TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:34
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Być albo nie być... dobrym?

Być albo nie być... dobrym?

Czy dzisiejsi ludzie – młodzież i wielcy naszego świata, nadal potrafią zdobyć się na dobroć? Czy bardziej cenią sobie człowieka, czy zysk z niego płynący? Jak daleko odeszli od biblijnego wyobrażenia osoby zacnej? Mam nadzieję, że uda mi się w moim artykule odpowiedzieć na niektóre z tych pytań.

Współczesny świat bywa pojmowany bardzo różnie, rzekłbym nawet, że skrajnie. Wynika to z faktu, że ludzie – istoty mające największy wpływ na otoczenie, w którym żyją, czyli właśnie na świat – różnią się bardzo od siebie. Nie potrafią się przez to często porozumieć. Czas wciąż się toczy, a różnice się stale pogłębiają. Mamy dziś czarnych, białych i żółtych, muzułmanów, katolików, buddystów, żydów, ateistów i inne wyznania oraz przekonania w kwestii religii. Możemy też wyróżnić ludzi młodych i starszych, konserwatystów i liberałów, oszustów i sprawiedliwych, gniewnych i spokojnych. Moglibyśmy tak rozgraniczać do końca artykułu, aż doszlibyśmy do wniosku, że nie ma na świecie osoby, z którą nie różniłyby nas jakiekolwiek różnice poglądowe, ale wcale nie o to chodzi.
Kiedy włączymy telewizor, radio, kupimy gazetę lub porozmawiamy z sąsiadem, te różnice się uwidaczniają. One stanowią dla nas atrakcję, budują nasze życie. Lepiej, żeby coś się działo, niż żeby było nudno. Nie ma znaczenia, czy „coś” to sprzeczka polityków, czy wojna całych narodów. Sami często usprawiedliwiamy się przed sobą, mówiąc: „Przecież inni tak robią i się nie martwią”. Być może nie zdajemy sobie sprawy z tego, że myśląc w ten sposób, wzorujemy się na cynicznych ludziach show-biznesu, którzy prężą się i robią ładne miny, żeby tylko nikt nie zauważył, czego chcą naprawdę. Są to w większości konsumenci życia, nie znający idei umiaru, rozpustni i bogaci, często kosztem innych. Jednak zastanówmy się, czy rzeczywiście ich przewaga liczebna nad sprawiedliwymi, dobrymi ludźmi jest na tyle duża, by mogli bez obaw nazywać się panami tego świata…
Gdzieś w zacienionym kącie świata, przy piecyku skonstruowanym w sposób, który pamiętają nasi dziadkowie, w małym, brudnym domku siedzi sobie kilkoro dzieci. Prawie wszystko jest, jak w dziadkowych opowieściach: byle jakie łachmany, stare meble, mimo to kilka uśmiechniętych twarzy dzieciaków siedzących na łóżku patrzy w ekran psującego się telewizora, który trzeba co chwila lekko puknąć z boku, żeby odbierał obraz. Ktoś odrabia lekcje przy stoliku, ze skupieniem rozszyfrowując kolejne zadanie z matmy. Nagle za ścianą słychać płacz matki, jakieś krzyki, trzask pięści o stół – pijacka zabawa rodziców dziś znów kończy się kłótnią. Przy głuchym łoskocie zza ściany, dzieciaki wyłączają telewizor, dziewczyna siedząca przy stoliku odkłada ze złością długopis, spogląda na rodzeństwo. Łzy. Łzy tych dzieci zawsze wywołują u niej taką reakcję. Najpierw uspokaja malutkiego brata, który wystraszył się najbardziej, uśmiecha się mimo gniewu, który w niej wrze. Tylko ona ma tyle rozsądku, by nie powielać błędów rodziców, choć czasami bywa trudno. Tylko ona potrafi się im sprzeciwić, nie dbając o siebie samą. Wstaje, wychodzi z pokoju. Do krzyków dołącza teraz jej głos. Jeszcze kilka pomruków i pijany sąsiad odpowiedzialny za awanturę, chwiejąc się, wychodzi z domu, trzaskając drzwiami. Dziewczyna może teraz wyrzucić ojcu, co ją boli w jego zachowaniu. Pijany nic nie może jej zrobić. Kroki, szczęknięcie klamki. Zła na nich, na siebie i Boga, wchodzi w końcu do pokoju, kryjąc łzy przed rodzeństwem. I znów cicho. Tylko tak jakoś trudno się skupić nad tym zadaniem…
Ilu znamy ludzi potrafiących przełamać prawidłowość zysku, pamiętających o innych? A my? Kim właściwie jesteśmy? Do czego dążymy? Chcemy, żeby lepiej żyło się innym, czy widzimy tylko czubek własnego nosa? To, czego dokonujemy, jest naszą zasługą, czy może ktoś musi nas przywołać do porządku, żebyśmy zauważyli drugiego człowieka? Musimy sami przed sobą odpowiedzieć na te pytania.

Grzegorz

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!