Chrzest od kuchni

Według niedawno opublikowanego rocznika statystycznego Kościoła katolickiego w Polsce jest coraz mniej chrztów, jak to wygląda u Księdza w parafii i w innych, o których Ksiądz słyszał?
Ks. dr Piotr Górski: Na przykładzie mojej parafii mogę pokazać, że w 2025 r. na jednego parafianina, który się urodził, umarło czterech. Pogrzebów miałem około 20, a ochrzciłem pięcioro dzieci. Dla porównania wcześniej w Tursku było rocznie około siedem lub osiem pogrzebów, a chrztów około 15. Wczoraj rozmawialiśmy z księżmi i dzieliliśmy się, że tendencja jest taka: chrztów jest mniej, bo mniej rodzi się dzieci. Ale rodzice w Polsce raczej chcą je chrzcić. To samo dotyczy sakramentu małżeństwa, zawierających sakramentalne małżeństwo jest mniej. Zauważyliśmy, że równocześnie decyzja o przyjęciu sakramentu małżeństwa jest bardziej świadoma. Coraz więcej jest ślubów, które są wyborem wiary, decyzją bycia w Kościele.
Dlaczego rodzice decydują się na chrzest dziecka? Co mówią, gdy przychodzą w tej sprawie do biura parafialnego?
Zawsze jest intencja ochrzczenia dziecka. Jeszcze dominuje to, że ludzie postrzegają ten sakrament jako coś ważnego. Jest w nich potrzeba, by ochrzcić dziecko, ale nie zawsze motywacja jest pogłębiona. Czasem decyzja jest podszyta lękiem, że dziecko nieochrzczone, coś mu się stanie i jeżeli umrze może nie pójść do nieba. W biurze parafialnym rozmawiamy z rodzicami o przygotowaniu do chrztu, jakie są warunki do spełnienia. Jako księża idziemy w takim kierunku, by ludzie mieli świadomość, że chrzest dziecka jest włączeniem go we wspólnotę Kościoła. I naturalną jego konsekwencją jest to, by rodzice byli z dzieckiem w Kościele. Tu jako proboszcz zauważam złotą zasadę: jeżeli rodzice są w Kościele to i dziecko jest w Kościele. Natomiast coraz większe są problemy ze świadomym wyborem rodziców chrzestnych. Chodzi o to, by wybierani byli ludzie, którzy są przywiązani do Boga i wiary.
A jeżeli rodzice mówią wprost: chcemy ochrzcić dziecko, bo dziadkowie lub ktoś inny z bliskiej rodziny na nas naciska? Czy zdaniem Księdza chrzcić w takiej sytuacji czy nie?
Ten problem wiele razy pojawia się w naszych dyskusjach. Pamiętam dokument synodalny archidiecezji poznańskiej i w nim zasadę, która polega na tym, że chrzest jako sakrament udzielony dziecku sam w sobie jest łaską i dobrem dla niego. Dlatego trzeba pokonywać różne trudności i bardziej iść w tym kierunku, by mu chrztu udzielić niż odmówić. Trzeba szukać rozwiązania, nawet jeżeli intencja rodziców nie jest doskonała. Jako proboszcz pracowałem w różnych miejscach, czy ośrodkach wychowawczych. Podejmowaliśmy takie decyzje jak w parafii Świętej Rodziny przy kaliskiej Rogatce, że chrzestną zostawała siostra zakonna, czasami nawet dla kilkorga dzieci, żebyśmy mogli im udzielić chrztu.
Dziecko kiedy dorośnie, nawet jeżeli rodzice czy chrzestni nie przekażą mu wiary w sposób właściwy, zawsze będzie miało łaskę chrztu. Praktyka egzorcystów pokazuje, że pieczęć chrztu jest bardzo ważna w wymiarze duchowym, jest pewnym znamieniem od Boga, włączeniem tego człowieka w życie Chrystusa. Warto więc zawalczyć o to, by udzielić chrztu. Oczywiście zawsze trzeba usunąć pojawiające się wątpliwości i przeszkody.
Ksiądz jako proboszcz jakie stawia wymagania przy chrzcie dziecka, oprócz tego, że rodzice poproszą o jego udzielenie?
W mojej małej parafii wymagania są takie jak wszędzie. Mając doświadczenie pracy w Kaliszu mogę powiedzieć, że posługa na wsi pod tym względem jest prostsza. Z reguły znam rodziców, którzy przychodzą prosić o chrzest. Podstawowym wymogiem jest ich wola, związek z Kościołem, to, że nie są ludźmi, którzy porzucili wiarę, wyrzekli się jej. Rodzice chrzestni - bierzmowani, praktykujący, nie mogą mieć obiektywnych przeszkód, muszą żyć w związku sakramentalnym albo być osobami samotnymi. Jeżeli są z mojej parafii to je znam, a jeżeli spoza niej to proszę o zaświadczenie, że ktoś jest osobą praktykującą. Oczywiście nie zawsze jestem w stanie stwierdzić czy osoba, która przyniosła zaświadczenie z innej parafii rzeczywiście jest praktykująca. Biorę wtedy pod uwagę dojrzałość rodziców. Gdy ktoś przychodzi i prosi o chrzest to jest okazja duszpasterska, by z tymi osobami usiąść, porozmawiać i wyjaśnić, zbudować z nimi głębszą więź.
Zdarzają się rodzice, którzy wybierając chrzestnych kierują się tym, że ma to być ich siostra lub brat i nie patrzą na istniejące przeszkody, na przykład ktoś żyje w związku niesakramentalnym. Jak reagują na odmowę?
