TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Października 2020, 16:17
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Betlejem Świętego Józefa

Betlejem Świętego Józefa

„Nie było dla nich miejsca w gospodzie”- takie lakoniczne zdanie znajdziemy na kartach Ewangelii. Tego doświadczyła rodzina Józefa w Betlejem, gdy na Maryję przyszedł czas rozwiązania. Czy ten zapis nie pozostaje aktualny dzisiaj? Czy codziennie nie możemy zaobserwować takich sytuacji, że dla rodziny, życia, Jezusa nie ma miejsca w „gospodzie” tego świata?

Józef kierowany poczuciem obowiązku wobec ówczesnej władzy udaje się do Betlejem wraz z brzemienną Maryją, aby dać się zapisać, bo pochodził z Betlejem, z rodu Dawida. Udając się z Nazaretu do Betlejem mógł chyba liczyć na życzliwe przyjęcie w swoich rodzinnych stronach. Pamiętał wielu mieszkańców tego miasta ze swego dzieciństwa, wielu pewnie i jego pamiętało. Znał ich chyba dobrze i oni go dobrze znali, mógł więc liczyć na odrobinę życzliwości i pomocy z ich strony. Ale przeliczył się, swoi go nie przyjęli i to wtedy, gdy najbardziej, potrzebował ich pomocy gdy na Maryję przyszedł czas rozwiązania. Oznaki zaawansowanej ciąży u Maryi były zapewne tak bardzo widoczne, że ci, którzy mogli ich gościć obawiali się problemów związanych z porodem i po prostu odsyłali dalej. Jedno jest pewne, tego ubogiego małżeństwa z Nazaretu nikt do gospody nie zapraszał. To małżeństwo spodziewające się dziecka przeszkadzało ówczesnym salonom. Były ważniejsze sprawy, jak spis ludności zarządzony przez Cezara, wielka polityka. Dziś także wielkiej polityce przeszkadza rodzina, nic się właściwie nie zmieniło. Sytuacja w jakiej znalazł się Józef musiała być dla niego wielkim zmartwieniem i wyzwaniem.

Bóg wyznaczył Józefowi i Maryi szczególne role bycia rodzicami dla Jego Syna. Młodzi małżonkowie chcieli wypełnić je jak najlepiej. W końcu znaleźli jakąś porzuconą grotę przeznaczoną dla zwierząt. Być może polecił im ją któryś ze służących w gospodzie, może inny biedak, który również sam na własnej skórze doświadczył odrzucenia przez ówczesne społeczeństwo. Może nawet ich tam zaprowadził i pomógł się tam urządzić, ciesząc się, że mógł chociaż w taki sposób pomóc. Może i sam miał w pamięci wydarzenie, kiedy jemu, biedakowi, też ktoś kiedyś podał rękę, wskazał drogę, podał kubek wody, nakarmił lub przyodział. W tej opuszczonej grocie, w pomieszczeniu dla zwierząt, gdzieś z dala od osad ludzkich, od gwaru miejskiego Święta Rodzina znalazła trochę spokoju, ciszy i intymności. Wtedy nastał dla Maryi czas rozwiązania, urodziła Syna. Jezus przyszedł na świat z dala od salonów, z dala od gwaru miejskiego, z dala od wielkiej polityki. Przyszedł na świat odczuwając ciepło rodzinnej miłości, przyszedł na świat oczekiwany przez swoich najbliższych, rodziców; Józefa i Maryję. Odrzucony przez ludzi, przyszedł do nich. Nie chcieli go przyjąć, a On i tak przyszedł. Nie były mu straszne warunki, w których pojawił się na świecie. Przy nowonarodzonym Jezusie byli przecież Maryja i Józef, oczekujący Go z niepokojem i radością. Była przy nim wielka miłość Józefa i Maryi, i to wystarczyło. Może właśnie przede wszystkim tego oczekuje każde pojawiające się dziecko: być kochanym. 

Dziecko oczekuje miłości od najbliższych, od rodziców, ma do tego prawo nawet wtedy, gdy cały świat się od niego odwraca, gdy zamyka przed nim swoje gospody. Każde nowe życie, dar od Boga, ma prawo do miłości rodzicielskiej i jej oczekuje, oczekuje życzliwego przyjęcia przez otoczenie. Dzisiaj widzimy, że dzieje się tak samo, jak 2000 lat temu, bardzo często dla życia zamyka się współczesnych domów. Chrystus, gdyby miał się dopiero dzisiaj urodzić, pewnie też znalazłby jakąś ruderę, jakieś slumsy za miastem, a tam spokój i miłość Józefa i Maryi. Można sobie wyobrazić, jak potężnymi patronami rodzącego się życia są Józef i Maryja, którzy sami przeżyli odrzucenie i musieli znaleźć dla narodzin ich syna Jezusa – Boga jakąś nędzną szopę dla zwierząt. 

