TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Kwietnia 2021, 09:08
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Bądźcie jak Frassati

Bądźcie jak Frassati

- Popatrzcie jak wyglądał człowiek Ośmiu Błogosławieństw, który nosił w sobie na co dzień tę radość Ewangelii, Dobrej Nowiny, radość zabawienia ofiarowanego nam przez Chrystusa – tak o bł. Piotrze Jerzym Frassatim mówił w 1977 roku kard. Karol Wojtyła. Młodzieniec z Turynu jest przykładem na to jak łączyć codzienne życie ze świętością.

6 kwietnia mija 120. rocznica urodzin bł. Pier Giorgia Frassatiego, patrona młodzieży, studentów i ludzi lubiących wędrówki górskie. Jest więc okazja, aby przypomnieć jego sylwetkę.

Śpiewał często i głośno
Pier Giorgio, czyli po polsku Piotr Jerzy, urodził się 6 kwietnia 1901 r., w Wielką Sobotę, w Turynie w zamożnej rodzinie należącej do wielkiej burżuazji północnych Włoch, Piemontu. Miał siostrę, półtora roku młodszą Lucianę, poprzez którą losy rodziny Frassatich złączyły się z Polską, ponieważ w 1925 r. Luciana wyszła za mąż za młodego dyplomatę polskiego Jana Gawrońskiego. Dzisiaj ich córka Wanda kultywuje pamięć o swoim wujku.

Mały Dodo – tak go nazywano w dzieciństwie – reagował natychmiast, gdy chodziło o kogoś potrzebującego pomocy. Potrafił błyskawicznie ściągnąć buciki i pończochy, by oddać je ubogiej kobiecie z bosym dzieckiem na ręku, która zapukała do drzwi jego domu. Pewnego razu, gdy z dziadkiem Francesco odwiedził ochronkę w Pollone, zobaczył siedzące na boku smutne, owrzodzone dziecko. Od razu podszedł do niego i zaczął z nim jeść tą samą łyżką. Wraz z wiekiem rosła w nim wrażliwość na potrzeby bliźnich. Miał duże poczucie humoru i cechowała go niezwykła skromność. Mimo że fałszował jak mało kto, śpiewał często i głośno.

Jako młodzieniec kochał wędrówki po górach, jazdę konną i na rowerze. Wspinaczki górskie były okazją do pomagania słabszym. Wtedy brał na siebie najcięższe plecaki i przecierał szlak. Wchodził do napotkanych kapliczek z pękami zebranych po drodze kwiatów.

Z różańcem w ręku
Jego życie było przepełnione modlitwą. W wieku 13 lat podjął praktykę codziennej Komunii św., co w tamtym czasie było rzadkością. Uczestnictwo w Eucharystii i przyjmowanie Komunii św. dawało mu wiele radości, pokoju i miłości do bliźnich. Potrafił modlić się wszędzie: na ulicy, w tramwaju, w swoim pokoju, w kościele. Każdy dzień kończył odmówieniem Różańca. Jak powiedział kiedyś jego ojciec „wczoraj o północy znalazłem Pier Giorgia śpiącego na klęczkach z różańcem w ręku”. Wstąpił do Sodalicji Mariańskiej i Towarzystwa Różańcowego. Należał do grona tercjarzy dominikańskich. 

Był przekonany o tym, że Pan Bóg chce, aby najbardziej był bliski ludziom potrzebującym. Często widywano go niosącego paczki z lekarstwami, odzieżą, żywnością, a także książkami i zabawkami. Przez to, że jego miłość do drugiego człowieka była tak wielka, nie bał się przebywać z ludźmi chorymi na zaraźliwe i śmiertelne choroby, Sam podawał im lekarstwa, robił zastrzyki i obmywał ich. W całym Turynie nie było takiego człowieka, którego on pozostawiłby bez pomocy. A jeżeli nie był w stanie pomóc komuś od razu to zapisywał jego adres i powracał tam.

Umarł 4 lipca 1925 r., tuż przed ostatnim egzaminem na politechnice. Przyczyną śmierci była infekcja Heine Medina, „złapana” zapewne w mieszkaniu któregoś z odwiedzanych przez niego nędzarzy. Młodego studenta żegnały tłumy, a zwłaszcza ci, którym ofiarował swą pomoc. W 1981 r. jego nienaruszone ciało przeniesiono z grobu rodzinnego do katedry w Turynie.

Kult w Polsce
Kult bł. Farssatiego mocno rozwinął się w Polsce. Po raz pierwszy w historii jego ciało peregrynowało po Polsce w 2016 r. W 10 miastach przed i w czasie Światowych Dni Młodzieży organizowane były konferencje, czuwania i modlitwy, podczas których można było poznać tego wyjątkowego człowieka. Relikwiarz - trumna z ciałem Błogosławionego odwiedziły Rybnik, Wrocław, Szczecin, Poznań, Warszawę, Lublin, Tarnobrzeg, Jarosław, Rzeszów i - w czasie Światowych Dni Młodzieży - Kraków.

W Polsce pod jego wezwaniem znajduje się m.in. kościół w Lublińcu, należący do Dekanatu Wojsk Specjalnych oraz parafia w Lublinie. Jego imię nosi łódzki konwent dominikański znajdujący się przy ulicy Zielonej. Frasatti jest także patronem Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej oraz Duszpasterstwa Akademickiego Morasko w archidiecezji poznańskiej. Relikwie znajdują się m.in. w parafii Matki Boskiej Piekarskiej w Katowicach i Duszpasterstwie Akademickim Morasko w Poznaniu. Jego wspomnienie liturgiczne obchodzone jest 4 lipca.