Obecnie coraz częściej spotykamy się jako duszpasterze z sytuacją, że ludzie nie wiedzą, dlaczego udziela się chrztu. Świadomość religijna jest coraz mniejsza i zdarza się, że ludzie mylą chrzestnego ze świadkiem na ślubie. Nawet gdzieś przeczytają, że ktoś nie może być chrzestnym tylko świadkiem, jednak nie wiedzą, na czym polega instytucja świadka i że to dwie różne funkcje. Ale jeżeli przedstawi się im z miłością i szacunkiem, że chodzi o dobro dziecka, by choć w sposób minimalny zagwarantować, że usłyszy ono o Jezusie to najczęściej pojawia się zrozumienie, a nawet wdzięczność. Byłem świadkiem sytuacji: rozmowa nie była łatwa i nagle się okazało, że ktoś miał trudne doświadczenia z wizyty w biurze parafialnym. Został potraktowany z góry, skrzyczany. To czasem się zdarza, bo jako księża jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Natomiast sytuacja w biurze parafialnym powinna być okazją, by ludzi bardziej przekonać do wspólnoty Kościoła. Jako ksiądz mam okazać im ojcowskie serce i pokazać, że chcę pomóc. Z drugiej strony nie na wszystko mogę się zgodzić. Nie ze względu na złą wolę, ale ponieważ sakrament ma swój charakter i pewne zasady muszą być spełnione. Czasem ludzie szukają gdzieś indziej według nich łatwiejszego rozwiązania, ale generalnie udaje się wszystko wytłumaczyć.
Co podpowiedziałby Ksiądz tym, którzy mają problem z chrzestnymi?
To czasami naprawdę jest wyzwanie duszpasterskie, by znaleźć choć jednego chrzestnego. Nie wszyscy wiedzą, ale do udzielenia chrztu wystarczy chrzestna lub chrzestny, nie muszą być obydwoje. Chrzestnymi mogą zostać wszyscy oprócz rodziców dziecka. Ja mam chrzestną zupełnie niezwiązaną z rodziną. Jestem najmłodszy, było nas czterech, więc nie było tylu członków rodziny. Chrzestnym może zostać ktoś z przyjaciół rodziny, kto jest osobą wierzącą.
Czy zdarzyło się Księdzu odmówić udzielenia tego sakramentu albo słyszał o takim przypadku?
Stwierdzenie „odmówić” może nie jest właściwe. Jako duszpasterz staram się używać stwierdzenia: „odłożyć chrzest na później”. Słyszałem o sytuacji, że babcia dziecka chciała, by był mu udzielony chrzest. Rodzice nie byli zainteresowani ani związkiem z Kościołem, ani nie zależało im na sakramencie. Natomiast ostateczną decyzję o chrzcie dziecka podejmują rodzice, a nie babcia czy dziadek. Jeżeli rodzice nie są tym zainteresowani, to trzeba decyzję odłożyć, starać się z tymi ludźmi porozmawiać i doprowadzić ich do dojrzałej decyzji. Trzeba przemodlić sprawę, dać im czas na przemyślenie sytuacji. Jeżeli potrzeba zasugerować znalezienie innych chrzestnych.
Mam takie doświadczenie, że większy owoc przynosi serdeczność niż chłodne potraktowanie, bo „nie chodzicie do kościoła”. Ale także trzeba mieć świadomość, że na siłę nikogo nie przyciągnie się do Jezusa. Można zostawić ludzi z dobrym słowem, modlitwą, z otwartymi drzwiami dla nich. Tak czynił Jezus, mówił: jeśli chcesz idź za Mną. Szedł dalej i kto chciał, to za Nim poszedł, a kto chciał to został.
A co z tymi, którzy po wyjaśnieniach twierdzą nadal: „ksiądz musi udzielić mojemu dziecku chrztu”?
Ksiądz nie musi, ma obowiązek strzec tego, by sakramenty były udzielane we właściwy sposób. Przełożenie udzielenia chrztu na inny czas musi być wynikiem troski duszpasterskiej, a nie złej woli czy niechęci. Z drugiej strony ludzie muszą zrozumieć, że jeżeli proboszcz stawia warunki czy wydaje się, że robi problem, utrudnia to nie jest to utrudnianie, ale próba zwrócenia uwagi na rzeczy ważne. Nie chodzi o to, że ktoś ma rentgen w oczach, ale człowiek rozeznaje i widzi, czy podejście do sakramentu jest poważne.
Jest jeszcze co najmniej jedna kwestia związana z tym sakramentem. Chrzest to włączenie we wspólnotę Kościoła, natomiast udziela się go również poza Mszą św., czyli jakby poza tą wspólnotą, dlaczego?
Czasami z racji różnych sytuacji duszpasterskich, na przykład ze względu na stan zdrowia dziecka udzielamy chrztu poza Mszą św. Ale to nie jest reguła. Zawsze staram się namawiać rodziców na chrzest podczas Mszy św., u nas najczęściej w niedzielę na Sumie z uroczystym wprowadzeniem rodziny czekającej w kruchcie kościoła. Potem zachowane są wszystkie znaki i wtedy chrzest ma charakter piękny, uroczysty. To jest korzyść wielowymiarowa. Na czym ona polega? Akcent jest położony na to, że dziecko jest wtedy włączone we wspólnotę Kościoła. Podkreśla się wyjątkowość łaski chrztu. Ludzie widzą też, że jest to radość dla parafii. Przy okazji ksiądz może w homilii przypomnieć wszystkim znaczenie chrztu.
Rozmawia Renata Jurowicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!