TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 09:49
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czekając w kolejce na cud

Czekając w kolejce na cud

Cud to zjawisko lub zdarzenie z różnych przyczyn nie posiadające wiarygodnego, naukowego wytłumaczenia, w kontekście religijnym przypisywane interwencji Boga. Tak brzmi encyklopedyczna definicja cudu. Co tak naprawdę jest, a co nie jest cudem? Dlaczego jednym one się zdarzają, a innym nie? Czy można sobie na taki cud zasłużyć? Czy można go sobie wymodlić? A jeśli mimo naszej niezłomnej wiary i nadziei cud się nie wydarzy? Jeśli właśnie nam nie przydarzy się on ani w Lourdes, ani w Fatimie, ani na Krzeptówkach?

Film ,,Lourdes” polską premierę miał na początku br. Nie był wyświetlany w multikinach, a i w kinach niszowych gościł bardzo krótko. Dopiero teraz udało mi się go zdobyć. Jessica Hausner nakręciła film, do którego sama napisała scenariusz. Dostał on kilka nagród na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji i jedną na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Najkrócej można go określić - maksimum treści przy minimum słów. Właśnie o tej treści chcę trochę powiedzieć. Dlatego, że film warto obejrzeć, ale też dlatego, że temat cudów i choroby dotyka niemal każdego z nas. Ale ostrzegam. Ktoś, kto nigdy cudu nie potrzebował dla siebie albo dla kogoś kochanego, może się na filmie śmiertelnie nudzić.

Choroba samotności
Bohaterką filmu jest młoda kobieta Christine. Ma stwardnienie rozsiane na takim etapie, że właściwie całe ciało, oprócz szyi i głowy, ma sparaliżowane. Porusza się na wózku inwalidzkim. Na wycieczki organizowane przez różne organizacje jeździ, jak sama przyznaje, dlatego, że tylko w ten sposób może wyrwać się z czterech ścian mieszkania. Przez cały czas trwania filmu narzuca się powracający motyw pytania: ,,czy podoba się tu pani?”. Podczas przyjęcia kończącego pielgrzymko-wycieczkę do Lourdes jeden z mężczyzn na wózku, zapytany jak się czuje, odpowiada: „dobrze, ale jutro znów będę sam”.  Grupę pielgrzymów poznajemy, gdy wchodzą do jadalni przy dźwiękach pieśni ,,Ave Maria”, która kojarzy nam się najczęściej z uroczystościami ślubnymi. Scena ta jest niesamowita, nie można oprzeć się wrażeniu, że ,,Ave Maria” jednocześnie pasuje tu i bardzo nie pasuje.
Wracając jednak do tych, którzy przyjechali do Lourdes we Francji w poszukiwaniu cudu. Czy chodziło im o cud uzdrowienia ciała? O zdrowie i porzucenie wózka inwalidzkiego? Po powrocie z groty pielgrzymi zatrzymują się przy figurze Matki Bożej z Lourdes ze świecącą jarzeniową aureolą (niczym figurki na odpustowym jarmarku!), zatrzymują się, by się pomodlić. O co proszą? ,,Panie, przybyłem tu, by zaznać spokoju i ludzkiego ciepła, zazwyczaj jestem sam. Chciałbym doświadczyć tu odrobiny miłości”. Młody chłopak prosi: „Panie, miałem wypadek motocyklowy i rzuciła mnie narzeczona, spraw, bym znalazł nową, która poradzi sobie z moim kalectwem”. Sama Christine mówi: „Panie, czasami czuję, jakby życie płynęło obok mnie. Czuję się niepotrzebna. Proszę, pomóż mi”. Tysiące ludzi pielgrzymuje do miejsc kultu maryjnego i nie tylko, by doznać cudu uzdrowienia. Mają nadzieję, że wstaną z wózka, pokonają nowotwór, wymodlą zdrowie dla swojego dziecka. Jednak autorka filmu pokazuje, że choroba duszy, jaką jest samotność jest dużo gorsza. Zresztą siostra Cecile, która zajmuje się organizacją czasu pielgrzymów w domu wypoczynkowym mówi do głównej bohaterki, że ważniejsze niż fizyczne jest uzdrowienie duchowe. Żeby go doznać, najpierw trzeba to zrozumieć. Przypomina mi się tutaj tekst z reklamy: „Cuda się zdarzają, ale nie warto na nie liczyć”. Dlaczego ta siostra dość bezpośrednio przyznaje, że o cud uzdrowienia ciała trudno, ale uzdrowienie ducha jest możliwe? Zapewne ma słuszność, ale czy tak samo myślałabym będąc sparaliżowaną? Skoro Bóg uzdrowił tylu ludzi, dlaczego miałby nie uzdrowić mnie?

