TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 23:25
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Aktywne oczekiwanie na Mesjasza

Aktywne oczekiwanie na Mesjasza 


Oczekiwanie na święta Bożego Narodzenia to szansa dla rodziny na codzienne spotkanie z fragmentem Pisma Świętego, na śpiewanie pieśni adwentowych, a przy tym na zaangażowanie artystyczne i modlitewne wszystkich domowników.

Ten czas radosnego oczekiwania łatwo przyćmić świątecznymi przygotowaniami w różnych kwestiach, jak pieczenie pierników, zakupy, porządki itd. W wielu domach przygotowywany jest wieniec adwentowy z czterema świecami, ale to raczej jako ozdoba. Dzieci chodzą na Roraty, bo katechetka wymaga, ale czy to wystarczy? A przecież ten czas to dobra okazja, by uświadomić sobie, jak ważne jest cierpliwe czekanie, a pomóc w tym mogą różne zwyczaje, jak choćby szara godzina, sianko dobrych uczynków, czy drzewko Jessego. Znacie je, praktykujecie, a może w ogóle nie słyszeliście o tym?

Godzina dla rodziny
Szara godzina to nic innego jak czas dla rodziny, czas kiedy członkowie rodziny mogą spędzić ze sobą wspólnie choć godzinę, którą można zagospodarować na wiele sposobów, przygotować się na nadchodzące święta Bożego Narodzenia. Jest to raczej zapomniany, ale piękny zwyczaj praktykowany w okresie Adwentu szczególnie na polskich wsiach. Oczywiście w dzisiejszych czasach nie jest to takie proste. Wtedy czas płynął inaczej, nie było tyle zajęć pozalekcyjnych, a i godziny pracy były inne. A kiedy spojrzymy na to z perspektywy wsi, to już zupełnie inna rzeczywistość. Szara godzina to mniej więcej godzina 16.00, wtedy bowiem robi się już szarówka. Niby jeszcze jest dzień, a do zapadnięcia nocy jest trochę czasu. Na wsiach to moment, w którym domownicy pokończyli już swoje codzienne zajęcia, dzieci wróciły ze szkoły, więc czas ten można poświęcić na krótkie rodzinne spotkanie. W dobie komórek, internetu i telewizji to nie takie proste wyciszyć się choć na godzinkę, ale czy choć w tym czasie nie warto odłożyć tych „dobrodziejstw” na bok i wraz z domownikami wspólnie porozmawiać, pomyśleć, pomodlić się, rozważyć słowo Boże, czy pośpiewać pieśni adwentowe. Jeśli do tej pory w waszych domach nie było zwyczaju bądź czasu na wspólną modlitwę, to może warto wykorzystać ten moment, by wprowadzić  ją w codzienne życie. Warto pokazać dzieciom, że czas oczekiwania na przyjście świąt Bożego Narodzenia, to nie tylko gonitwa za prezentami, zakupami i strojeniem domu, ale na duchowe przygotowanie się do świąt. Ktoś powie, ale jak zmusić małe dzieci do godziny ciszy, by nie biegały, nie hałasowały. Otóż i tu można znaleźć wiele rozwiązań, jak choćby zorganizować jakieś adwentowe zajęcia, jak np. rysowanie historii o Bożym Narodzeniu, przygotowywanie ozdób choinkowych, czytanie dobrych książek, np. historii o świętych, a także na wykonywanie zadań z kalendarza adwentowego. Co więcej maluchy z pewnością będą zachwycone takim niezwykłym momentem spędzonym z rodzicami i to jeszcze przy zapalonej świeczce, bądź lampionie, który wcześniej wykonaliście razem. 