Boży wariat
Znam osoby z naszej diecezji, które zafascynowały się życiem Błogosławionego. W tym miejscu „oddaję im głos”, aby podzielili się swoimi refleksjami. 

Tak o swojej fascynacji Frassatim mówi Katarzyna Łakomiak-Korach: „Bł. Pier Giorgia poznałam kilka lat temu. Zafascynowała mnie historia jego życia, a połączyła nas z pewnością wspólna pasja do górskich wypraw. Mogłam modlić się także w bliskości jego relikwii. Trumna z jego ciałem była obecna m.in. w Poznaniu czy Krakowie podczas ŚDM, których był Patronem. Ogromną radością była dla mnie możliwość wzięcia udziału w Cammino di Pier Giorgio. Dzięki temu byłam w miejscach, gdzie żył i wzrastał: w Pollone, Oropie, Turynie. Należę także do Towarzystwa Ciemnych Typów. W swoich szeregach skupia ono osoby z całego świata – ludzi w różnym wieku i zawodów, osoby świeckie, kapłanów i osoby życia konsekrowanego. Łączy nas wspólna modlitwa, górskie wędrówki, idea życia według wskaźników postępowania Pier Giorgia. 

Bł. Frassati zadziwia mnie i zaskakuje. Mimo krótkiego życia wiele udało mu się zrobić. Jego największym bogactwem była wiara, a Jezus Chrystus – największym Przyjacielem. Podziwiam go także za to, że gdy pojawiło się cierpienie, przyjął je w pokorze. Bez narzekania i bez buntu. Ludzie chcieli być blisko Pier Giorgia, bo on wiedział co oznacza przyjaźń. Wiedział jak ważny jest drugi człowiek w naszym życiu.

Święci są po to, by nas zawstydzać. Przykład życia Pier Giorgia z pewnością zawstydza. Codziennością zdobył niebo. Zyskał świętość w konsekwentnym działaniu. Nie jest jak święty z lukrowanej fotografii. To chłopak – radosny, pełen energii, Boży wariat. Jest nadzieją, że tak można. Że świętość jest dla każdego! Verso l’alto! – jak mówił Pier Giorgio”.

Zwyczajny „święty”
Swoimi wrażeniami podzielił się ze mną także Tomasz Klimowicz. „Od kiedy pamiętam w mojej bibliotece z książkami znajdowała się pozycja o tym Włochu, dzisiaj uważam, że niezwykłym Włochu. Nie lubiłem go, Frassati nie wyglądał jak święty, np. św. Franciszek, św. o. Pio. Ale przyszedł czas na Pier Giorgia, a zaczęło się właśnie od tej książki, w której były świadectwa osób m.in. jego siostry, rodziny, przyjaciół, znajomych, kapłanów i papieży Pawła VI i Jana Pawła II, który jako kardynał Wojtyła nazwał go człowiekiem Ośmiu Błogosławieństw. Od tego zaczęła się moja przyjaźń z Pier Giorgiem. Wraz z przyjaciółką z radia Katarzyną Łakomiak weszliśmy w świat Frassatiego. Nawiązaliśmy kontakt z ks. Krzysztofem Nowrotem z Rybnika, który stworzył w Polsce Towarzystwo Ciemnych Typów (we Włoszech zostało ono założone przez Frassatiego). 

Niezwykle osobiste spotkanie z bł. Pier Giorgiem miało miejsce podczas pielgrzymki do Włoch zorganizowanej dla Ciemnych Typów przez ks. Krzysztofa. Na trasie wyjazdu był Turyn - miejsce, gdzie znajduje się grób z ciałem Pier Gorgia, a jest to znana wszystkim katedra turyńska, w której przechowywany jest Całun Turyński. Niezapomnianym przeżyciem była też wizyta w letniej wilii Frassatich w Pollone, gdzie znajduje się łóżko, na którym zmarł Pier Gorgio, wiele pamiątek i osobistych jego przyborów oraz różaniec, na którym się modlił. Nie mogę nie wspomnieć spotkania z nim w Poznaniu i Krakowie w 2016 r. w ramach Światowych Dni Młodych. Na ten czas z Turynu przywieziono jego relikwie.

Pier Giorgio Frassati przekonał mnie do siebie swoją zwyczajnością. To nie jest święty z obrazka, to jest święty z czarnobiałego zdjęcia, taki swój, taki bliski. A przy tym z otwartym sercem. Był chłopakiem bogatym, ale nigdy nie miał przy sobie pieniędzy, wszystkie rozdawał biednym. Oczywiście pociąga mnie również jego pobożność. Kiedy modlił się to był zupełnie nieobecny, nie interesowało go nic co wokół się działo. Był po prostu on i Jezus. Jaki zostawił testament? Według mnie najlepszy – najpewniejszy. Powiedział kiedyś „moim testamentem jest różaniec” i „dzień mojej śmierci będzie najpiękniejszym dniem mojego życia”. Bł. Pier Giorgio Frassati stale jest obecny w moich modlitwach, wielokrotnie doświadczyłem jego wstawiennictwa, nie zawiodłem się ”. 

Ewa Kotowska-Rasiak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!