TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Kwietnia 2026, 14:36
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Co daje Kościół światu a co świat Kościołowi?

Co daje Kościół światu a co świat Kościołowi?

Przeczytałem gdzieś nagłówek parafrazujący słowa naszego premiera, który ogłosił, że świat się co prawda wali, ale on na szczęście ma na to receptę. No to jesteśmy uratowani! Wiemy to choćby po stoczniach czy porodówkach. Legendarna skuteczność. Nie czytałem już dalej tylko natychmiast podjąłem postanowienie, że dzisiaj w ogóle nie będę pisał o sprawach polskich. To już wolę się zastosować do hiper rasistowskiego wezwania: „Polska dla Polaków, Ziemia dla ziemniaków, Księżyc dla księży!” Czyli ja na Księżyc!

A okazja ku temu wspaniała, bo z górą 50 lat po tym, jak ludzie opuścili powierzchnię Księżyca, misja Artemis II właśnie zapoczątkowała nowy rozdział w eksploracji kosmosu. Biorący w niej udział astronauci zaproponowali nadanie nazw dwóm kraterom księżycowym, które obserwowali. Kanadyjczyk Jeremy Hansen wyjaśnił, że jeden z nich otrzyma nazwę „Integrity” na cześć ich statku kosmicznego, natomiast dla drugiego, który określili jako „jasną plamę na Księżycu”, zaproponowali imię szczególnie znaczące dla załogi, mianowicie „Carroll”, na cześć zmarłej żony dowódcy misji Reida Wisemana. Czy te nazwy zostaną zaakceptowane przez Międzynarodową Unię Astronomiczną (IAU) to się dopiero okaże. A wy się pewnie zastanawiacie, co mnie naszło, żeby o tych nazwach w ogóle wspominać. Z przyjemnością wyjaśniam.

Pomysł nadawania nazw kraterom nie jest bynajmniej nowy. Setki lat zanim astronauci okrążyli Księżyc, ojcowie jezuici, tak, tak, zakonnicy, zajmujący się astronomią mapowali jego powierzchnię i tworzyli terminologię, którą naukowcy posługują się do dziś. W 1651 r. jezuicki astronom Giovanni Battista Riccioli, współpracując z Francesco Grimaldim, opublikował jedną z pierwszych szczegółowych map księżycowych, nadał nazwy obiektom i wprowadził porządek i spójność do geografii Księżyca. Zamiast nadawać nazwy obiektom arbitralnie, Riccioli czerpał z szerokiej tradycji intelektualnej honorując naukowców, filozofów i astronomów, w tym licznych jezuitów. Niektóre z tych nazw pozostają w użyciu do dziś, wśród nich Clavius, Scheiner, Grimaldi i Kircher (ponad 30 kraterów księżycowych nosi imiona jezuitów, co odzwierciedla wieloletnie zaangażowanie zakonu w odkrycia naukowe). Praca ta była częścią znacznie szerszego zaangażowania jezuitów w nauki ścisłe. I tak choćby Christopher Clavius, matematyk z XVI wieku, przyczynił się do opracowania kalendarza gregoriańskiego łączącego rok liturgiczny Kościoła z cyklami niebieskimi. W kolejnych pokoleniach jezuiccy naukowcy kontynuowali obserwacje i interpretację nieba: Niccolò Zucchi eksperymentował z pierwszymi teleskopami zwierciadlanymi, Christoph Scheiner badał plamy słoneczne, a Francesco de Vico odkrył kilka komet. Niech to może wystarczy i jeśli ktoś umieści Kościół i zacofanie w jednym zdaniu bez skrupułów wyślijcie go na… Księżyc! Niech się douczy.

Trochę im tych wszystkich widoków tam w kosmosie zazdroszczę, ale trzeba wracać na ziemię. Pozostajemy jednak w orbicie badań naukowych. Parę tygodni temu przeczytałem na portalu Agory rozmowę z pewnym psychologiem, który mówił mniej więcej tak: wiem, że wszyscy będą mnie nienawidzić za to co teraz powiem, ale badania naukowe jasno wykazują, że spalenie mostów, czyli zawarcie związku małżeńskiego na zawsze (typu ślub kościelny) sprawia, że nasz mózg znacznie bardziej się stara o utrzymanie tego związku, niż kiedy pozostawiamy sobie otwartą furtkę. No, rozumiem tego pana, że wielbiciele Wyborczej i okolic nie będą szczęśliwi czytając, że jest coś dobrego w ślubie kościelnym, ale z nauką trudno dyskutować. A ta dostarcza kolejnych „niewygodnych” danych.

