TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Sierpnia 2019, 16:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czarnobyl jakiego nie znacie cz. 2

Czarnobyl jakiego nie znacie cz. 2

Wtedy byłem komunistą i ateistą - wspomina Jurij Andrejew, inżynier z elektrowni atomowej w Czarnobylu. - Ale potem zrozumiałem, że to Bóg pomógł nam przetrwać to wszystko.

Jurij Andriejew, sekretarz zakładowej organizacji partyjnej w elektrowni atomowej w Czarnobylu, znany był powszechnie jako zagorzały komunista i zdeklarowany ateista. Wskutek wybuchu czarnobylskiego reaktora, który miał miejsce 26 kwietnia 1986 roku, podobnie jak wielu innych pracowników elektrowni, zapadł na chorobę popromienną. Mimo tego, iż szybko trafił do szpitala, lekarze nie kryli przed nim, że nie zdołają go uratować. Dawka promieniowania, która przeniknęła jego ciało, była tak duża, że medycy mówili mu wprost, iż dziwią się, że jeszcze nie umarł. Stojąc u progu śmierci, Andriejew był gotów oddać wszystko, by choć trochę przedłużyć swoje życie, ale nawet najlepsza klinika na świecie nie była w stanie odwrócić jego losu. Poparzony i osłabiony chorobą Jurij w zasadzie wciąż spał. Ku zaskoczeniu jego samego, wciąż śnił mu się ten sam sen. I był to sen, który nie miał prawa przyśnić się niewierzącemu komuniście.

Drzewo w kształcie krzyża

Jurij widział w nim ikonę w centrum, której unosił się nad ziemią, na obłoku Chrystus. Po jego lewej stronie widniała Jego Matka, a po prawej Archanioł Michał z mieczem i tarczą w dłoniach. Z ziemi wyrastało zagadkowe drzewo, wyglądające jak krzyż, który wypuścił gałęzie. Drzewo było w dodatku całkiem płaskie. Mijały kolejne dni i noce, a Andriejew wciąż żył. Wciąż śnił o ikonie z drzewem przypominającym krzyż i zastanawiał się, dlaczego ów sen się powtarza? Jego ateizm, zwłaszcza, że był w obliczu śmierci, zaczął topnieć od kontemplacji sennej ikony. Inżynier uznał, że nie może jej obrazu zabrać ze sobą do grobu i rozpoczął starania o to, by ktoś go namalował według jego wskazówek. Mimo, iż nie wiele z tego wszystkiego rozumiał. Spełniono jego prośbę, znaleziono malarza ikon, który zgodził się namalować obraz, a prawosławny duchowny Nikolaj Jakuszyn, dodatkowo przekazał opowieść o śniącym niezwykły sen sekretarzu metropolicie kijowskiemu Wołodymirowi. Czas mijał, a Jurij wciąż żył. - Przyjąłem dawkę promieniowania, która powinna była mnie zabić - wspominał ze łzami w oczach w 2010 roku. - Sądziłem, że nie minie wiele czasu, nim moja rodzina zostanie sama.
Anriejew o mało nie stracił życia w momencie eksplozji. Swoją zmianę w elektrowni zakończył na godzinę i 23 minuty przed potężnym wybuchem, który zniszczył czwarty reaktor. Kiedy zabójcze substancje radioaktywne zaczęły przedostawać się do atmosfery, Jurij znajdował się niecałe trzy kilometry od kompleksu. Kilka godzin później wrócił jednak z trzema kolegami do elektrowni, pojawiło się bowiem zagrożenie wybuchem drugiego reaktora. Gdy walczyli o jego odłączenie, sygnały alarmu migały na czerwono, a woda wlewała się do pomieszczeń kontrolnych. Na szczęście - nie tylko dla Andrejewa, ale i całej ludzkości - udało im się. Malarz namalował ikonę. Po prawej stronie drzewa w kształcie krzyża umieścił grupę ludzi symbolizującą tych, którzy przeżyli katastrofę, a po lewej dusze tych, którzy w wskutek jej zginęli. Nad tymi drugimi namalował też spadającą „gwiazdę piołunu”, która na pierwszy rzut oka kojarzyć się może z betlejemską. Gdy obraz był gotowy Jurij nieoczekiwanie wyzdrowiał.

Nuklearne ukrzyżowanie

W trakcie procesu usuwania skutków katastrofy, zapadła m.in. decyzja o wycięciu tzw. „Czerwonego lasu”. Był on oddalony od elektrowni o dwa kilometry, a jego drzewa całkowicie zostały zniszczone przez promieniowanie. W trakcie wycinki, na skraju lasu, robotnicy natknęli się na starą sosnę, której nie mieli śmiałości ściąć, bo… wyglądała jak żywy krzyż. Nie wiedzieli jeszcze o tym, że identyczne, niezwykłe drzewo znalazło się już na ikonie malowanej na prośbę Jurija Andriejewa przez Vladislava Goretskiego. Przed katastrofą sosna wyglądała jak każde inne drzewo, ale wskutek pierwszego i drugiego wybuchu reaktora (w wielkim uproszczeniu) zmieniła kształt przybierając formę płaskiego niemal krzyża. Przywołując fakt, że krzyż Chrystusa był wykonany z drzewa sosnowego, duchowni ukraińscy nazwali niezwykłą sosnę z czarnobylskiego lasu - krzyżem na którym dokonało się nuklearne ukrzyżowanie. Sosna nie została wycięta i do niedawna można ją było oglądać pod Czarnobylem. Obecnie istnieje, ale jest już przewrócona. Piszę „można było oglądać”, bo funkcjonuje dziś prężnie coś takiego jak „czarnobylska turystyka”, a opuszczone Czarnobyl i Prypeć nazywane są w świecie „toksyczną atrakcją turystyczną”. Wycieczki turystyczne przeznaczone są jednak tylko dla odważnych. Muszą oni podpisać oświadczenie zwalniające organizatorów z odpowiedzialności za ewentualne schorzenia popromienne. Obwożeni z zawrotną prędkością turyści są instruowani, by nie dotykać skażonych roślin ani metalowych konstrukcji, po czym oglądają przez chwilę zniszczony czwarty reaktor. Podchodzą bardzo blisko, a trzymane przez przewodników liczniki Geigera zaczynają pikać coraz intensywniej… Najbardziej fascynującą „atrakcją” nie jest jednak zburzona elektrownia, a pobliskie wymarłe miasto Prypeć. Turyści mogą przejść zawalonymi gruzem korytarzami miejscowego Pałacu Kultury, obejrzeć zdewastowany olimpijski basen i zwiedzić przerażające, opustoszałe sale jednej z największych tutejszych szkół. Na podłodze szkolnej stołówki leżą setki masek gazowych, a na ścianach wciąż wiszą sowieckie plakaty propagandowe. Czasami można zobaczyć też lalki, porzucone w pośpiechu przez dzieci w czasie ewakuacji ćwierć wieku temu. Jurij Andriejew mieszkał wraz z rodziną w Prypeci, przyznaje, że kiedy wrócił tu kilka lat temu, był zdruzgotany.
- Gdy pojechałem tam w latach 90. XX wieku zobaczyć moje dawne mieszkanie, aż ścisnęło mnie w środku - wspominał. - Spojrzałem na wszystko, co kiedyś było mi tak bliskie, i zrozumiałem, jak wiele straciliśmy.
Andriejew, żyje do dziś, ma 81 lat i kieruje organizacją reprezentującą 450 tysięcy poszkodowanych przez ową tragedię osób.  

 Aleksandra Polewska-Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!