Zazdrość i nadzieja
Dwie postacie drugiego planu rzucają się w oczy podczas oglądania filmu. Młodziutka siostra, która z początku opiekuje się Christine i jej starsza współlokatorka. Dziewczyna, która ma się zajmować niepełnosprawną kobietą zaniedbuje swoje obowiązki. Jest tak spragniona czyjejś uwagi i czułości, że goni za uczuciem za wszelką cenę. Kiedy widzi zainteresowanie oficera (również wolontariusza na pielgrzymce) Christine, pożera ją zazdrość. Nie może pojąć, dlaczego ten przystojny mężczyzna zagaduje do chorej, a do niej nie. Dlaczego poświęca uwagę głównej bohaterce, a nie pięknej, młodej siostrze. Te typowo ludzkie pragnienia pojawiają się w filmie na każdym kroku. Widać, jak na dłoni, że niezależnie od wieku, płci czy stanu zdrowia każdy tak samo potrzebuje miłości i uwagi drugiego człowieka. Doskonale widać to podczas spowiedzi bohaterki, która przyznaje, że złości się często, pytając dlaczego właśnie ją spotkała choroba, zazdrości tym, którzy normalnie żyją i nie współczuje tym, którzy cierpią bardziej. Wyznaje, że jej największym pragnieniem jest normalnie funkcjonować. Wtedy ksiądz pyta, czym jest to normalne życie: „Pani życie jest wyjątkowe. Każde takie jest, Bóg stworzył taką różnorodność, każde życie jest inne i żadne nie jest lepsze od drugiego. Myśli pani, że osoba z władzą w nogach jest od razu szczęśliwsza?” Spowiednik modli się, by Bóg uzdrowił jej duszę, a jeśli taka jest Jego wola, także jej ciało.
Dzięki temu, że młoda siostra bawi się z oficerami i zaniedbuje Christine, może się nią zająć jej współlokatorka. Milcząca, szalenie pobożna kobieta. Ona jedna klęczy przed plastikową figurą Matki Boskiej ze świecącą aureolą i modli się, podczas gdy pozostali mijają rzeźbę jako kiczowaty element wystroju wnętrza. Starsza kobieta zawsze ma przy sobie plastikową buteleczkę (w kształcie Matki Boskiej oczywiście) wody z Lourdes. Zatem współlokatorka głównej bohaterki dokłada wszelkich starań, by Christine doznała cudu. Słysząc, że ktoś ozdrowiał podczas błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem, zabiera ją jak najbliżej ołtarza, potem ponownie do groty i na modlitwę z nałożeniem rąk. Jej wiara i nadzieja są niezłomne, jak jej milczenie. Aż w końcu Christine zaczyna ruszać rękami, czego nikt nie zauważa, w nocy wstaje sama z łóżka na oczach współlokatorki, która także w tej sytuacji... nic nie mówi! Sama bohaterka nie popada w euforię, spogląda na to wszystko jakby z niedowierzaniem.

