TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Września 2019, 20:32
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Skąd się biorą moje opinie?

Skąd się biorą moje opinie?

Pewien uznawany za autorytet od dezinformacji i propagandy pisarz francuski, Vladimir Volkoff, który jest też określany jako były kagebista, w każdym razie na pewno człowiek, który swoją wiedzę czerpie z praktyki, zauważył kiedyś, że kto przez dwa lata całą wiedzę o świecie czerpie z telewizji, traci zdolność myślenia. I taki człowiek potem uważa za swoje i wypowiada opinie, które de facto zostały mu wprasowane w mózg przez telewizję. Analizując treści, jakie główne sieci telewizyjne przekazują i wsłuchując się w poglądy i opinie tych, którzy są codziennie poddani ich oddziaływaniu, trudno nie przyznać mu racji. Dlatego pierwszą propozycją, jaką kieruję do państwa w tym wakacyjnym felietonie, jest może nie wyrzucenie telewizorów przez okno, ale solidny przynajmniej kilkutygodniowy detoks i absolutna abstynencja na pewno. Bez telewizora da się żyć.

Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy wspomniany Volkoff sam nie padł ofiarą swojej tezy, bo w 2000 roku powrócił z emigracji do Rosji i bardzo mocno wsparł Putina, kto wie, jak długo oglądał prorządowe rosyjskie media? W każdym razie pan ten utrzymywał, że tylko czytanie jest ekologiczne dla naszego umysłu. Trzeba by się zastanowić, czy chodziło mu też o czytanie w internecie, bo niestety ja mam wrażenie, że tutaj efekty mogą być jeszcze bardziej dewastujące niż w przypadku telewizji. Trochę z przekory, a trochę dla potrzeb tego felietonu rzuciłem okiem na pewien opiniotwórczy portal związany z gazetą nomen omen, która uparcie walczy pod wodzą swojego redaktora o rząd dusz. Portal ten, jakkolwiek jego autorzy pewnie nigdy nie powiedzą tego otwarcie, jako jedno z głównych zadań stawia sobie wykorzenienie religijności i przywiązania do Kościoła katolickiego w naszym narodzie. I tę strategię realizuje waląc w Kościół, jak w przysłowiowy bęben. Każdy ksiądz, który sprzeciwi się swojemu biskupowi, staje się momentalnie gwiazdą tej gazety i tego portalu. Ostatnio mieliśmy jeden taki przypadek. Nie mam zamiaru tutaj dokonywać oceny ZACHOWAŃ tego księdza, bo oczywiście jestem nikim, aby osądzać OSOBĘ, ale tak w temacie chciałbym przypomnieć, że ów ksiądz wypowiedział się w jednym z wywiadów, że codziennie, powtarzam codziennie, słucha radia Tok FM. Tak się zastanawiam, od ilu lat i czy tutaj też ma zastosowanie zasada Volkoffa... 

Ale do rzeczy! Jak portal pod naszą obserwacją wali w polski Kościół? Przede wszystkim tytułami na swojej home page, czyli tej stronie, która otwiera się jako pierwsza. Można tam było znaleźć na przykład taki tytuł: „Proces księdza oskarżonego o molestowanie”. Po kliknięciu i wejściu do artykułu okazywało się, że chodzi, i owszem, o straszną i karygodną rzecz, bo o znęcanie się nad chłopcem, który później popełnił samobójstwo. Ale prawda, że wyraz „molestowanie” blisko wyrazu „ksiądz” brzmi znacznie lepiej? A przecież znakomita większość internautów poprzestanie na tytule.

Kolejny tytuł z home page: „Co miesiąc 10 nowych świątyń. W najbiedniejszym kraju Unii”. Tu mamy nieco mniejszą manipulację, ale wiele osób uderzy po oczach pierwsza część tytułu i na pewno pomyślą o polskim Kościele. Druga część nieco wyprowadza z błędu, ale dopiero po kliknięciu i otwarciu artykułu, mamy tytuł: „W Rumunii buduje się 10 świątyń miesięcznie. To najbiedniejszy kraj UE”. Dodam tylko, że nie do końca prawdziwy, bo chodzi też o świątynie odrestaurowane i w ogóle, skąd takie zainteresowanie kościołami w Rumunii? Notabene, kiedy tylko tytuły „spadną” z pierwszej strony, na próżno szukać ich w pierwotnym brzmieniu. W archiwum mają już te bardziej właściwe. Ale ziarenko niepokoju i dezinformacji zostało zasiane.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!