Znalezienie miejsca dla narodzin Jezusa nie wyczerpywało listy kłopotów młodego małżeństwa. Spadły one głównie na Józefa. Byli poza domem w nieżyczliwym, jak się okazało otoczeniu, a to, co zabrali na osiołka okazało się niewystarczającą wyprawką dla małego dziecka. Ówcześni możni tego świata nie zafundowali im na odczepne „becikowego”, rodzinie brakowało jedzenia i pieniędzy. W „obcym” Betlejem Józef, chociaż zdolny cieśla zatroskany o żonę i dziecko, nie mógł wiele zarobić. Swemu Synowi, który miał zbawić świat, on jego ojciec dał tylko pochodzenie królewskie, bo pochodził z rodu króla Dawida. Gdy już się zapowiadało, że pozostaną w tej nędznej szopie, odrzuceni przez świat zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najpierw jeszcze w noc narodzenia zaczęli przybywać do nich, aby pokłonić się małemu Jezusowi, biedacy tacy jak oni sami, pasterze pasący trzody w pobliżu. Przybyli, bo ich anioł zbudził i powiedział, że narodził im się Król, że narodził im się Zbawiciel. Poszli za głosem anioła, tak jak ich anioł zastał i zabrali każdy, co kto miał, aby do Króla nie iść z pustymi rękami. Pokłonili się Dzieciątku, które miało być ich Zbawicielem. 

Nie zdziwiło ich to, że szopa tak uboga, że Król przychodzi na świat w miejscu dla zwierząt, całkiem odrzucony, gdzieś na jakimś odludziu. Przynieśli dary, zapewne to co mieli: trochę sera, mleko, jakieś skóry owcze, wszystko to, co Świętej Rodzinie w tym czasie było niezbędne. Nie zadawali żadnych zbędnych pytań, czy to na pewno jest ich przyszły Zbawiciel. Anioł ich zbudził i im oznajmił, więc mu uwierzyli i poszli. Potem pełni radości odeszli do swoich zajęć. Te sceny mieli pewnie w swej pamięci do końca życia. Ich Zbawiciel w nędznej szopie jako niemowlę. Uwierzyli Aniołowi i pewnie po tych odwiedzinach stali się innymi ludźmi. Jezus będzie później nauczał: „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”.  Jezus w swoim ziemskim życiu doświadczył zupełnej bezbronności, skazania na nędzę i dobrą wolę innych ludzi, dobrze więc wiedział jak czuje się człowiek żyjący na marginesie społeczeństwa, jak czuje się człowiek odrzucony. Skazany na nędzę doświadczył pomocy nie od „bogatych”, ale od ubogich, takich jak pasący trzody w pobliżu Betlejem. Może o nich powie również później: „Błogosławieni ubodzy w duchu…”

Wielkie musiało być zdumienie Józefa i Maryi w Betlejem, gdy pewnego dnia odwiedzają Dzieciątko trzej Mędrcy poszukujący od lat prawdy. Ci uczeni, przedstawiani także jako trzej królowie: Kacper, Melchior i Baltazar, od lat poszukiwali prawdy. W swoich poszukiwaniach podążali do Betlejem za gwiazdą, która zapowiadała według nich narodziny nowego króla. Chrystus wiele lat później stojąc przed Piłatem powiedział, „że po to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie”. Mędrcy docierając do Prawdy-Jezusa nie zdziwili się, że zobaczyli biedną szopę, że widzieli małe Dziecko leżące w żłobie, a nie w wyściełanym atłasami łóżeczku. Bóg pozwolił im poznać Zbawiciela – Prawdę, gdy Ta tylko się narodziła. Przywieźli przyszłemu królowi dary: złoto, mirrę i kadzidło. Dary wielkiej wartości, którymi wtedy obdarowywało się i dzisiaj obdarowuje tylko znaczące osobistości. 

Kolejne zdumienie - zanim osiadł kurz za karawaną, którą odjechali z Betlejem tak niezwykli goście Anioł wezwał Józefa, aby zabrał Maryję i Dziecko i uchodził do Egiptu, bo Herod będzie nastawał na życie Dziecka. Wtedy okazało się, jak bardzo przyniesione przez mędrców dary przydały się na pełną niebezpieczeństw drogę, która ich czekała. Święty Józef musiał czuć, że nie wróci tak szybko do Betlejem, że o tym, kiedy wróci zadecyduje Ktoś inny. Betlejem było dla niego niezwykłym doświadczeniem. Przyjmując ojcostwo będzie musiał podporządkować mu całe życie, by na swoich barkach nieść ludziom Tego, który dla niego był Synem, a dla ludzi Tym, który uwolni ich od grzechów. Józef odchodził ze swego rodzinnego Betlejem, gdzie go nie przyjęli. To samo spotka później jego Syna, Jezusa w Nazarecie. Nie posłuchano tam słów Jezusa i musiał stamtąd odejść. Widać wyraźnie, że Betlejem zaznaczyło się nie tylko w życiu Józefa i Maryi, ale miało również wpływ na ich Syna Jezusa. To co zdarzyło się w Betlejem znajduje swe odbicie w późniejszym życiu, czynach i słowach naszego Zbawiciela.

Marian Rybicki


Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!