Niesprawiedliwy cud
Przez osiem lat modlimy się o zdrowie dla mojej przyjaciółki, inni znacznie dłużej. Modli się wiele osób, wiele prawych osób, wielu księży. Mimo to ona jest nadal chora. Niesprawiedliwość? Ona sama i jej córki to wspaniałe, dobre, wierzące osoby, dlaczego więc Bóg nie może lub nie chce ich uzdrowić? Myślę bardzo po ludzku, nie rozumiem tego, podobnie jak bohaterowie filmu ,,Lourdes”. Pytają oni siebie wzajemnie, dlaczego właśnie Christine doznała cudu, a nie ktoś inny. Właśnie to jest uderzające - większość otoczenia zamiast się cieszyć z odzyskanego przez Christine zdrowia, najpierw się dziwi, pielgrzymi patrzą kątem oka, sceptycznie, z niedowierzaniem. W ośrodku zdrowia, gdzie ksiądz zabiera Christine, by potwierdzić cud, sugerują, że to tylko remisja choroby, która niebawem wróci. Jednak lekarze przyznają, że jest to dość niezwykłe. Christine cieszy się wreszcie w pełni, snuje palny, że zacznie wreszcie normalnie żyć, towarzyszki sugerują, że mogłaby założyć rodzinę, jednocześnie z ironią zauważając, że bohaterka nie jest osobą zbyt religijną.
Christine idzie na wycieczkę w góry, gdzie flirtuje z przystojnym oficerem, który zdaje się być nią zauroczony. Spędzają wspólnie popołudnie, kryjąc się przed zazdrosnym wzrokiem innych. Podczas przyjęcia kończącego pielgrzymkę Christine dostaje nagrodę dla najlepszego pielgrzyma, dziękuje za łaskę zdrowia i pierwszy raz od wielu lat przeżywa taniec z przystojnym oficerem. W jego ramionach wyznaje: „Jestem bardzo szczęśliwa”. Niestety chwilę potem kobieta upada. Czuje sztywnienie i ciężkość rąk i nóg, ale próbuje się do tego nie przyznawać. Jej współlokatorka śpieszy z wózkiem. Christine odmawia skorzystania z niego, by za chwilę zmienić zdanie. Przystojny oficer znika, a bohaterka znowu zostaje sam na sam z chorobą. Już nikt nie musi się zastanawiać, dlaczego jej się to przytrafiło, a nie komuś innemu.

Nasze małe cuda codzienne
Jessica Hausner zastanawia się, czym właściwie jest cud i czy jest dla niego miejsce w naszej religijności. Czy zbyt nie upraszczamy życia oczekując uzdrowienia za kilka ,,Zdrowasiek”? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć, że Bóg uzdrowił Christine, ale tylko na chwilę? „W życiu piękne są tylko chwile”, jak mówi znana piosenka, może chodziło właśnie o to jedno zdanie: ,,Jestem bardzo szczęśliwa”. Zgodzi się ze mną każda kobieta, która rzadko ma okazję tańczyć ze wspaniałym mężczyzną, jakie jest to piękne uczucie. Christine oczekiwała uzdrowienia ciała, a miała chorą przede wszystkim duszę. Prawda jest taka, że mnóstwo ludzi mających zdrową duszę cierpi w skamandrze swojej choroby, mimo modlitw przyjaciół i znajomych. Cud to tajemnica nie do pojęcia. Pamiętam, jak mocno modliłam się o cud przed swoją operacją. Żeby nowotwór zniknął, przecież znałam takie przypadki. Nie zniknął, ale Bóg dał mi o wiele więcej. Dał mi mnóstwo małych, codziennych cudów we wspaniałych ludziach, pięknych widokach, niesamowitych koncertach i książkach. Byłabym nieskończenie głupia, gdybym obraziła się na Boga, że nie dał mi cudu uzdrowienia ciała, gdybym nie widziała tych małych cudów każdego dnia mojego życia. Ważniejsze niż zdrowie fizyczne, jest zdrowie duszy opromienionej Bożą miłością, choć tak trudno to pojąć...

Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!