TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Września 2021, 16:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Być trzeźwym, to być wolnym

Być trzeźwym, to być wolnym

Wszelkie uzależnienie, w tym od alkoholu, jest zniewoleniem człowieka. Pan Jezus powiedział: …kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu (J 8,34b). - Pijaństwo jest grzechem, a więc zniewoleniem - twierdzi Jacek Gorzelany, psycholog z ośrodka leczenia uzależnień.

O trzeźwości i zgubnych skutkach związanych z jej brakiem, Kościół mówi w nauczaniu od pierwszych wieków istnienia. Już wielcy Ojcowie Kościoła wypowiadali się na ten temat, a Kościół, kierując się troską o człowieka i realizując jego powołania, nieustannie z całą mocą i siłą wspiera działania zmierzające do życia w trzeźwości. Stąd też każdego roku sierpień promowany jest przez Kościół jako miesiąc abstynencji.
Trzeźwość odgrywa w ludzkim życiu dominującą rolę, wpływa na jego rozwój, prawidłowe funkcjonowanie rodziny i społeczeństwa. W naszym kraju, jak podają statystyki jest od 600 do 700 tysięcy alkoholików, czyli 2 % społeczeństwa. Wśród nich są tacy, którzy nadużywają alkoholu i ci, którzy są alkoholikami. Proszę wyjaśnić różnicę między tymi stanami?

Jacek Gorzelany: W ramach obszaru diagnostycznego, wyróżnia się sześć kryteriów, spośród których spełnienie trzech sprawia, że możemy kogoś uznać za osobę uzależnioną. Wśród tych kryteriów jest na przykład: utrata kontroli nad zażywaniem, tak zwany głód alkoholu, zespół abstynencyjny, który występuje przy próbach odstawienia przy dłuższym używaniu. Warto zauważyć, że nawet po jednorazowym spożyciu alkoholu może pojawić się zespól abstynencyjny. Pojawia się także zmiana tolerancji, czyli zmienia się ilość alkoholu potrzebna do uzyskania efektu, czasami ona wzrasta, a czasami maleje. Zdiagnozowanie choć trzech kryteriów z tych sześciu sprawia, że możemy daną osobę uznać za uzależnioną.
Takie jest podejście diagnostyczne. Natomiast podejście światopoglądowe jest takie, że problemy z alkoholem wrzuca się do jednego worka i co najwyżej skaluje się na ile ktoś ma problem. Czyli nie zajmujemy się tym, czy ktoś jest uzależniony czy nie, tylko tym, czy ktoś poniósł jakieś konsekwencje, negatywne skutki w wyniku zażywania alkoholu. Ogólnie jest taki problem, że często czekamy na granicę, w której stwierdzamy, już jestem uzależniony. A właściwie należałoby spojrzeć szerzej. Na przykład, ktoś jechał po pijaku, czy on jest od razu uzależniony? Niekoniecznie, po prostu wieczorem popił, bo miał urodziny, rano go złapali i stracił prawo jazdy na pół roku. No i niestety już trafił do tego przysłowiowego worka mimo, że nie pije cały rok, raz mu się zdarzyło. Oczywiście strata na pół roku „prawka”, to jest mały problem, ale pociąga za sobą wiele innych konsekwencji. I a propos tego rozróżnienia uzależnienia, a nadużywania. Z mojej zawodowej perspektywy ma to drugorzędne znaczenie, mnie bardziej ciekawi co dzieje się z danym człowiekiem, że w ogóle problem wystąpił i po co mu ten problem.

Problem uzależnień to temat rzeka, ale wiadomo, że w każdym przypadku ważne jest ukazywanie dróg wyjścia z sytuacji uzależnień. Osoby, które się upijają, powinny natychmiast rozpocząć walkę o swoją trzeźwość. Jednak wielu z nich uważa, że spożywa alkohol, jako antidotum na problemy, że nie ma problemu z piciem, to tylko lek na stres.
Tak, na tym polega ten dylemat, że ludzie używają różnych substancji, by redukować przeżywane napięcie emocjonalne. Chociaż ten model wydaje się być niewystarczający. Mam takie przekonanie, że ludzie mają problem np. z alkoholem, ponieważ życie dla ich jest bez sensu i co więcej z tym sensem dzisiaj jest ogromny problem. I on jest przedmiotem terapii i my terapeuci zauważamy, że kiedy człowiek znajdzie sens, nie pije. Picie stanowi bowiem formę przetrwalnikową pomiędzy etapami życia. Chodzi o to, że kiedy kończy się dla człowieka pewna rzeczywistość, w której był, żył i czuł się dobrze, a nie zaczęła się kolejna nagle ogarnia go ciemność. I tak naprawdę w tej ciemności trudno żyć bez znieczulenia. Zatem kiedy przychodzi do mnie ktoś, kto ma problem z nałogiem, jak go nie krytykuję, bo to dla wielu jest forma przetrwania w danej rzeczywistości. I to nie jest tylko forma radzenia sobie z napięciem. Wydaje mi się wręcz, że to jest stwierdzenie oskarżające, że nie radzisz sobie z napięciem i pijesz. Ok, ale dlaczego jest to napięcie? A dlatego, bo ta osoba nie widzi sensu, a gdyby go miała to by się nie upijała. I tutaj brakuje mi apelu społecznego o ten sens. Jeśli już mówimy o roli Kościoła w wołaniu o trzeźwość, to pozwolę sobie powiedzieć, że Biskupi wołając o zamknięcie punktów z alkoholem zwracają uwagę jedynie na materialną stronę picia, a ona jest drugorzędna. Pierwszorzędna znajduje się w wymiarze świata wewnętrznego. Patrząc na problem wyjścia z nałogu, patrzę przez pryzmat wyjścia z niewoli. Proszę zauważyć, że naród wybrany z niewoli wychodził poprzez ciemność, w lęku i wszedł w rzeczywistość totalnie nieznaną. I tutaj znajdujemy podpowiedź, że sensem tego narodu stał się sam Bóg. Dzisiejsza rzeczywistość polega na tym, że dzielimy sobie świat na materialny i duchowy, a nie można żyć w rozdwojeniu. Zastanawiamy się jak funkcjonować w tym świecie, jak zarobić coraz więcej, a przy tym być „dobrym” katolikiem. W tym wszystkim zapominamy, że nasze pieniądze, praca, samochód czy dom należą do Boga, jak my sami. I dopóki nie oddamy Mu się całkowicie to niczego nie osiągniemy.

