TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Września 2020, 19:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Religia pokoju?

Religia pokoju?

Od pewnego czasu jesteśmy bombardowani medialnymi doniesieniami dotyczącymi zamachów terrorystycznych dokonywanych przez islamistów. Naturalnym odruchem zdroworozsądkowego człowieka jest zastanowienie się nad sensem bezrefleksyjnego przyjmowania muzułmańskich imigrantów przez kraje Europy Zachodniej. Tymczasem lewackie media przy okazji dramatycznych wydarzeń usiłują uspokoić opinię publiczną, że dokonujący zamachów są ekstremistami, niemającymi rzekomo nic wspólnego z prawdziwym islamem.

Nawet pobieżna lektura Koranu skłania do poglądu odwrotnego. Islam rzeczywiście etymologicznie oznacza „pokój”. Jednak ów muzułmański pokój według teologii islamskiej zapanuje dopiero wówczas, gdy cały świat zostanie zdobyty przez wyznawców Allacha. A podbój ten dokonuje się zgoła niepokojowymi metodami. Mahomet wielokrotnie zachęca, by niewiernym pozostawiać wybór - albo konwersja na islam, albo śmierć. I choć niekiedy przewiduje taktyczny pokój z „wyznawcami Księgi”, jednak ostatecznym celem muzułmanów jest brutalne nawracanie.

Niech nas nie zmyli pokojowy, a wręcz laicki wizerunek europejskiego mahometanina. Znajoma znajomego wyszła niegdyś za mąż za muzułmanina z jednego z krajów arabskich. Mieli dwoje dzieci. Ów mężczyzna wydawał się być całkowicie zeuropeizowany - pił wódkę i jadł wieprzowinę, o modlitwie całkowicie zapomniał, nie wspominając już o wizycie w meczecie. Nagle po dziesięciu latach coś mu „odbiło” i usiłując porwać dzieci powrócił do swojego ojczystego kraju, gdzie ponoć związał się z radykalnymi ruchami islamskimi.

W Polsce - dzięki Bogu - nie jest zbyt rozwinięta pomoc socjalna, która uczyniłaby z naszej Ojczyzny łakomy kąsek dla muzułmanów. Nie wiemy jednak, czy za kilkanaście lat, gdy kraje Europy Zachodniej zrozumieją zagrożenie ze strony muzułmanów, władze Unii Europejskiej nie nakażą w ramach solidaryzmu przyjęcia przez Polskę rzeszy islamistów. Czy chcemy, by w przyszłości nasze dzieci chodziły do klas, gdzie połowa uczniów zamiast na katechezę uczęszcza na zajęcia do imama?

Zastanówmy się, czy współczesny Kościół katolicki, póki co jako jedyny trzymający się ortodoksyjnego rozumienia swojej wiary, w odpowiedni sposób radzi sobie z zagrożeniem ze strony islamu. Bo przecież to syryjscy i iraccy chrześcijanie płacą największą cenę za bierność krajów cywilizowanych względem narastającego zagrożenia terrorystów islamskich. Czy odpowiednim rozwiązaniem jest propagowanie Dnia Islamu w Kościele katolickim? Czy właściwe są wspólne modlitwy z imamem? Czy rozwijanie dialogu z muzułmanami jest właściwe z punktu widzenia doktryny chrześcijańskiej? Rozumiałbym i popierałbym z głębi serca te działania, gdyby podejmowane od bez mała półwiecza inicjatywy przynosiły realne korzyści (choć z drugiej strony Kościół głosi, że cel nie uświęca środków). Jednak islamska agresja z roku na rok narasta, a tymczasem maleje sprzeciw „pokojowo nastawionych” imamów wobec ekstremistów. Czy podejmowane działania przynoszą realne korzyści dla chrześcijan znajdujących się na terytoriach muzułmańskich oraz czy prowadzą do nawrócenia islamistów na prawdziwą wiarę? Bo chyba to najprędzej powinno być probierzem skuteczności podejmowanych przez katolików działań.

Kajetan Rajski

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!