TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 09 Kwietnia 2020, 21:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Co z tym filmem?

Co z tym filmem?

Jako autorka scenariusza do zapowiadanego od ponad roku filmu fabularnego o św. Józefie Kaliskim, tytułowe pytanie słyszę bardzo często. Zwłaszcza ostatnio.W związku z tym czuję się w obowiązku odpowiedzieć na nie wyczerpująco.

Po pierwsze prace nad filmem trwają nieprzerwanie i z pełną odpowiedzialnością pragnę zdementować pogłoski, jakoby projekt upadł. W tym miejscu, jestem też zmuszona przywołać banalną prawdę, iż prace nad filmem zajmują sporo czasu. Czasami rok, dwa. Czasami dłużej. Ile dłużej? Philip Gröning, reżyser i pomysłodawca głośnego dokumentalnego obrazu „Wielka cisza”, będącym ruchomą ilustracją życia monastycznego na przykładzie zakonu kartuzów - zgromadzenia o charakterze kontemplacyjnym, o surowej regule, na jego realizację czekał ponad 16 lat. Wszystko dlatego, że potrzebował zgody zakonników na jego nakręcenie, a zakonnicy potrzebowali czasu na to, by nabrać do reżysera zaufania, a zarazem przekonania, że film jest wart zrobienia. Cóż, być może powyższy przykład jest raczej z gatunku tych ekstremalnych, nie mniej, świetnie pokazuje, że praca nad filmem „trochę” potrwać musi. Obiecuję, że od czasu do czasu, podrzucać będę na łamy „Opiekuna” kolejne doniesienia z filmowego frontu (mam nadzieję, że wkrótce także ze zdjęciami z planu), a tymczasem przypomnę, o czym będzie on mówił. I, że film ten powstaje jako pokłosie Nadzwyczajnego Roku Świętego Józefa Kaliskiego oraz że jego produkcją zajmuje się Rafael Film z Krakowa.


Film bardzo kaliski
Lubię powtarzać, że Kalisz będzie ukazany w tym filmie, co najmniej tak pięknie, jak Sandomierz w „Ojcu Mateuszu”. Główni bohaterowie to kaliszanie. Niektórzy z nich mieszkają przy Placu św. Józefa, niektórzy pracują w Restauracji św. Józefa, jeszcze inni są powiązani z kulturalnymi ośrodkami miasta. Akcja rozgrywa się w marcu, który jak wiadomo, i to nie tylko w Kaliszu, określany jest jako miesiąc św. Józefa. Wszystko rozpocznie się 1 marca, a zakończy w dniu imienin św. Patrona miasta, czyli 19 marca. Osią filmu jest historia rozpadającego się małżeństwa. Dwoje mieszkańców Kalisza, doskonale znający moc św. Józefa, pobierają się z miłości, zostają szczęśliwymi rodzicami i pracują realizując swoje pasje. W pracy czują się spełnieni, jednak wolne zawody, które oboje wykonują, nie dają im stabilizacji finansowej ani bytowej. W związku z tym główna bohaterka, Dominika, pragnąc ratować skąpy domowy budżet, dorabia, gdzie może. Robi to aż do dnia, w którym zakochuje się w atrakcyjnym i zamożnym pracodawcy, który robi wszystko, by zdobyć jej względy. Kobieta wyprowadza się z domu, pozostawiając 10-letniego syna pod opieką męża Roberta i wkrótce składa pozew o rozwód. Robert, którego praca wiążę się m. in. z osobą św. Józefa Kaliskiego, słyszy od znajomych pytania o to, czy nie czuje się przez Świętego oszukany. Czy nie ma pretensji do największego Patrona rodzin, o to, że nie uratował jego małżeństwa od rozpadu? Tymczasem Robert, by jako tako funkcjonować ucieka w pracę i chcąc nie chcąc, trwa z racji obowiązków zawodowych przy św. Józefie, mimo że po ludzku, nie ma żadnej nadziei na ocalenie jego rodziny. Historia cudu (niezwykle finezyjnego swoją drogą), jaki zdarza się wówczas w jego życiu, jest prawdziwa i miała miejsce w ciągu ostatniej dekady. Imiona i nazwiska głównych bohaterów są zmienione, zmodyfikowane zostały również na użytek scenariusza, okoliczności towarzyszące cudowi, którego cała trójka doświadczyła. Dlaczego? Tego widzowie domyślą się bez trudu sami, gdy obejrzą film. Wiodąca opowieść nie będzie jedyną historią prawdziwą w tym filmie, bowiem dokładnie wszystkie, ujęte w scenariuszu, sytuacje niebiańskich interwencji św. Józefa są autentyczne. Zresztą pojawią się w nim także tego żywe dowody. Nie zabraknie wątków (chciałoby się powiedzieć: klasycznych) związanych z cudownym uwolnieniem więźniów z KL Dachau, czy historią powstania cudownego obrazu Świętej Rodziny, jednak przede wszystkim zostaną w nim przedstawione mniej znane, a wcale nie mniej spektakularne, cuda św. Józefa Kaliskiego.