Okienka oczekiwania
Skoro już wspomniałam o kalendarzu adwentowym to zanim przejdę do kolejnej mniej znanej tradycji adwentowej, to chwilę o tej metodzie oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Historia tegoż kalendarza sięga 1851 roku, jednak niezmiennie miał on i ma wzmacniać radość z oczekiwania na Boże Narodzenie. W dawnych czasach zastępował go obrazek dotyczący świąt, który wieszano w domach, często każdego dnia był to inny obrazek. Innym nieformalnym kalendarzem, który odmierzał czas od pierwszego dnia Adwentu aż do Wigilii była świeca, a właściwie 24 świeczki, które po kolei były zapalane każdego dnia. Uboższa wersja to po prostu skreślanie jednej z 24 kresek narysowanych na drzwiach. Dzisiaj kalendarzy jest całe mnóstwo od tych z czekoladkami, słodkimi przekąskami, które znajdziemy w każdym sklepie spożywczym, z zestawem kosmetyków do makijażu czy pielęgnacji ciała, czy to z różnymi herbatami, kawami, wszystko zarówno dla pań, jak i dla panów. Nie mówiąc już o tych kierowanych do dzieci, tutaj producenci kalendarzy szaleją z pomysłami, gdyż gama gadżetów jest ogromna, od klocków Lego, poprzez różnego rodzaju akcesoria dla lalek czy samochodziki, po zwyczajne spinki do włosów, wycinanki czy kolorowankami wypełniają poszczególne okienka. Ale przecież nie o to chodzi, kalendarz taki powinien nie tylko odmierzać czas do świąt, ale uczyć poprzez chociażby zamieszczone w nim cytaty z Pisma Świętego, sceny z życia Maryi i Józefa. Takie religijne kalendarze zawierają także zadania na dany dzień, które pomogą lepiej zrozumieć to, na co czekamy.
Jako ciekawostkę przytoczę znalezioną informację w „necie”, gdzie autorka tekstu wspomniała o największym kalendarzu adwentowym, który stoi w Lipsku i ma ponad 800 m2. Poszczególne drzwiczki otwierane są każdego dnia, a mają one wielkość 2 m x 3 m. Napisała tam również, że w niektórych regionach wykorzystuje się do tego celu domy, a raczej okna, które opatrzone są numerem i danego dnia są wyjątkowo oświetlane. Ludzie zbierają się przed kolejnymi domami każdego wieczoru. Śpiewają, opowiadają lub czytają historie biblijne i legendy, przypominają sobie świąteczne tradycje. Ostatni numer zazwyczaj jest na drzwiach kościoła. Czyż to nie jest fajny pomysł? ;) Mówiąc o odliczaniu dni do Bożego Narodzenia wspomnę jeszcze, że dawniej w domach katolickich częstym zwyczajem było wkładanie po jednym źdźble słomy do szopki aż do Wigilii.

Źdźbło do źdźbła
I tak oto doszliśmy do kolejnego zwyczaju adwentowego, jakim jest sianko dobrych uczynków. Polega to na tym, że za każdym razem gdy zrobimy jakiś dobry uczynek do żłobka dla Dzieciątka Jezus, które oczywiście wcześniej przygotujemy z dziećmi, wkładamy kawałek sianka. Można zrobić je ze zwykłego pudełka choćby po butach czy jakiejś skrzyneczki. Sianko trzymamy osobno, by móc je dokładać z każdym dobrym uczynkiem. Warto zrobić tych uczynków jak najwięcej, by w dniu Wigilii kiedy położymy Dzieciątko było Mu miękko. Takie przygotowanie do świąt może być swoistym rachunkiem sumienia, gdyż po ilości sianka możemy zobaczyć na ile nas było stać, by być dobrym dla innych. I tu przechodzimy do kolejnego zadania adwentowego, które dotyczy właśnie innych. A dokładnie mówiąc do poznania historii przodków i to nie koniecznie swoich, ale przodków Jezusa Chrystusa, przygotowując drzewko Jessego.

Drzewko Jessego
Owo drzewko, albo jak kto woli „Różdżka Jessego”, w Polsce jest mało znanym zwyczajem, ale myślę, że warto to zmienić. Sama nazwa drzewka nawiązuje do proroctwa Księgi Izajasza (11,1-9), które mówi tak: „I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni”. Zapewne już w niejednym domu powstawało drzewo genealogiczne rodu, natomiast przygotowanie Drzewka Jessego pozwoli nam poznać przodków Jezusa. A kim był Jesse, że tak nazwano to drzewko? Był on ojcem jednego z najważniejszych królów w dziejach Izraela, ojcem króla Dawida. Symbol takiego drzewka można znaleźć na wielu witrażach czy portalach w kościołach na całym świecie.
A jeśli chodzi o to zadanie to jest prostsze niż wykonanie drzewka genealogicznego, gdyż wystarczy włożyć do wazonu z wodą ściętą gałązkę drzewa. Gałązka ta powinna być z drzewa, które kwitnie, jak np. jabłoń, wiśnia czy czereśnia, by tuż przed Bożym Narodzeniem mogła zakwitnąć. Nie chodzi jednak tylko o to, by czekać jak ona zakwitnie, ale o to, by każdego dnia Adwentu przeczytać odpowiedni tekst z Pisma Świętego mówiący o przodkach Jezusa. Dodatkowo można przygotować obrazek bądź jakiś symbol nawiązujący do przeczytanego tekstu. Wieszanie warto rozpocząć od dolnych gałązek, by ostatni znalazł się na górze i obrazował Pana Jezusa, najważniejszą postać drzewa i spełnienie naszego adwentowego oczekiwania. A zate, może warto jeszcze któryś z podanych przykładów wprowadzi w życie w waszym domu i przygotować się na piękny czas świętowania.

Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!