TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Lutego 2026, 23:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czas łaski

Czas łaski

W pierwszą niedzielę wielkopostną Chrystus daje propozycję, w jaki sposób wejść w ten szczególny czas. W Ewangelii słyszymy, że Duch wyprowadził Go na pustynię, gdzie przez 40 dni poddawany był próbie, ale też cieszył się bliskością Boga. Czy my dzisiaj możemy wziąć przykład z Jezusa i wraz z Nim wyjść na pustynię Wielkiego Postu?

Pustynia kojarzy nam się z przestrzenią z dala od ludzi, od cywilizacji, ale pustynia może być po prostu czasem duchowej odnowy, czasem łaski, gdzie każdego dnia na pierwszym miejscu będziemy stawiać Pana Boga. Czas takiej pustyni może nam pomóc odkryc,́ na czym zbudowane jest nasze życie, co stawiamy na pierwszym miejscu i jakimi wartościami kierujemy się w zwyczajnej codzienności. 

Historia bogata jest w różne opowieści o pustelnikach i ich życiu w pustelniach. Już na przełomie III i IV w. na pustynie Egiptu i Bliskiego Wschodu wyruszali pierwsi pustelnicy, by w odosobnieniu i ascezie szukać drogi do zbawienia. Najstarszymi pustelnikami byli: Paweł z Teb i Antoni Opat. Św. Paweł wędrując przez pustynię w poszukiwaniu schronienia natknął się na niewielką grotę, w środku której znajdowało się źródełko i tam postanowił zamieszkać, oddając się pracy i modlitwie. Takich grot i miejsc pustelniczych w świecie znajduje się mnóstwo.także w naszym kraju jest ich więcej, niż nam się wydaje. Są one ukryte są w cieniu drzew, gdzieś na wzniesieniach, czy w całkowitej głuszy.

Czasami jest to już popadający w ruinę domek pustelnika, tak jak np. ten na Mariańskiej Górce na Ziemi Kłodzkiej, czasami są to małe pomieszczenia, jak to na terenie szpitala miejskiego w Kłodzku, gdzie przez lata mieszkał pustelnik. Tych wiekowych pustelni jest niezliczona ilość, ale są też nowe pustelnie, które powstają na naszych oczach i może nie wyglądają tak ascetycznie i nie stoją gdzieś całkiem na odludziu, ale ich przeznaczenie jest takie samo. A i pustelnicy nie wyglądają tak, jak ci z przed wieków. Oczywiście są zakony i pojedyncze osoby życia konsekrowanego, które wybierają życie w pustelni, ale dziś pustelnikiem może stać się każdy choćby na kilka dni, czy nawet kilka godzin. Takich miejsc w Polsce jest naprawdę wiele. Zarówno prowadzonych przez zgromadzenia zakonne, jak i osoby świeckie. 

Największa i jedyna taka w Polsce

Pustelnia ta położona jest pod Białym Borem w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Jest to przestrzeń, gdzie każdy człowiek może odzyskiwać siły przy Jezusie. Odbywa się to w bliskości Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, w otoczeniu niezwykłej przyrody, daleko od ludzi. Pustelnia Bożego Miłosierdzia została uroczyście otwarta w uroczystość świętych Piotra i Pawła, 29 czerwca 2021 r. Mszę św. w Kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, która jest centrum Pustelni, celebrował bp Edward Dajczak. Od tego momentu zamieszkało tam trzech Braci Miłosiernego Pana, którzy opiekują się pustelnią i osobami tam przybywającymi. Pustelnia ta jest jedyną tak dużą w Polsce i miejscem ogólnodostępnym dla każdego, kto szuka ciszy i zapomnienia w modlitwie. 

Innym niezwykłym miejscem życia pustelniczego jest Monaster Najświętszej Dziewicy na Pustyni w Grabowcu. Miejsce to znajduje się na Kaszubach w głębi lasu. I jak pisze Dorota Porzucek, która prowadzi bloga: VICONA, Monaster ten jest jedynym miejscem tej wspólnoty zakonnej w Polsce. Macierzysty klasztor wspólnoty mieści się w Grand-Chartreuse koło Grenoble we Francji. Uznana za rodzinę monastyczną na prawie papieskim, wspólnota jest instytucją całkowicie przyporządkowaną kontemplacji. Rytm życia w monasterze wyznaczają modlitwa i praca.

