytanie: czy jeśli mi się nie uda, rodzice nadal będą mnie kochać? Taki lęk może stać się źródłem perfekcjonizmu, napięcia i przekonania, że na miłość trzeba zasłużyć.
Jeśli szukamy wzorca miłości i autorytetu, warto spojrzeć w Ewangelię. Przy chrzcie Jezusa w Jordanie rozlega się głos Ojca: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”. Jezus nie rozpoczął jeszcze publicznej działalności. Nie wygłosił Kazania na Górze, nie uzdrowił trędowatego, nie rozmnożył chleba. W logice sukcesu nie ma jeszcze „wyników”. A jednak Ojciec objawia Swoją miłość. To ważna lekcja dla każdego rodzica. Miłość nie może być nagrodą za sukces. Powinna być źródłem, z którego dziecko czerpie siłę do pracy, odpowiedzialności i kolejnych prób. Bezwarunkowa miłość nie oznacza braku wymagań. Rodzic ma prawo pytać o naukę, pomagać nazwać zaniedbania i uczyć konsekwencji. Różnica polega na tym, że wymagania nigdy nie mogą być walutą, za którą dziecko kupuje sobie prawo do bycia kochanym.
Świadectwo jest ważną informacją, ale nie mówi całej prawdy o dziecku. Nie mówi całej prawdy o efektach nauki. Pokazuje wycinek jego funkcjonowania w szkole: postępy, trudności, czasem zaniedbania. Nie mierzy jednak jego serca, wrażliwości, uczciwości, wysiłku ani tego, ile kosztował je miniony rok. Dlatego warto patrzeć nie tylko na wynik, ale też na drogę.
Jeśli uczeń cały rok zmagał się z trudnym materiałem, prosił o pomoc, poprawiał błędy i wyciągnął ocenę z jedynki na trójkę, ta trójka może być większym zwycięstwem niż łatwa szóstka z przedmiotu, do którego ma naturalne predyspozycje. Nasza duma powinna zauważać wysiłek, wytrwałość i postęp. W dniu zakończenia roku dzieci wrócą do domów ze świadectwami. Jedne z radością, inne z napięciem, jeszcze inne z lękiem przed reakcją dorosłych. Zanim spojrzymy na oceny, spójrzmy na dziecko. Przytulmy je i powiedzmy: „Cieszę się, że jesteś. Cieszę się, że masz wakacje. Jestem dumny, że przeszedłeś przez ten rok”.
Dopiero potem przyjdzie czas na świadectwo. Jeśli są powody do radości to świętujmy. Jeśli są powody do rozmowy to porozmawiajmy spokojnie, bez krzyku, zawstydzania i porównywania. Zamiast pytać: jak mogłeś?, lepiej zapytać: co było najtrudniejsze?, czego potrzebujesz?, jak możemy pomóc ci w przyszłym roku?
Dom powinien być miejscem, w którym dziecko uczy się odpowiedzialności, ale nie traci pewności, że jest kochane. Autorytet nie rodzi się z lęku przed ocenami, lecz z doświadczenia, że do rodziców można wrócić z każdą prawdą o sobie - także z porażką.
Najważniejszy czerwcowy egzamin zdają nie tylko dzieci. Zdają także rodzice. Nie chodzi w nim o czerwony pasek, ale o to, czy nasze dzieci naprawdę wiedzą, że są kochane, zanim cokolwiek osiągną.
Grzegorz Zawada
Grzegorz Zawada – psycholog (o specjalności klinicznej z psychoterapią), pedagog specjalny, familiolog, terapeuta, mediator. Prywatnie mąż i tata szóstki dzieci, pełnoprawny dziadek.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!