Uwaga, uwaga! Żonaci mężczyźni i zamężne kobiety, rzadziej niż inni chorują na raka! To nie pleban ze wsi tak twierdzi, ale badania opublikowane na łamach „Cancer Research Communications”. U kobiet ta zależność jest nawet większa niż u mężczyzn. Już wcześniejsze obserwacje sugerowały, że małżeństwo pozytywnie wpływa na zdrowie małżonków, w porównaniu do osób samotnych. Ze statystyk wynika, że małżonkowie zwykle rzadziej chorują i dłużej żyją. Jeśli chodzi o nowotwory, to u małżonków częściej są one wykrywane na wcześniejszym etapie rozwoju, co zwiększa szanse skutecznego leczenia i dłuższego przeżycia. Najnowszymi badaniami objęto osoby w wieku co najmniej 30 lat zamieszkałe w 12 stanach Ameryki, które analizowano w ramach American Community Survey. Tym razem badano samo ryzyko zachorowania na raka. Z tych analiz wynika, że w porównaniu do osób samotnych u żonatych mężczyzn ryzyko choroby nowotworowej spada o 58%, a u zamężnych kobiet jeszcze bardziej, bo o 83%. Zdrowotny efekt małżeństwa kumuluje się wraz z dłuższym stażem związku małżeńskiego. Tak bym sugerował, żeby w ramach kampanii „Planuję długie życie”, oprócz sugerowania różnych badan kontrolnych i zdrowego trybu życia dodać jeszcze i ten postulat: ożeń się! Naprawdę warto!

Nauka jednak niejedno ma imię, bo oto media donoszą, że uczeni pod wodzą prof. Corey’a Bradshawa z Laboratorium Ekologii Głębokiej Flinders University w badaniach na temat globalnego wzrostu populacji ludzkiej alarmują, że „Ziemia przekroczyła już swoją zdolność do zrównoważonego utrzymania populacji globalnej, a nowe badania ostrzegają przed rosnącą presją na bezpieczeństwo żywnościowe, stabilność klimatu i dobrostan człowieka”. Na szczęście, jak mówią „spowolnienie wzrostu populacji i wzrost globalnej świadomości wciąż mogą dać ludzkości nadzieję”. No i obliczyli, że zrównoważona globalna populacja powinna mieć około 2,5 miliarda ludzi, aby każdy żył w granicach ekologicznych i na komfortowych, ekonomicznie bezpiecznych warunkach. Hmmm… Czyli jest nas o jakieś bagatela 6 miliardów za dużo. No i co teraz? Żenić się czy nie? Mieć dzieci, czy nie? Oto jest pytanie. Ja mam rozwiązanie: dopuścić do badań nad Księżycem więcej jezuitów i migiem zaczniemy się tam osiedlać. Nie tylko księża ;)

No to jeszcze na koniec na chwilę do Kościoła. Leon XIV właśnie mianował nowym nuncjuszem apostolskim w Niemczech holenderskiego biskupa Hubertusa van Megena. To ciekawa nominacja, bo van Megen w swoich wypowiedziach promował postawę pro life, krytykował ideologię gender a także przestrzegał Afrykę przed liberalizacją podobną do tej, którą obserwujemy w Europie. We wrześniu 2019 r., podczas wizyty w Nairobi ostrzegał: „Afrykanie mają bardzo szczególny dar, którego nie wolno im utracić. Jeśli go utracicie, pójdziecie tą samą drogą co Zachód, co oznacza koniec funkcjonującego społeczeństwa”. Natomiast podczas konsekracji biskupiej w Kenii w 2024 r. mówił: „Nauki zachodniego społeczeństwa dotyczące aborcji, eutanazji i teorii gender są wyraźnymi symptomami społeczeństwa, które utraciło swój wewnętrzny kompas i dryfuje bezradnie po burzliwym morzu ludzkich pragnień, miotane i osłabione pod każdym względem”. Czy uda mu się wyprostować ścieżki niemieckiej drogi synodalnej? Oby! 

Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!