Dalej możemy przeczytać, że w Grabowcu funkcjonuje on już blisko 28 lat. Jest to miejsce ciszy, milczenia, pełne modlitwy, ale nie całkowicie zamknięte dla świeckich. Można tam zamieszkać na kilka dni w eremie, w jednej z cel, gdzie kiedyś mieszkały siostry (niektóre nadal tam mieszkają) zanim ukończono budowę monasteru i wybudowano dla każdej małe domki – pustelnie. Cela przypomina małe mieszkanko. Na piętrze znajduje się pomieszczenie z łóżkiem i dwoma stołami. Jeden stół służy do jedzenie, a drugi do pracy. Jest tam też mała szafa i mikrołazienka. Na dole znajduje się pokój, w którym jest urządzona kaplica. Aneksu kuchennego nie ma. Jedzenie dostaje się do celi i spożywa w samotności.

O ile to możliwe, siostry w samotności wykonują także swoją pracę, którą jest najczęściej rękodzieło. Piszą ikony, zdobią ceramikę i rzeźby sakralne, przygotowują medaliki i różańce, przepisują święte teksty, pracują w ogrodzie. Niektóre z nich kontaktują się z osobami odwiedzającymi klasztor, przyjmują gości w części dla nich dostępnej, rozmawiają z nimi. Inne zaś żyją w odosobnieniu w niedostępnej części monasteru. Takich miejsc prowadzonych przez siostry zakonne czy braci zakonnych możemy znaleźć jeszcze więcej, ale jak wspomniałam są miejsca prowadzone przez osoby świeckie i tu przykładem jest pustelnia w Nowym Belęcinie. 

Chata na skraju 

„Jeżeli nie rozumiesz mojego milczenia, nigdy nie zrozumiesz moich słów” - to motto streszcza sens miejsca, które powstało dzięki Bożej Opatrzności i widnieje przy drodze do pustelni w Annaya, gdzie żył i umarł św. Szarbel z Libanu. To motto widnieje też przy drodze do pustelni w Nowym Belęcinie. Miejsce to powstało, jak mówi Longina Szulc, jako odpowiedzieć na pragnienia i tęsknoty ludzkich serc. Wraz z mężem zbudowali je na terenie swojego gospodarstwa agroturystycznego. – Pustelnia, której od początku patronuje św. Szarbel, maronicki mnich i pustelnik z Libanu zaistniała z łaski Boga, w miejscu wybranym i podarowanym przez Niego, w oddaleniu od głównych zabudowań i w otoczeniu nieskażonej przyrody. Została poświęcona 15 maja 2015 r. przez o. Charbela Beiroutchy, kustosza grobu św. Szarbela w Annaya za wiedzą i błogosławieństwem ks. abpa Stanisława Gądeckiego, metropolity poznańskiego i tym samym oddana niejako Kościołowi, by służyła dla dobra Bożego ludu – podkreśla pani Longina, która wraz z małżonkiem chcą, by to miejsce osobne służyło każdemu człowiekowi, który pozwoli wyprowadzić się na pustynię, aby Ten, który go umiłował, mógł mówić do jego serca. Do przeżycia swojej pustyni zarówno ludzi świeckich, jak i duchownych, poszukujących ciszy sprzyjającej modlitwie i rozmyślaniu. Pragną, by ten czas spędzony w Pustelni św. Szarbela, był dla każdego czasem łaski, czasem odzyskanym i błogosławionym.

