TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Sierpnia 2019, 07:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cicha jedność i modlitwa

Cicha jedność i modlitwa

Słońce na niebie, które osuszało każdą wylaną łzę; pył w powietrzu, który brutalnie pokazał, komu zależy; młodość, która tryskała spontanicznością; flagi, które wzniesione wysoko przypominały biało-czerwony las. Jeśli ktoś był wtedy w Krakowie, stał się tego udziałem.

Nie lubimy przypominać sobie śmierci, czy uroczystości pogrzebowych, bo jest to często rozdrapywanie ran i wypominanie, kogo nie było, kto złożył kondolencje, a kto położył na rozoranej przez grabarza ziemi jeden mały kwiatek. Jednak to ostatnie pożegnanie warto sobie przypomnieć, by odświeżyć w sobie nadzieję, że to pożegnanie jest tak naprawdę powiedzeniem: do zobaczenia.
Dzień pogrzebu Pary Prezydenckiej był chyba najdłuższym dniem, jaki przeżyłem. Nawet nie chodzi o to, że aby zdążyć na autobus, którym jechałem, musiałem wstać około północy, ale wewnętrznie czułem, że każda minuta tej soboty będzie miała wielkie znaczenie. I tak też się stało. Ważne, bym wspomniał, że chęć wyjazdu na tę uroczystość (tak było przynajmniej na początku) nie była zbyt wielka. Entuzjazm to pojawiał się to znikał. Jednak stało się coś niezwykłego i dzisiaj widzę, że Bóg chciał mnie tam mieć. Kiedy razem z moimi znajomymi szliśmy w stronę krakowskiego rynku (a było to ryzykowne, bo liczba miejsc była ograniczona) już wtedy dostrzegłem, że średnia wieku tych, którzy szli w tym samym kierunku nie będzie podobała się mediom. Byli to młodzi ludzie. Kiedy dotarliśmy na miejsce na naszej drodze stanęli panowie policjanci, którzy z wielką dokładnością przeszukiwali plecaki wszystkich przechodzących. Weszliśmy na rynek. Pojawiły się wielkie ekrany, Sukiennice, kościół Mariacki.
Kiedy nadeszła godzina 10.00. na ekranach pojawił się obraz. Cisza… Dwie trumny stanęły w świątyni i pojawił się komunikat, że teraz przez ponad dwie godziny będzie można uczestniczyć w modlitwie. Wtedy właśnie wydarzyło się coś niesamowitego. Tysiące ludzi nieruchomo czekało na modlitwę, na transmisję, na jedno „Ojcze nasz” i „Wieczny odpoczynek”. Cisza… Na wielkich telebimach ukazało się kilka znanych osób i zaczęli rozmawiać. Wszyscy poczuliśmy, jakby ktoś chciał ukraść nam wtedy godność i pozbawić patriotyzmu. W kościele Mariackim śp. Prezydent z Małżonką, a przed murami tysiące ludzi, którym uniemożliwiono wołanie do Boga. Nagle pojawiło się hasło i krzyk ,,wyłączyć, my chcemy się modlić”. Jeden głos przerodził się w tysiące. Wszyscy krzyczeli, mając nadzieję. Udało się. Najpierw zniknął głos tej nieszczęsnej rozmowy z ekranu, następnie obraz. I wtedy się zaczęło. Tłum zaczął śpiewać hymn Polski, następnie: „Z dawna Polski Tyś Królową”. Stałem wśród ludzi oczarowany i zawstydzony ich wiarą. Z prawej strony grupka ludzi odmawiała Różaniec, z lewej inni modlili się Koronką. Znowu ktoś zaintonował hymn Polski i na ekranach ujrzeliśmy obraz z wnętrza kościoła. Nagle, jakby z trzepotem skrzydeł w powietrzu pojawiły się flagi, transparenty, wymalowane podobizny Prezydenta. Dwie godziny modliliśmy się na rynku w Krakowie, czekając na pogrzeb. W tym czasie odśpiewaliśmy przynajmniej kilka razy: „Jeszcze Polska nie zginęła”, odmówiliśmy dziesiątki, jak nie setki: „Zdrowaś Maryjo” i „Dla Jego bolesnej męki”. Cudowne doświadczenie jedności i miłości do Ojczyzny. Młodzi, starsi, dzieci… Wszyscy się modlili.  Gdy nadeszła godzina 14. rozpoczęła się Eucharystia. Tysiące ludzi stłoczonych w marnym cieniu Sukiennic zachowało całkowitą powagę miejsca i sytuacji. Z każdym powiewem gorącego powietrza czułem działanie Ducha Świętego. Przecież to, co tam się działo było takie niemedialne, niepopularne. Młodość i spontaniczność brały górę, nawet w tych starszych. To, co mnie poruszyło to szacunek zgromadzonych tłumów, który wyraził się także w godnym stroju: garnitury, krawaty, sutanny. Dopełnieniem stała się Komunia Święta. Jedność uczniów Chrystusa przyjmujących jedno Ciało; tysiące karmiących się wiernych, którzy modlą się za zmarłą Parę Prezydencką. Wtedy przyszły mi na myśl słowa: ,,z tej śmierci życie tryska”. Coś się faktycznie narodziło, albo dokładnie mówiąc coś w nas wszystkich, we mnie, zostało wskrzeszone. Co to jest? Miłość do Ojczyzny, poczucie jedności Kościoła, troska o Polskę i chęć służby. Kiedy zakończyła się Komunia św. i przeminęły z wiatrem przemówienia polityków, kondukt żałobny ruszył w stronę Wawelu. W tym momencie pojawiły się oklaski, które co chwilę wybuchały jak wulkan, gdy tylko na ekranie pojawiły się trumny lub wspomnienia w formie zdjęć. I znowu cisza… odprowadzaliśmy Parę Prezydencką wzrokiem i sercami. Ta niespotykana procesja zakończyła się. Prezydent wraz z Małżonką wśród wielkich Polaków na wieki. Gdy głos spikera dotarł do naszych uszu: Prezydent jest na Wawelu, ludzie zaczęli klaskać. Ten spontaniczny odruch, który był wyrazem akceptacji miejsca pochówku zdemaskował wszystkie kłamstwa, które słyszeliśmy wcześniej w telewizji.
Podczas pogrzebu zrobiłem wiele zdjęć. Pomogło mi to dostrzec coś bardzo ciekawego: twarze ludzkie przepełnione nadzieją; transparenty krzyczące bezpośredniością; łzy tęsknoty i troski o przyszłość. Kiedy zrobiłem ostatnie zdjęcie i odłożyłem aparat postanowiłem, że pójdę na miejsce odpoczynku Prezydenta. Było to niemożliwe – tłum czekał na otwarcie krypty, tak jakby wszyscy nagle pomyśleli o tym samym: muszę się pokłonić.
Koniec…, a może tak naprawdę początek czegoś zupełnie nowego. Myślę, że ci, których spotkałem tam, w przepięknym Krakowie, nie zapomną. To nie było tylko wzruszenie, emocje, ale coś głębszego, tak bardzo prawdziwego. Bóg chciał, by ci wszyscy ludzie tam byli i bym ja też tam był i na nowo zakochał się w Polsce.   Bo tak naprawę nie ma wolności bez Boga, nie ma Polski bez Boga i nie ma przyszłości bez Boga. Bo z tej śmierci życie tryska.

ks. Łukasz Skoracki

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!