TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 08:49
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zło dobrem zwyciężaj felieton

Zło dobrem zwyciężaj

„Tego jeszcze nie było, by w kościele wszczynać awantury!” - chciałoby się rzec, aby podkreślić, że to rzecz ciągle w naszych realiach polskich jeszcze niebywała. Być może są wspólnoty, w których do czegoś takiego nigdy nie doszło, lecz niestety wieść gminna niesie, że „mentalność roszczeniowa” już dawno przekroczyła progi naszych świątyń.
Nie dalej jak wczoraj opowiedział mi kolega (proboszcz parafii w naszej diecezji) do jakiego incydentu doszło u niego w kościele. Otóż w niedzielę przed Mszą św. służył, jak to ma w zwyczaju, posługą w konfesjonale. Jednym z petentów był chłopiec, który po spowiedzi podszedł do księdza, by poprosić o podpis w książeczce pierwszopiątkowej. Kapłan ze spokojem wyjaśnił dziecku, że istota obietnic związanych z pierwszymi piątkami miesiąca wiąże się z przyjęciem Komunii Świętej, w stanie łaski uświęcającej, nie w innym dniu jak piątek. Za chwilę do konfesjonału podeszła mama tegoż chłopaka i wywołała proboszcza, aby zapytać, dlaczego w książeczce nie złożył podpisu. Ksiądz zatem i owej matce wyjaśnił, jakimi warunkami obwarowane są pierwsze piątki. Kobieta jednak z takim stanem rzeczy się nie zgodziła, co wykrzyczała w obecności zgromadzonych już w kościele wiernych. Szczęście, że sprawa pierwszych piątków miesiąca nie jest objęta dogmatem wiary, bo w takiej sytuacji ściągnęłaby na siebie ekskomunikę. Pozostaje jednak ogromny niesmak (bo to już nie tylko sprawa jakiegoś obycia), że miejsce święte potraktowane zostało jak „stajnia”. Co prawda i za czasów Chrystusa ze świątyni też uczyniono halę targową, a zastosowana wówczas metoda zaprowadzenia w niej porządku, dziś wywołałyby dodatkową medialną aferę.
Swoją drogą dotykamy tu już innego problemu, który określić można: „Nie zgadzam się z tym, co głosi Kościół, bo wydaje mi się, że może być inaczej”. Trudno mi oceniać, czy niniejsze obrzucenie proboszcza błotem, wpisuje w głośny proceder „mowy nienawiści”? Według niektórych ludzi można, dla przykładu, wieszać psy na o. dyrektorze Tadeuszu i twierdzić, że akurat w tym przypadku nie może być mowy o nienawiści. Skopiowałem taki oto wpis: „Rydzyk nie powinien tuczyć się na państwowych pieniądzach - trzeba być upośledzonym umysłowo, by nazwać to mową nienawiści” - oponuje autorka takiej wypowiedzi.
Rzecz jasna daleki też jestem od stwierdzenia, że dla świętego spokoju ksiądz mógł podpisać. Sam kilka razy byłem obrzucony błotem (na szczęście w kancelarii), gdy przyszło mi tłumaczyć petentom, dlaczego nie mogę zaświadczyć, że są praktykującymi katolikami. Ks. wikariusz, który pewnego razu słyszał taki wybuch gniewu, dochodzący z biura, przyznał szczerze, że on w podobnej sytuacji by nie wytrzymał i swoje wygarnął. No cóż, ja akurat zawsze miałem na uwadze słowa: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Redaktor Naczelny naszego pisma wspomniał, że sami zapędzamy się w ślepy zaułek. Ten mój kolega już nie będzie dla parafian fajny, bo nie machnie ręką i nie podpisze im karteczek (które dla niektórych „nowoczesnych” chrześcijan uchodzić mogą za gwarancję zbawienia).
Słyszałem, że w Ameryce Południowej żyje taki gatunek skorpiona, który w przypływie złości dostaje takiego szału, że sam siebie żądli i pada zatruty własnym jadem. Porywczość to chyba najgorsza z emocji. Jeśli nawet taki skorpion nie istnieje, to i tak morał przykładu aż nadto jest zrozumiały. Nie tylko innych, ale ostatecznie samemu można otruć się własnym jadem. Niedawno znów płynęły apele, by zakończyć z atakami słownej nienawiści. Któż by nie chciał, aby w naszym kraju na serio traktowano wezwanie: „Niech ustaną gniewy i spory, a pośrodku nas niech będzie Chrystus”? Zapewne w większości z nas mamy dość wojny polsko-polskiej! Apeli, by zaniechać tę batalię było już chyba wystarczająco. Dla przykładu trafiłem w sieci na kazanie ówczesnego Prymasa Polski abpa Józefa Kowalczyka z 2011 roku: „Chcemy być jedną Polską, jedną ojczyzną, solidarną wspólnotą ludu Bożego i ludzi dobrej woli, wyrosłą z tych samych korzeni i wartości chrześcijańskich. Nie chcemy żadnych sztucznych podziałów na dwie Polski. Polska ma już dość tego dzielenia Polaków, niekiedy w imię doraźnych egoistycznych korzyści politycznych, czy też celowego skłócenia wspólnoty narodowej. Chcemy pokoju wewnętrznego, zjednoczenia sił w budowaniu dobra wspólnego całej ojczyzny”. Było nie było, to też jest kwestią wiary. Mądrze ktoś powiedział: „Kto nie będzie szanował Boga, nie uszanuje również drugiego człowieka”. I na koniec jeszcze jedna refleksja, bo akurat 15 lutego obchodził swoje 95. urodziny brat Jean-Pierre Schumacher, trapista z Tibhirine w Algerii, który jako jedyny ocalał z rzezi, jaką zgotowali zakonnikom islamiści (swego czasu już odwoływałem się do filmu „Ludzie Boga”). W murach skromnego klasztoru trapiści nauczyli się postawy cichego Baranka. I dla nas nie ma innego wzoru jak pokorny Baranek. Na myśl przychodzi mi jeszcze ks. Jerzy Popiełuszko, ale zdaję sobie sprawę, że i ja niewiele wskóram tym felietonem. W każdej sferze naszego życia powinna być przestrzeń na konstruktywny dialog, rzeczową wymianę poglądów, ale przynajmniej z ust chrześcijan nie powinny wychodzić słowa, które mogą zabić.

Ks. Piotr Szkudlarek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!