TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 08 Lipca 2026, 19:59
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Berek ze szczęściem 

Berek ze szczęściem 

Bohaterowie trzech spektakli 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych bardzo pragną odskoczni od smutku. Szczęście. To prawdziwe, widziane sercem, płynące w uśmiechu i spokoju ducha, bywa odebrane brutalnie.

 „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” Ivora Martinicia Teatru Ateneum z Warszawy, „Miło cię było zobaczyć” Bartosza Cwalińskiego oraz Stanisława Chludzińskiego Teatru Śląskiego, a także „Żar” Christophera Hamptona wg Sandora Marainiego Teatru Polonia – poruszają do głębi i pozostają z widzem na długo. Dotykają sfer życia, które każdy z nas przeżył i musiał się z nimi zmierzyć. Mia, matka Franka, opowiada o swoim chorym synu na wózku inwalidzkim: mój syn chodzi, tylko trochę wolniej. Zaklina rzeczywistość, nie może pogodzić się z chorobą syna, widzi same przeszkody i trudności. Choroba zabrała jej wizję szczęśliwego syna, uwagę dla córki, miłość do męża. Stara się być pogodna przy Franku, choć tak naprawdę chłopak 25-letni nie czuje się źle w swoim życiu. Uśmiecha się, jest radosny, dowcipkuje, cieszy się z tego, że koleżanka siostry zakochała się w nim. Jego matka cierpi z powodu żałoby po własnej wizji życia syna. Matka Mii, Anna, fantazjuje na temat fantastycznego kochanka. Cierpi na demencję, bliscy opiekują się nią, a ta nie może przestać mówić o kimś… kto nigdy nie istniał. Ucieka w fantazję, która raz za razem miesza się z faktyczną chorobą i niepamięcią.

Hanka i Wojtek w „Miło cię było zobaczyć” są nieszczęśliwi, ale jedno bardziej się z tym ukrywa, a drugie mniej. Hanka po nagłym odejściu od Wojtka tuż po maturze, nigdy później nie zakochała się, pożegnała się jako kobieta ze swoją płodnością i marzeniem o dziecku, a Wojtek resztkami sił wytrzymuje w domu z żoną, przy której nie czuje się rozumiany, akceptowany ani kochany. Zostaje i jest wierny dla córki, jego największej miłości. Żyje w przekonaniu, że musi być moralnym dobrym przykładem dla dziewczynki, choć w głębi czuje, że wciąż kocha swoją licealną dziewczynę. „Żar” jest opowieścią o podwójnej zdradzie, która dziesiątki lat nabierała wciąż bardziej intensywnie smaku goryczy. Henrik od dzieciństwa przyjaźnił się z Konradem. Pomimo różnicy pochodzenia i majętności, traktował go, jako ważną część swojego życia. Pewnego dnia odkrył, że ten ma romans z jego żoną. Ten cios odmienił go na zawsze. Niewierny przyjaciel uciekł w tropiki, pozostawiając przyjaciela i kochankę bez słowa. To milczenie i brak jakichkolwiek informacji, zalało bólem i goryczą duszę Henrika. Przez te wszystkie lata, od dzieciństwa, trwała przy nim opiekunka Nini. Widziała w nim swego syna, darząc go wyjątkowo ciepłą miłością i oddaniem. 

Wózek to nie wyrok

Matka Mii tak bardzo dusiła się w swoim normalnym, przeciętnym małżeństwie, że postanowiła stworzyć sobie namiastkę szczęścia. Tak często wspomina Wiktora, że już sama nie wie… czy był prawdziwy, czy też nie? Demencja jest prawdziwym powodem zmian w zachowaniu lub też zwyczajnym pretekstem. Kobieta ma kłopoty z chodzeniem, nie ma apetytu, nawet drży jej ręka. Tworzy iluzję przed domownikami albo naprawdę fantazja miesza się z pragnieniami. Jej córka nie jest aż tak bezpośrednia. Każdą cząstką siebie stara się trzymać w całości, nie rozpaść się w rozpaczy. Mąż mamy wrażenie nawet lepiej sobie radzi z chorobą syna niż ona sama. W pewnym momencie Mia nie wytrzymuje, skumulowana złość i smutek wybuchają z niej. Krzyczy do swego męża: „nie jestem z tobą, żeby być szczęśliwą, tylko żebym łatwiej radziła sobie ze swoim nieszczęściem”. Ona nie ma siły zawalczyć o samą siebie. Całkowicie oddała się i poświęciła rodzinie, w szczególności synowi. Kolejny raz w roli małżonków w teatrze Ateneum widzimy Agatę Kuleszę i Przemysława Bluszcza. Para świetnie współgra, emocje podane są jak na tacy.

