TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Lutego 2020, 03:51
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cisi bohaterowie

Cisi bohaterowie

We wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, 2 listopada, jak co roku przypominam sobie ciebie, babciu, twoje życie, poświęcenie i bohaterstwo dziadka - żołnierza. Chciałabym żyć tak, jak żyłaś ty. Chciałabym mieć w sobie tyle ciepła, pokory i miłości.

Lubię oglądać rodzinne pamiątki, są przecież cząstką życia. Dziś, kiedy wchodzę do pustego już pokoju, powracają zasłyszane tam historie. Pamiętam, jak babcia, głaszcząc mnie po głowie, powtarzała: ,,Obyś ty, dziecko nie musiała nigdy przeżywać tak straszliwych chwil, obyś nie zaznała okrutnej rzeczywistości wojny i okupacji’’. I wówczas ogarniała ją dziwna zaduma. Pewnie wtedy odtwarzała w pamięci strzały, huki bomb, obrazy ruin i niekończący się lęk przed jutrem. 

W tamten wrzesień wozem odwoziła swojego męża powołanego na front. Szkoda, że nie mogłam go poznać. To przecież mój dziadek. Na wozie siedziało troje małych dzieci, czwarte miało się dopiero urodzić. Wśród nich był mój tata. Miał wtedy trzy lata. To właśnie na stacji kolejowej w Nowych Skalmierzycach przyszło się im pożegnać. Zawsze kiedy próbuję wyobrazić sobie obraz tej chwili, powraca pytanie: co mogli wówczas czuć i co czuły małe, bezbronne, nieświadome niczego dzieci, które tak jak babcia nie przypuszczały, że żegnają się ze swym ojcem na zawsze? Ile w ich sercach musiało być wtedy bólu, ile strachu i niepewności, czy los pozwoli im jeszcze spotkać się kiedyś? Ile musiało być przy tym odwagi i poświęcenia dla ojczyzny. Kiedy babcia opowiadała o tej chwili, pojawiały się w jej oczach łzy, a wzrok kierowała w kierunku stacji, jakby z nadzieją, że nowy pociąg przywiezie jej utraconą na zawsze miłość. I wówczas otwierała wyjątkowy list, który otrzymała po rozstaniu z mężem. Do dziś widzę ten obraz, kiedy wyciąga go ze swej skarbnicy pamiątek. To ostatnie słowa, jakie pozostały po moim dziadku na zżółkniętej już dziś kartce papieru, które mogę rozczytać:

„9 września 1939 rok. Kochana żono, najpierw pozdrawiam Cię serdecznie. Jestem Bogu dzięki zdrowy, czego Tobie życzę. Bardzo za Tobą tęsknię. Ucałuj ode mnie dzieci’.’ To był jedyny i ostatni list, a potem pustka i długie dni oczekiwania w strachu i lęku o dzieci i męża. Co wówczas czuła? Szkoda, że nie mogłam być wtedy przy niej. Dwa lata ciszy, milczenia, niepewności, niespełnionej nadziei. Powtarzała, że tej chwili nie dopuszczała do swoich myśli, choć dobrze wiedziała, że ,,polski żołnierz bój nierówny z wrogiem toczył”. Pamiętam, że z wielkim bólem w oczach podawała mi do ręki ten najbardziej tragiczny w jej życiu list. Jego treści nie zapomnę nigdy:

„Wieś Jeziorno. 16 kwietnia 1941 roku. Szanowna pani Bukowska. Na pocztówkę Pani z dnia 29 marca 1941 roku odpowiadam, że otrzymałem i donoszę Pani, że mąż Pani został zabity w mojej wsi z broni pancernej wojsk niemieckich w dniu 16 września 1939 roku o godzinie 12 w południe i został pochowany przez mego kolegę, poprzedniego sołtysa, który obecnie znajduje się w więzieniu. Ale akta wszystkich poległych znajdują się u mnie i przy nim tylko był taki dowód, tj. kartka, Bukowski Jan, rocznik 1904 Ostrów Wielkopolski. Pieniędzy przy sobie miał 5 zł 62 grosze, które są oddane do Czerwonego Krzyża w Łowiczu. I jak z powyższego wynika, nie można było Panią zawiadomić, gdyż nie było dokładnego adresu. Z początkiem grudnia 1940 roku zwłoki męża zostały wyjęte z grobu przez komisję ekshumacyjną i w trumnie pochowane na cmentarzu wojskowym w Kociszewie, tak że wiadomo, gdzie i czyje zwłoki są pochowane. Czekam odpowiedzi.  Sołtys Brzozowski Władysław, wieś i gmina Jeziorno, powiat i poczta Łowicz. Ps. Szanowna Pani. Jeżeli Pani tą pocztówkę otrzyma, to niech napisze list, co słychać i czy zgadzają się lata. Zaznaczam, że był to Poznański Pułk Artylerii”.

Jak wtedy musiał załamać się jej świat? Jak wiele polskich matek i żon została z czworgiem małych dzieci w biednej izdebce. Ale przecież wiedziała, że śmierć jej męża nie była daremna. A potem nadeszło wysiedlenie w rejony pod Łodzią. Przepełniony pociąg, czworo małych dzieci u swego boku, niepewność jutra. Ile trzeba było mieć sił, by to wszystko przeżyć. Po wojnie wróciła do drewnianego domu, by zrealizować swoje życiowe zadanie.  Wychowała dzieci na dobrych ludzi, choć musiała ciężko pracować od świtu do nocy, by utrzymać rodzinę.

Dzisiaj kiedy myślę o jej życiu, widzę w nim bohaterstwo, wiarę, uczciwość i pracowitość. I wierzę jak ona, że ich ofiara miała sens. Dlatego stojąc w uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny przy grobach, wśród kwiatów i zniczy, jawi mi się przed oczyma obraz ich obojga. Mojej ukochanej babci i kochanego dziadka, którzy złączeni za ręce podążają w kierunku nieba, jak żołnierze z Westerplatte. Ich ręce oplata biało-czerwona flaga, a drogę wskazuje anioł wraz z orłem białym w koronie. ,,Bo nie wszystkim pomógł los, wrócić z leśnych dróg, gdy kwitły bzy’’- jak śpiewały Czerwone Gitary. Ale to właśnie dzięki nim ,,wolna Polska odrodziła się i trwa”. 

Tekst Dorota Bukowska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!