TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Kwietnia 2026, 22:41
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Być na właściwej drodze | dzień 2

Być na właściwej drodze

Drugi dzień pielgrzymki to 32 kilometry, 27 dziesiątków Różańca, 16 godzin samotności i niemiła siurpryza na zakończenie dnia.

Mam ten wielki dar od Pana Boga, zresztą jeden z wielu, że nie mam najmniejszych problemów ze snem, bez względu na to, czy w łóżku, czy na podłodze, w każdym miejscu i klimacie: przychodzi noc, kładę się spać i śpię – jak zabity – do rana. OK, niektórzy twierdzą, że nie jak zabity, bo chrapię jak jakaś bestia, ale ja… cóż ani tego nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. Bo niby skąd mam wiedzieć, skoro śpię jak zabity? Nie inaczej było i teraz. Wypoczęty ruszam najpierw do katedry, która wczoraj była już zamknięta, żeby zdobyć jakąś pieczątkę w moim paszporcie pielgrzyma, ale nie udaje mi się znaleźć ani księdza, ani pieczątki. Muszę się zadowolić stemplem z pobliskiego baru. A potem prosto na szlak i od samego rana szturmuję do Pana Boga z moimi modlitwami.

Pozwolić pustce zaistnieć

Dzisiaj jest sobota, więc wpadłem na pomysł, że odśpiewam na początek Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, to mi się trochę przypomni klimat wspólnotowego pielgrzymowania na Jasną Górę. Znam je właściwie prawie na pamięć, ale kiedy zaczynam śpiewać okazuje się, że to „prawie” czyni wielką różnicę. Nie idzie mi! Na szczęście mam smartfona, który na pielgrzymce – parafrazując słowa ks. Pawła, którego czytacie na tych łamach – rzeczywiście jest jak scyzoryk z całym mnóstwem różnych funkcji, którego można zawsze użyć w razie potrzeby, ale też tylko wtedy! No i w tym scyzoryczku jest oczywiście parę aplikacji streamingowych, chwila poszukiwań i już w słuchaweczkach płynie piękna wersja „Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę Świętą”, a ja się włączam do chóru. I znowu wydaje mi się, że znam wszystko na pamięć, ale nie sprawdzam, bo z podkładem przynajmniej nie fałszuję. Potem oczywiście modlitwy brewiarzowe, Różańce jeden po drugim, a głowa się kręci, bo jest na co patrzeć. Piękna natura, błękit i zieleń, których ciągle nie mogę się „nachłonąć” po naszej zimie stulecia. A z tymi modlitwami…

Nie chciałbym żebyście myśleli, że to jakieś przechwałki… Kiedy idziesz sam, a telefonu używasz jak scyzoryka, czyli tylko jak czegoś potrzebujesz, a nie do napychania głowy bzdurami, to naprawdę aż się chce modlić! Nie tylko na Camino, ale zawsze jeśli pozwolisz sobie na chwilę ciszy, może nawet takiej pustki, przestrzeni do wypełnienia, której nie wypełniasz byle czym, to zobaczysz jaki wilczy apetyt w tobie rośnie do modlitwy. A jak sobie jeszcze pomyślisz, ilu ludzi cię o nią prosiło, ilu ludziom jesteś ją po prostu winien… Modlitwa po prostu z ciebie wypływa, bez żadnej twojej większej zasługi.

Śladami Karola Wielkiego

Na dzisiejszym szlaku, oprócz wspaniałych krajobrazów parku Macchia di Gattacea i urokliwych miasteczek pełnych historii takich jak Montelibretti (oczywiście skoro Monte coś tam, to znaczy, że trzeba wejść pod górę, a jak już wszedłem to i sobie tam odpocząłem przez dobre pół godzinki) czy Nerola, mijam również stanowisko archeologiczne Podium de Fiora.

Podczas odpoczynku przeczytałem, że w średniowieczu była to osada rolnicza z wieżą obronną, był młyn na rzece i przede wszystkim most, Ponte della Fiora. Jeśli jakiś pielgrzym czy inny podróżnik przechodził tędy w tamtych czasach, to musiał zapłacić myto, ale za to zaraz potem mógł skorzystać z odpoczynku w osterii, czyli karczmie. Mnie nikt nie zaczepił, więc pewnie już nie pobierają opłat, zwłaszcza że jak możecie zobaczyć na zdjęciu, z dawnej wieży obronnej pozostał smutny kikut. No i karczmy też już w okolicy nie ma, ale ja się posiliłem w Montelibretti, więc nie ma problemu. A nawiązując jeszcze do Ponte della Fiora, to po tym moście zmierzał do Rzymu Karol Wielki, aby w Boże Narodzenie 800 roku przyjąć tytuł cesarza z rąk papieża Leona III. Czuję więc na barkach, a prawdę mówiąc, w nogach, ciężar historii, choć nieustannie maszeruję w cudownej samotności. Po św. Franciszku, póki co, żadnych śladów nie ma, choć niewątpliwie musiał tędy wiele razy przechodzić w drodze do Rzymu i z powrotem.

Jak jest po włosku „ulica”?

W miarę upływu dnia, zwłaszcza kiedy po kilku godzinach marszu w pięknym słoneczku znalazłem się po niewłaściwej stronie góry – nie żebym zbłądził, ale po prostu schodzące już ku zachodowi słonko znalazło się po drugiej stronie, a ja w cieniu – zrobiło się chłodno, a myśli pobiegły ku noclegowi, którego oczywiście nigdzie nie zabukowałem. Z oficjalnego opisu trasy wynikało, że powinienem nocować w miejscowości Ponticelli di Scandriglia, ale nijak nie mogłem tam namierzyć żadnej noclegowni. No ale w „scyzoryku” jest booking.com i tam wykupiłem sobie pokój w prywatnym domu przy ulicy Santa Maria delle Grazie, gdzie jest też sanktuarium maryjne. A ponieważ jutro niedziela, to sobie rano wstanę i pójdę do kościoła na Mszę Świętą. Bystrzacha ze mnie, co? Tyle tylko, że kiedy dotarłem na miejsce, nie było tam żadnego domu z pokojami do wynajęcia, a już się ściemniło… Na szczęście miałem już numer telefonu do właściciela.
– Buonasera, jestem klientem, który wykupił pokój, dotarłem na miejsce, ale nie mogę znaleźć pana domu – tłumaczę.
– Nie! – jęknął głos po drugiej stronie. – Ja już nie mogę z tym bookingiem… Pewnie jest pan na VIA Santa Maria delle Grazie?
– Zgadza się – ucieszyłem się, że nic nie namieszałem.
– Tak myślałem. A mój dom jest przy STRADA Santa Maria delle Grazie. Podjedzie pan? To z 10 minut…
– Samochodem pewnie tak, ale ja tu przyszedłem pieszo…
– Pieszo? – głos pana zdradzał zaniepokojenie.
– Tak, jestem pielgrzymem do Asyżu, no i księdzem, nie musi się pan obawiać – wytłumaczyłem.
– Aha, to proszę poczekać, podjadę do pana. Skaranie boskie z tym bookingiem…
Rzeczywiście po kwadransie pan przyjechał i zabrał mnie na nocleg. I to cieszy. Ale jutro musiałbym nadrobić dobrych 15 kilometrów, żeby rano przyjść tu na Mszę i wrócić na szlak… No ale o tym pomyślę jutro, bo dość ma dzień swoich zmartwień. 

ks. Andrzej Antoni Klimek
Film z drogi | dzień 2

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!