TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 01:16
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cud w stolicy Prus

Cud w stolicy Prus

Jan Matejko, Koronacja Bolesława Chrobrego

Mija właśnie 1000 lat od pierwszej koronacji polskiego władcy. Okres rządów Bolesława Chrobrego, bo oczywiście o nim mowa, to także czas pierwszych cudów w naszych dziejach. Oto drugi z nich.

Jak podają staropolskie przekazy, biskup Wojciech, pierwszy święty polskiego Kościoła i pierwszy patron naszej ojczyzny, zginął 23 kwietnia 997 roku z ręki Prusa imieniem Sicco. Według jednego ze źródeł, ciału biskupa odcięto głowę i nabito na pal. Jego towarzyszy jednak oszczędzono i odesłano do Polski. Później głowę Wojciecha zdjął potajemnie z pala nieznany Pomorzanin i przewiózł do Gniezna.

Według innych podań kompletne ciało męczennika Prusowie zgodzili się odsprzedać Bolesławowi Chrobremu za cenę, która znacząco zubożyłaby jego i tak skromny skarbiec. Ponieważ jednak pierwszy polski król miał szczere pragnienie sprowadzenia szczątków wspaniałego biskupa do stolicy swego kraju, a Bóg – który, jak mówi Biblia, przenika serce i nerki – doskonale o tym wiedział, postanowił dopomóc Bolesławowi i uczynił przy wykupie ciała Wojciecha cud. Większość średniowiecznych i renesansowych źródeł pisanych i podań ustnych zgadza się co do istoty owej historii. Rozbieżności dotyczą wyłącznie szczegółów. Nim jednak do omówienia ich przejdziemy, sprawdźmy co napisał na ten temat w pierwszej polskiej kronice, pierwszy polski dziejopis.

Gall o relikwiach Wojciecha

Gall Anonim pisze o Wojciechu i wykupieniu jego ciała od Prusów, powiedziałabym nader oszczędnie, w dodatku na marginesie wysławiania zasług Bolesława Chrobrego i nie wspominając ani słowem o jakimkolwiek związanym z tym cudzie. A zapis ów brzmi następująco: „On to również (Chrobry – przyp. autorki), gdy przybył doń św. Wojciech, doznawszy wielu krzywd w długiej wędrówce, a [poprzednio] od własnego buntowniczego ludu czeskiego - przyjął go z wielkim uszanowaniem i wiernie wypełniał jego pouczenia i zarządzenia. Święty zaś męczennik płonąc ogniem miłości i pragnieniem głoszenia wiary, skoro spostrzegł, że już nieco rozkrzewiła się w Polsce wiara i wzrósł Kościół Święty, bez trwogi udał się do Prus i tam męczeństwem dopełnił swego zawodu. Później zaś ciało jego Bolesław wykupił na wagę złota od owych Prusów i umieścił (je) z należytą czcią w siedzibie metropolitalnej w Gnieźnie”.

Ciało bez ciężaru

Zdecydowanie więcej i co istotne – z należytym podkreśleniem cudu jaki zdarzyć się miał przy wykupie ciała męczennika – odnotował, całe stulecia później, w swych „Rocznikach” Jan Długosz. Kronikarz ten już na wstępie relacji dotyczącej relikwii czeskiego biskupa zaznacza, iż Prusacy świetnie zdawali sobie sprawę z tego, jak bliski chrześcijańskiemu, polskiemu władcy był misjonarz, którego zabili i postanowili ów fakt skrzętnie wykorzystać. Wysłali więc swych posłów do Bolesława z propozycją, że oddadzą mu ciało Bożego Męża za tyle srebra, ile ważyć będą szczątki przyszłego świętego.

Długosz dodaje, iż pruscy posłowie, którzy przybyli na dwór Chrobrego zachowywali się niezwykle zuchwale i drwiąco, a sam władca, choć znieść tego nie mógł, dzielnie zaciskał zęby, by najpierw odzyskać relikwie Wojciecha, a dopiero potem zemścić się na Prusakach za ich pyszny i niestosowny sposób bycia w jego pałacu. Tak czy inaczej jednak książę Bolesław, nakazał otworzyć swe książęce skarbce, których zawartość nie wyglądała zbyt imponująco, załadować srebro na wóz i pod eskortą rycerstwa dowieść je bezpiecznie do Prus. Całej tej osobliwej transakcji przewodzić mieli wybrani przez księcia polskiego księża.

Gdy delegacja książęca dotarła do stolicy Prus, którą Długosz nazywa Romowe, żądni wzbogacenia Prusacy nakazali Polakom wsypać na jedną z wagowych szal przywiezione srebro, a gdy przybysze to uczynili, oni sami wydobyli ciało Wojciecha z grobu i ułożyli je na drugiej szali. (Długosz wspomina przy okazji, że ciało to nosiło ślady męki i wydawało cudowną, przyjemną woń). Polscy delegaci z niepokojem oczekiwali na reakcję wagi. Ku zdumieniu wszystkich waga wskazała tak nikły ciężar szczątków św. Wojciecha, że Polacy owe przywiezione do Prus srebro niemal w całości zabrali na powrót do Polski. I ciało czeskiego biskupa naturalnie również.

Kronikarz wtrąca między wierszami, że choć Prusacy nie byli oczywiście zadowoleni z takiego obrotu sprawy, pozwolili Polakom zabrać i zabitego misjonarza i srebro, bowiem przestraszyli się mocy Boga chrześcijan. A poza tym – zaznacza nasz najsłynniejszy dziejopis – było im niezręcznie gwałcić postanowienia umowy, którą sami Chrobremu zaproponowali.

Legendarny wdowi grosz

Istnieje jeszcze jedna wersja historii wykupu ciała czeskiego biskupa z rąk Prusaków i ta właśnie jest chyba najbardziej rozpowszechniona. Nim jednak do niej przejdę, chciałabym zauważyć, że w różnych osłonach tej opowieści występują różne środki płatnicze. W jednej – tak jak choćby u Jana Długosza – ceną za relikwie Wojciecha jest srebro. W innych złoto, a w jeszcze innych po prostu pieniądze zwane przez przytaczających podanie w bardzo różny sposób: od grosików, poprzez denary, aż po dukaty.

W najpopularniejszej wersji cudownego wykupu ciała św. Wojciecha pojawia się ni stąd ni zowąd tajemnicza wdowa. Nie wiemy, czy jest Polką, czy sympatyzującą z chrześcijanami Prusaczką. Dowiadujemy się tylko, że owa kobieta obserwując całą transakcję, widząc przy tym, że Prusacy próbują oszukać Polaków przy ważeniu skrytym obciążaniem szali z ciałem męczennika postanawia rzucić na szalę ze srebrem, którego jest za mało, swój przysłowiowy wdowi grosz. Gdy go rzuca prawa fizyki przestają działać. Grosik staje się nadnaturalnie ciężki. Przeważa szale i Polacy dzięki temu odzyskują ciało swego ukochanego misjonarza.

Tekst Aleksandra Polewska-Wianecka

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!