TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Sierpnia 2019, 07:37
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Współczesne katedry

Współczesne katedry

Dzisiejszy felieton będzie miał jeszcze charakter wakacyjny, choć nie do końca, ponieważ pomysł na ten tekst zrodził się podczas nauki języka angielskiego. Ponoć na naukę nigdy nie jest za późno, więc staram się co jakiś czas wysłuchać dostępnych w internecie darmowych podcastów, z których każdy porusza inny temat.

Szczerze polecam, uważam je za bardzo pomocne nie tylko do nauki języka, ale również do lepszego poznania kultury i historii Stanów Zjednoczonych, a jak wiadomo wiele dobrodziejstw i przekleństw kapitalistycznego świata przywędrowało do nas właśnie stamtąd.
Audycja, o której mowa, dotyczyła niejakiego Johna Wanamakera (1838 -1922) i zdaję sobie sprawę, że to nazwisko nic absolutnie nam nie mówi. Tropiciele masonerii bez problemów znajdą je pośród prominentnych członków w Filadelfii, ale oczywiście nie z tego powodu zapisał się Wanamaker w pamięci potomnych. Wchodząc dzisiaj do dowolnego sklepu uważamy za rzecz całkowicie normalną, że na każdym artykule znajduje się metka z ceną. Otóż proszę sobie wyobrazić, że nie zawsze było to takie oczywiste, ponieważ przez wiele lat w sklepach nie było żadnych cen, a każdy towar był na bieżąco wyceniany przez sprzedawcę i można było się targować, aż do uzyskania żądanej ceny. To pan John Wanamaker wprowadził je jako pierwszy, ponieważ handel był jego wielką pasją. A miał to być handel najwyższej jakości. Najsłynniejszy swój sklep otworzył Wanamaker w Filadelfii w 1876 roku i nazwał go Grand Depot. Wsławił się nie tylko wprowadzeniem metek z cenami, ale również choćby pierwszą zastrzeżoną prawnie kampanią reklamową. Warto dodać, że jego reklamy były odzwierciedleniem faktów, czyli obiecywały to, co rzeczywiście klient później otrzymywał. Jakże to odległe od naszej dzisiejszej rzeczywistości... Wanamaker bardzo dbał o wysoką jakość swoich produktów, wprowadził możliwość zwrotu towaru z wypłatą gotówki, a także jako pierwszy otworzył w swoim domu handlowym restaurację. Ma on na koncie również inne innowacje: jako pierwszy wprowadził elektryczne oświetlenie (1878), telefon (1879), a nawet specjalne pneumatyczne rury do transportu pieniędzy i dokumentów (1880). Jednakże tym co sprowokowało mnie do napisania felietonu na temat Wanamakera i jego innowacji jest absolutne curiosum: otóż w swoim nowym pawilonie handlowym, który został otwarty w 1911 roku, zainstalował on jedne z największych na świecie... organy piszczałkowe! Kochał muzykę i chciał, aby klienci jego sklepu mogli delektować się pięknem muzyki. Nie wiem, czy już wtedy miał jakieś badania dotyczące wpływu muzyki na decyzje o zakupach, ale jest faktem, że organy działają po dziś dzień i są obecnie największym na świecie czynnym instrumentem tego typu ze swoimi 28 000 piszczałek.
Kiedy usłyszałem tę historię na mojej twarzy pojawił się gorzki uśmiech. Czy ponad 100 lat temu Wanamaker już wiedział, że dla wielu ludzi galerie handlowe staną się katedrami, w których będą spędzać całe niedziele? A poza tym dzisiaj w tych „współczesnych katedrach” nie ma organów, za to przez cały okres świąteczny katowani jesteśmy „Last Christmas I gave you my heart” Georga Michela... Na szczęście prawdziwa muzyka organowa ciągle tylko w prawdziwych kościołach. Zapraszam.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!