Cały spektakl mówi też sporo o stereotypach na temat osób niepełnosprawnych i ich życia. Rodzina chorego Franka uważa, że jego trudności z poruszaniem mogą wykluczyć go z bycia w związku z dziewczyną. Tylko dla niego nie jest to kluczowa sprawa w drodze do zadowolenia z życia. 

Tląca się iskierka nadziei

Hanka i Wojtek w „Miło cię było zobaczyć” to dwoje poranionych i cierpiących osób. Cierpią z powodu codzienności, która nie daje im radości i szczęścia. Przytłaczająca samotność wpędziła oboje w depresje. Pochodzą z domów, gdzie nie zaznali ciepła, bezpieczeństwa. Hanka przyznaje, że gdy wyjechała, nigdy później już się nie zakochała. Wojtek natomiast ożenił się dlatego, bo potrzebował, by ktoś go kochał.

Kiedy dawna licealna para spotyka się, dostrzegają w sobie dawną iskrę miłości, która jeszcze się tli. Niestety nie mają odwagi i śmiałości na totalną szczerość i definitywne kroki. Dla Wojtka najważniejsza w życiu jest córka i to dla niej stara się wytrzymać w małżeństwie. Dziecko, dla którego się poświęca, jest niedoścignionym marzeniem Hanki, która nigdy nie miała dzieci i musi pogodzić się z tym, że nigdy ich nie urodzi. Jednym z największych wrogów szczęścia i miłości jest przemilczenie tego, co czuje się naprawdę. Dziewczyna zdołała jedynie napisać list do ukochanego, a i tak wstydzi się i boi mu go dać. Jakby miał zawalić się świat po tym, gdy Wojtek dowie się, jak bardzo go naprawdę kocha. Niestety wycofanie i ucieczka to mechanizm obronny, bo nic bardziej nie boli niż odrzucenie po tym, gdy cierpi się z powodu samotności i opuszczenia. Hania czuje się bardzo niepewnie. Wojtek ma rodzinę. Agnieszka Radzikowska i Michał Żurawski z Teatru Śląskiego wzruszają publiczność i powodują, że każdy z osobna odnajduje i wspomina czasy, kiedy w liceum był taką Hanią lub Wojtkiem. 

Żar palący dekady

Christina, żona i kochanka. Kobieta, przez którą mąż zamknął się w sobie na kilkadziesiąt lat. Zmarła w samotności, bez niego, choć przed śmiercią chciała go zobaczyć. Być może on jej tak naprawdę nie znał?
Rozbiła przyjaźń dwóch mężczyzn. Przyjaciel jej męża, grany przez Daniela Olbrychskiego, nie miał odwagi zakończyć relacji z Henrikiem i jawnie związać się z Christiną. Okrutnie oszukiwali go, spotykając się potajemnie w mieszkaniu Konrada. Nie mogli oprzeć się ogniowi namiętności, zapominając zupełnie o całym świecie i o człowieku, który był im najbliższy. Tytułowy żar był zbyt gorący. Ogień miłości spalił doszczętnie Henrika. Przez kilkadziesiąt lat samotności zadręczał się tą sytuacją, był bardzo nieszczęśliwy. Utknął na zawsze w swoim smutku i rozczarowaniu. Zadał pytanie byłemu przyjacielowi, czy warto oddać się takiej miłości i poświęcić dla niej wszystko. Konrad stwierdził jedynie, że przecież zna odpowiedź. Okazuje się, że szczęście to coś, czego wszyscy najbardziej w życiu pragniemy, ale też czasem wymaga od nas największej odwagi i zdecydowanych kroków. 

Katarzyna Krupińsk
zdjęcia: Tomasz Bąk

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!