TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Października 2020, 12:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Celebryta czy samotny wojownik?

Celebryta czy samotny wojownik?

Ponad rok temu miałam okazję oglądać film o św. Józefie. Produkcja ta wywarła na mnie trwałe wrażenie, pokazując, jaki Józef mógłby być dzisiaj, a jaki na szczęście nie był.

Nie pokuszę się o większą recenzję. Na filmie nieco przysypiałam, a ponowne obejrzenie go jakoś bardzo mnie nie kusi. Cóż zatem sprawiło, że pozostał we mnie aż do teraz? Otóż moją uwagę zwrócił obraz stworzony przez twórców. Bo w tym filmie Józef to jest gość. Prawdziwy celebryta. Scena, w której jako przewodniczący wioski przemawia w imieniu całej społeczności, rzuca na kolana. Albo gdy jest szychą w Egipcie i doradcą faraona. Klasa. Nie jakiś tam mruk, co gęby otworzyć nie potrafi. O nie. Gadane to on miał. Nie wiem, czy twórcy tej produkcji przekopali tony apokryfów i z nich wyciągnęli takie wiadomości, czy było to jednak ich wyobrażenie o tym świętym. Ale zdecydowanie takie przedstawienie św. Józefa gryzie mi się z tym, co czytam w Biblii i co niekiedy słyszałam.
Z pewnością św. Józef nie był człowiekiem słabym czy zalęknionym, jakąś życiową sierotą, która się nie odezwie i da sobą pomiatać. Bóg do takiego przedsięwzięcia musiał wybrać człowieka z charakterem. Niezwykle odważnego, bo niekiedy potrzeba ogromnej odwagi, by być posłusznym woli Bożej bez względu na konsekwencje. Józef te konsekwencje potrafił wziąć na swoje barki. Przyjmując Maryję i jeszcze nienarodzonego Jezusa, przyjął odpowiedzialność za nich - przede wszystkim za ich bezpieczeństwo w najtrudniejszych warunkach. Nie zgrywał cwaniaka, nie „woził się” na fakcie, że Jezus jest Synem Bożym, aby ugrać dla siebie trochę sławy i splendoru. Nie bał się upokorzenia, jakim był poród Maryi w grocie wśród bydła. Zapewnił im schronienie i opiekę. W ciągu dwóch długich podróży - do Egiptu i powrotnej do domu - nie zginęli, nie umarli z głodu, nikt ich nie porwał. Józef spełnił swoje zadanie. Miał odwagę uciec do Egiptu. Bezpieczeństwo małego dziecka okazało się istotniejsze niż męska duma, czy ratowanie własnego ego. Wydaje się, że dzisiaj ta umiejętność odsunięcia na plan dalszy własnych potrzeb i ambicji staje się coraz mniej popularna. Różni trenerzy personalni przekonują, że istotą szczęśliwego życia jest samorealizacja i dbanie o własny komfort. Oczywiście, żadna skrajność nie jest dobra, ale najczęściej to kobiety są gotowe zapomnieć o swoich potrzebach na rzecz najbliższych. W rodzinie Maryi i Józefa to właśnie Opiekun Jezusa całą swoją męską energię angażuje, by otoczyć troską swoją żonę i dziecko, które zostało mu powierzone. Ponadto w swoich decyzjach radzi się wyłącznie Boga. Ma tak ukształtowane sumienie, że to wystarcza.
Nie żalił się na swój los, na niesprzyjające warunki i przeciwności. Gdy wyruszał w drogę do Egiptu, nie wiedział, co go czeka. Nie mógł zamówić noclegów na całej trasie przez Booking.com ani znaleźć najlepszej knajpy dzięki googlom, nie mówiąc już o nawigacji, czy szukaniu znajomych „zameldowanych” w okolicy. Nie prowadził bloga i nie zbierał lajków, serduszek i emotikonek wsparcia. W sytuacji sporej próby jako mężczyzna po ludzku był sam. Nie był celebrytą – był jednym z wielu, biednym Izraelitą i uciekinierem. Swoje oparcie miał jednak w Bogu i Jego woli. Dzięki temu odkrywał, jak bardzo Bóg, któremu zaufał, troszczy się o wszystko. Gdy po powrocie z Egiptu tworzył dla Maryi i Jezusa dom, pracował i opiekował się swoją rodziną. Wypełniał wobec Jezusa powinność ojca, zabierając Go do Jerozolimy czy ucząc modlitwy i psalmów. Jednocześnie każdego dnia patrzył na cud życia Jezusa, Bożego Syna, który coraz bardziej doświadczał więzi łączącej Go z prawdziwym Ojcem. Józef swoje przeżycia mógł dzielić z Maryją, ale pewnie wiele razy stawał z tym wszystkim na samotnej modlitwie przed Bogiem, który wybrał go do tak zadziwiającej roli. Poza Bogiem i Maryją Józef nie miał nikogo, z kim mógłby się podzielić tak szokującą dla społeczności informacją, co zresztą nie przyniosłoby niczego dobrego. Wspólnota religijna czy sąsiedzi żyli zatem w nieświadomości aż do momentu, gdy Jezus zaczął nauczać i działać cuda, a i wówczas byli dość zdystansowani i nieufni wobec tego, co słyszeli i widzieli. Maryja i Józef chroniąc prywatność swego Syna, spisali się świetnie, a dom w Nazarecie doskonale skrywał świętość całej trójki. Być może to dobra inspiracja dla dzisiejszego świata, chwalącego się w Internecie każdym najmniejszym drobiazgiem i największą tajemnicą. Nie musimy żyć na pokaz, jeść na pokaz czy zwiedzać na pokaz. Wielu ludzi absolutnie to nie interesuje, bo są skupieni na udostępnianiu własnych zdjęć i postów.
Św. Józef w swojej specyficznej sytuacji od momentu, gdy dowiedział się o zwiastowaniu Maryi, toczył walkę sam, ale nie samotnie, gdyż miał nieustannie po swojej stronie Tego, który Go powołał. Nie wiem, jakimi psalmami najczęściej się modlił lub w których szukał odpowiedzi, ale z pewnością otwierały go na łaskę, słuchanie Bożego głosu i twarde, konsekwentne wypełnianie Bożej woli. Dawały odwagę i męską siłę w najtrudniejszych chwilach. Nie wiem, czy pilnując spokojnego snu Maryi i Jezusa w czasie długich podróży, modlił się Psalmem 91, ale ten tekst bardzo mi do tych sytuacji pasuje: „Kto mieszka pod opieką Najwyższego, będzie spędzał i noce pod osłoną Boga niebios. Powie Panu: „Jesteś moim schronieniem, moją ucieczką”. To Bóg mój, w Nim pokładam nadzieję. (…) On bowiem może cię osłonić swoimi barkami i pod Jego skrzydłami będziesz mógł ufnie przebywać. Jego troskliwość okryje cię pancerzem. Nie będziesz się bał żadnych strachów nocnych ani pocisków lecących za dnia, ani niczego skradającego się w ciemnościach, ani przykrego wypadku, ani demona działającego w południe” (Ps 91, 1-2,4-6). Józef przylgnął do Boga i Bóg zatroszczył się o niego w każdej sytuacji.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!