Pani Longina opowiadając, jak zrodził się pomysł utworzenia takiego miejsca, wyznała, że często, kiedy jako młode małżeństwo przeżywali w domu trudne chwile, chowali się na końcu sadu, aby tam w ukryciu przed całym światem, móc spokojnie porozmawiać i trochę odetchnąć. – Nie przypuszczaliśmy, że wiele lat później, dokładnie na tym samym miejscu, powstanie mała chatka, która przyciągnie też wielu innych, tak samo stęsknionych tej ciszy i duchowego oddechu jak my – podkreśla pani Longina dodając, że przez te lata takich osób było już ponad dziewięć tysięcy. Dalej pani Longina zaznacza, że wiele z tych osób po powrocie z belęcińskiej pustelni, nazywanej czasem „polskim Libanem” podzieliło się świadectwami swoich przeżyć i łask otrzymanych za wstawiennictwem św. Szarbela.

- Wracając do pomysłu budowy pustelni muszę podkreślić, że nie zrodził się on w jeden dzień, a kiełkował powoli. Pierwszą iskierką, która rozpaliła cały ciąg wydarzeń, była po prostu wiara w siłę wstawiennictwa świętego pustelnika. Jednym z takich wydarzeń była pomoc znajomemu, który chorował i wtedy wraz z mężem podjęliśmy wyzwanie, by wzbudzić w nim silną wiarę, co ostatecznie zaowocowało jego cudownym uzdrowieniem – wyznaje pani Longina.

Dalej pani Longina wspomina, że jej mąż Wiesław od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem wybudowania „czegoś” na terenie gospodarstwa, ale nie rozumiał wtedy jeszcze swojego pragnienia. – Potwierdzenie swojego pragnienia odczytał dzięki opiekunowi wspólnoty oratorian, którym był ks. Dariusz Dąbrowski COr, wielki czciciel Świętego Szarbela. On to podsunął mu myśl zbudowania pustelni imienia świętego.

Pan Wiesław prawie wszystko wykonał samodzielnie, nawet meble. Wnętrze wyposażone  jest we wszystko, co niezbędne, aby móc spędzić w nim kilka dni. Jest łazienka z prysznicem, aneks kuchenny z małą lodówką i kuchenką, grzejnik i oczywiście łóżko. Jest ołtarz, nad którym wisi stary krzyż i obraz świętego. Nie mogło zbraknąć również patrona miejsca, który jest w tym domku w znaku relikwii, a także jest tam i olej św. Szarbela. Ponadto jest kadzielnica, klęcznik, półka z książkami i modlitewnikami. W ostatnim czasie pustelnia wzbogaciła się też o szaty liturgiczne i wszystko, co konieczne, aby przebywający w pustelni kapłani mogli odprawiać Mszę św. 

Państwo Szulc w 2021 r. z rąk abpa Stanisława Gądeckiego otrzymali nagrodę Optime Merito Archidioecesis Posnaniensis (Wielce Zasłużony dla Archidiecezji Poznańskiej). Wręczając nagrodę, ks. arcybiskup powiedział m.in. że nagroda ta jest wyrazem wdzięczności za wierną służbę archidiecezji poznańskiej, przejawiającą się w ofiarnym prowadzeniu ośrodka „Pustelnia Świętego Szarbela” i za zaangażowanie w działania ewangelizacyjne, jak również dziękując za ciągły budujący przykład miłości do wspólnoty Kościoła.

Jeśli kogoś zachęciliśmy kogoś do skorzystania z pobytu w pustelni, to zaznaczę, że na stronie: chata.leszczynskie.net państwo Szulc piszą, że koszty pobytu w „Chacie na Skraju” ustala się indywidualnie. Wszystko jest do uzgodnienia i negocjacji. Goście mogą sami przygotowywać posiłki korzystając ze świeżych produktów pochodzących z gospodarstwa. Mogą też zamówić tradycyjny, wiejski obiad przygotowany przez gospodarzy. Do chaty można przyjechać samemu albo z kimś bliskim. Codziennie przez cały rok. - Każdy, kto raz zakosztował gościny w „Chacie na Skraju” tęskni za nią i chce tutaj wrócić  - podkreśla pani Longina dodając, że w promieniu kilku kilometrów od chaty znajdują się jeziora i wiele zabytkowych obiektów. 

Arleta Wencwel-Plata
Zdjęcia Chaty na skraju: Dorota Porzucek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!