TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Sierpnia 2020, 22:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Sweet home

Sweet home

Czasem coś nam nie wychodzi. Spinamy się i szarpiemy, zabiegając o różne rzeczy, ale rezultatów brak. Krótko mówiąc - idzie wszystko pod górę.

Prorok Aggeusz, którego księga ostatnio mnie ujęła, określa to bardzo konkretnie: „Rozważcie, jak się wam powodzi! Siejecie wiele, lecz zbieracie mało, jecie, lecz nie zaspokajacie głodu, pijecie, lecz nie gasicie pragnienia, ubieracie się, lecz nie odczuwacie ciepła, a kto pracuje dla zarobku, pracuje dla dziurawej kieszeni” (Ag 1, 6). W takich momentach wracają natrętne słowa: „Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał” (Iz 49, 14). Dlaczego się, Boże, nie troszczysz? Znudziło ci się? Posądzanie Boga o złą wolę potrafimy mieć dopracowane do perfekcji. Aggeusz wyprowadza nas nieco z takiego myślenia. Ale nie do końca. „Liczyliście na wiele, lecz macie mało. A kiedy przynieśliście to do swojego domu, Ja i to rozproszyłem” (Ag 1, 9). Boli. Bóg mówi, że „rozpierniczył” to, o co tak zawzięcie się starałam. I sam ubiega pytanie: „Dlaczego? - wyrocznia Pana  Zastępów. Ponieważ mój dom leży w gruzach, podczas gdy każdy z was gorliwie troszczy się o własny dom” (Ag 1, 9). W innym miejscu przeczytamy coś zupełnie odwrotnego. Kiedy Jezus zrobił małą rozróbę w świątyni, „uczniowie przypomnieli sobie tekst Pisma: Gorliwość o Twój dom pochłania Mnie” (J 2, 17). Domem Pana jest każdy z nas od momentu chrztu. I Jemu naprawdę na tym domu zależy. Nie zmienia się to bez względu na warunki, jakie w nim panują. Bóg jedynie dostosowuje środki… U Jana mamy wizualizację handlu z Bogiem, jaki może rozgrywać się w naszym wnętrzu. Ale Aggeusz idzie znacznie dalej pisząc, że to nasze wnętrze leży w gruzach. Hebrajskie słowo chareb oznacza także, że coś jest spustoszone, zburzone, zamienione w pustynię. Walczyliśmy zatem o to, co wydawało nam się niezbędne do szczęścia, w czym pokładaliśmy nasze nadzieje, na czym opieraliśmy nasze życie, a w tak zwanym międzyczasie nasze wnętrze zdążyło obrócić się w pył. Bóg zatem zadał cios, rozproszył. Ale hebrajskie słowo naphach oznacza także „tchnąć” i pojawia się w Księdze Rodzaju, gdy Bóg stworzył człowieka i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. To, co czasami uważamy za jakąś totalną życiową rozpierduchę, jest… Bożym oddechem, który daje życie. Nie jest to łatwe do przyjęcia. Dalej też nie jest miło. Przez Aggeusza Bóg mówi: „To Ja dotknąłem was zwarzeniem zbóż od gorąca, posuchą i gradem, dotknąłem wszelkie dzieło waszych rąk, a (jednak) nie było między wami [nawracających] się do Mnie - wyrocznia Pana” (Ag 2, 17). To nie jest dotknięcie z delikatnością, ale niekiedy największy opór stawiamy nawróceniu. Właśnie od tego zaczyna się proroctwo w Księdze Aggeusza: „Tak mówi Pan Zastępów: Lud ten mówi: «Jeszcze nie nadszedł czas na odbudowę domu  Pana».” (Ag 1, 2). Później, nie czas, jeszcze poleżymy sobie w gruzach. A Bóg mówi – teraz.

Jahwe jednocześnie zapewnia o swojej nieustannej obecności, bliskości. Proroctwo Aggeusza kończy się tym, że Bóg wybiera sobie Zorobabela, czyli „posianego w Babilonie” – w jego imię wpisane jest miejsce, które jednoznacznie kojarzy się z niewolą; nawet gdyby chciał, nie ucieknie od tej historii, bo ona o sobie nieustannie przypomina. Ale to on się Bogu spodobał.

Katarzyna Strzyż

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!