Skoro już mówimy o sensie, czy zauważył pan, że w obecnym czasie, chodzi mi o pandemię, wielu ludzi straciło sens i frustracje topili w alkoholu? Czy pan ze swojej pozycji zauważył, czy rzeczywiście problem jest większy?
Poza tym, że pracuję w ośrodku, który zajmuje się uzależnieniami, zajmuje się również pomocą psychologiczno - psychiatryczną w innym ośrodku. I w każdym z tych obszarów w ostatnim czasie zintensyfikowała się liczba osób zgłaszających się o pomoc. Psychiatrzy pracujący w ośrodku mogliby pracować dzień i noc, tylu jest pacjentów. Jeśli chodzi o poradnie uzależnień, to dotąd nigdy nie było tak, żeby kolejka do poradni się wydłużała, a teraz trzeba trochę czekać na spotkanie z terapeutą. Oczywiście staramy się przyjąć każdego jak najszybciej, by te osoby w dobrym czasie dla nich były przyjęte. Potwierdzając swoją hipotezę, bo to jest tylko hipoteza, gdyż nie znam całej prawdy o sytuacji, która nas otacza, mogę powiedzieć, że w obecnej rzeczywistości gorzej jest ze znalezieniem sensu. Myślę więc, że dlatego dzisiaj dla wielu ludzi życie jest bez sensu, bo jak tu żyć kiedy wirus nie odpuszcza, nie odchodzi. W takiej sytuacji rośnie też liczba osób, które sobie nie radzą. I dlatego odważę się powiedzieć, że nie wystarczy wołać, nie pijcie! Tylko wołajmy o szukanie sensu życia. Ja, będąc w Kościele wiem, jaki jest sens życia. Tym sensem i jedyną prawdą jest Jezus. Przyjmę Go, będę miał sens i będę szczęśliwy, nie przyjmę i będę uciekał w alkohol, sensu widzieć nie będę.


Jak już zostało powiedziane, w tym czasie Kościół w ramach trwającej od 1984 roku inicjatywy zachęca wiernych do zachowania wstrzemięźliwości od napojów alkoholowych. Czy to pomaga w rozwiązywaniu tak wielkiego problemu?
W swojej pracy nie jestem misjonarzem trzeźwości, bo patrzę z innej strony. Są ludzie, którzy mają taką misję, by głosić „nie pijcie alkoholu, picie jest złe”. Myślę wręcz, że wołanie o zaprzestanie picia w tym konkretnym miesiącu to wołanie o heroizm. Krucjata powstała w 1984 roku, jednak czasy się zmieniły, ludzie wyjeżdżają na wakacje, gdzie serwowane są super drinki. I człowiek, który na co dzień nie ma żadnych problemów z alkoholem, będzie tylko degustował. Czy jemu będzie łatwo odmówić sobie tego drinka? Nigdy też nie usłyszałem z ambony: „Jestem Jonaszem”, wzywam was do nawrócenia, pokutujcie, poście za innych, wchodźcie w ascezę, wówczas uratujecie świat. Jeśli Bóg chce, żebyśmy pościli, ok ubieram wór pokutny i poszczę. Ale zobaczmy, nam się wydaje, że to taki fajny miesiąc, ale w praktyce okazuje się, że poszczą od alkoholu ci, którzy nigdy nie piją, babcie i dziadkowie, i ci, którzy naprawdę odkrywają ten heroizm. Jednak to się łączy z wymiarem głęboko duchowym. Ks. Blachnicki zachęcał by to był sierpień, ponieważ wtedy jest Maryja, w którą się wpatrujemy i jej powinniśmy oddawać nasze życie. Mało tego, heroizm nie jest możliwy z nas samych, tylko powinniśmy o niego prosić samego Boga przez Maryję, której sierpień jest poświęcony. Jako niewolnicy prośmy ją, by nas ratowała i wyprosiła łaskę heroizmu, bo sami nie jesteśmy w stanie. I to jest piękne doświadczenie Kościoła, że nawracamy się, bo widzimy, że minął sierpień i zrobiliśmy coś czego po ludzku nie bylibyśmy w stanie osiągnąć. I podkreślę jeszcze raz, że sensem naszego życia jest to, że całkowicie oddamy się Bogu, a On przeprowadzi nas przez życie, również przez okres picia i skruszy moją pychę.

rozmawiała Arleta Wencwel

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!