 

Więcej, póki co, zdradzić nie mogę. Ponieważ jednak mamy marzec i w nim największą w roku uroczystość św. Józefa, uchylę rąbka tajemnicy dotyczącego filmowych ciekawostek. Wiele wskazuje na to, że swoje pięć minut będą miały w filmie „Pączki św. Józefa”. Tradycyjnie wypieka się je we Włoszech 18 marca. Ich oryginalna nazwa brzmi: Zeppole di San Giuseppe. A oto przepis na nie:

Składniki na ciasto parzone:
• 300 ml wody
• 225 g mąki pszennej
• 140 g masła
• 350 g jajek (mniej więcej 6 niedużych)
• szczypta soli
Ponadto:
• cukier puder - do oprószenia po wystudzeniu
• wiśnie z gęstego syropu lub zalewy
W garnku zagotować wodę z masłem
i szczyptą soli. Zmniejszyć ogień i na wrzątek jednym ruchem wsypać przesianą mąkę, cały czas energicznie mieszając. Ucierać ciasto, aż będzie gładkie i zacznie odstawać od ścianek garnka. Wystudzić.
Po tym czasie ciasto zmiksować z wbijanymi kolejno jajkami, dodając kolejne jajko po zmiksowaniu uprzedniego. Gotowe ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z końcówką w kształcie gwiazdki. Na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia wyciskać okręgi o średnicy około 8 cm, pozostawiając między nimi przerwy (urosną).
Piec w temperaturze 200ºC przez około 25 minut. Wyjąć, wystudzić na kratce.

Filmowy przysmak: pączki św. Józefa

Krem budyniowy:
• 500 ml mleka
• pół laski wanilii
• 4 duże żółtka
• 50 g mąki pszennej
• 120 g drobnego cukru do wypieków
W garnuszku zagotować mleko z ziarenkami wanilii. Doprowadzić do wrzenia i odstawić na bok.
Cukier utrzeć z żółtkami do białości (np. mikserem z końcówką do ubijania białek), wsypać mąkę i dalej miksować, aż do uzyskania gładkiej pasty.
Pastę wlać do ugotowanego mleka, wymieszać do rozpuszczenia grudek. Postawić na palnik (średnia moc) i zagotować, cały czas mieszając. Gotować, przez około dwie minuty, do zgęstnienia kremu. Przykryć folią spożywczą, w taki sposób by dotykała powierzchni kremu, by nie utworzył się kożuch. Całkowicie wystudzić.
Upieczone ciastka oprószyć pudrem, na każde przy pomocy rękawa cukierniczego wycisnąć krem budyniowy, ozdobić wiśnią.
Z przepisu otrzymuje się około 25 ciastek.

Aleksandra Polewska - Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!