TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Grudnia 2020, 15:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kryzys w Kościele, czy w nas?

Kryzys w Kościele, czy w nas?

Na potrzeby tego felietonu zdobyłem się, by policzyć wiernych, którzy tuż po zniesieniu limitów, dotarli do kościoła na niedzielną liturgię. Ponieważ na to kworum składają się i starsi i najmłodsi, tym razem nikt nie został pominięty. Warto bowiem przypomnieć, że podczas październikowego liczenia dominicantes obejmuje ono osoby od 7 lat wzwyż.

Dobrze też, że uwzględniamy również Msze św. sobotnie z formularzem niedzielnym, bo rzecz jasna pobożne grono wiernych uczestniczących w popołudniowej liturgii sobotniej, odliczy się także w niedzielę. Dzień Pański 7 czerwca br. uświęciło 15,8 % wiernych. To, co od razu rzuciło się w oczy-nie pojawili się kandydaci do bierzmowania (na palcach mogłem policzyć ilość podpisanych indeksów). Dzieci też było tyle, co kot zapłakał. Jakie zatem jawią się prognozy odnośnie kondycji naszej wiary po epidemii? Na łamach deon.pl zapytano o to bpa Mirosława Milewskiego: „Czy okres izolacji, związany nieuchronnie z przeżywaniem liturgii w domu, mógł wpłynąć na pogłębienie wiary i oczyszczenie jej z pewnych zbędnych elementów, czy grozi raczej oddaleniem, uśpieniem, skłonnością do pozostania na wygodnej kanapie”? Hierarcha odpowiedział: „Trudno jednoznacznie stwierdzić, ponieważ w czasie pandemii każdy przeżywał swoją wiarę i udział w liturgii przez Internet na swój własny sposób. Po niemal dwóch miesiącach praktycznej nieobecności w świątyniach obawiam się jednak, że odbudowanie stanu sprzed epidemii będzie bardzo trudne, być może jest to wręcz niemożliwe. Do tego dokłada się emisja kolejnego filmu braci Sekielskich i pojawiające się w mediach doniesienia o nadużyciach niektórych duchownych, które odsuwają od Kościoła i od praktyk religijnych”. Czy zatem możemy już mówić o kryzysie w naszym Kościele? Tu też przede mną wiele autorytetów postawiło swoją diagnozę. Ktoś ze znajomych podesłał mi filmik pt. „Kryzys w Kościele? Opinia wiernego” (polecam, bo dostępny jest na YouTube). Dawid Mysior rzeczywiście w pierwszym rzędzie wskazuje na frekwencje, która już mówi za siebie. W Europie Zachodniej kościoły z dawien dawna nam opustoszały. A u nas mówiło się dawno temu (a przynajmniej słyszałem to, gdy byłem diakonem): „Nic nie róbmy, to nic nie będzie”. Co zatem teraz robić? Autor filmiku wskazuje na niebezpieczeństwa płynące z dostosowania działań duszpasterskich do zasady „nasz klient-nasz pan”, a więc mówić i robić to, co spotka się z poklaskiem, lecz niestety kosztem wierności Ewangelii. Nie przystoi mi tu pisać (bo można samemu wysłuchać tego żartu), jaki zastosować wybieg, by dla przykładu ściągnąć do kościoła rzeszę mężczyzn. Podpisuję się natomiast pod apelem Dawida Mysiora: „Kapłani, bądźcie pewni tego, co głosicie. Jeżeli jakiś odbiorca uznaje to, co mówicie za nudne, albo, że nie jest atrakcyjne dla niego, to nie znaczy, że problem jest w tym, co głosicie, albo w sposobie w jak to głosicie, tylko problem może być w odbiorcy. Oczywiście musicie szukać sposobu na to, by dotrzeć do wszystkich, ale są gdzieś granice. Nie pajacujcie za dużo….” I tu pokazana jest w filmie migawka z kapłanem, który ubrany w ornat sunie przez kościół na hulajnodze….rozlegają się gromkie brawa. Zanim doszedł do mnie ten filmik, grubo wcześniej źródłem moich przemyśleń były konferencje ks. Piotra Glasa. A sięgnąłem do nich, gdy zobaczyłem prowokacyjny nagłówek: <<kończy się czas „zwyczajnego katolicyzmu”>>. Tu też zachęcam (choć nie musimy się z tym zgadzać), by posłuchać zamartwień tego kapłana. Jakże nie zgodzić się z przywołanym stwierdzeniem: „Nie da się już dłużej być katolikiem z przypadku, trzeba być katolikiem z powołania”. Swego czasu pisałem o jednej starszej pani, którą poznałem w czasach wikariuszowskiej posługi w Ostrowie Wielkopolskim. To, w co wierzyła, nie było dla niej li tylko teorią, albo mówiąc potocznie „wzięciem na wiarę”. Akurat jej dane było to wszystko, o czym mi i koledze opowiadała, widzieć i mistycznie tego doświadczyć (współwikariusza przywołuję dlatego, bo dzięki niemu mogliśmy usłyszeć to świadectwo). Zatem ta pani byłaby zaskoczona pytaniem: „czy to wszystko, co Kościół podaje do wierzenia jest prawdą”? Religia żydowska przetrwała, choć w roku 70 Rzymianie zrównali z ziemią Jerozolimę i zburzyli świątynię-centrum życia religijnego judaizmu. Z opowiadań mojej babci wiem, jak wyglądało pielęgnowanie religijnych tradycji w rodzinach Żydów polskich. Na marginesie, noszę się z zamiarem, by napisać coś na temat żywych Kościołów Domowych w dobie epidemii, bo dotarło do mnie sporo świadectw z tych miesięcy, gdy wierzące rodziny zamknięte były w swoich domach, a jednak udało im żyć w wymiarze duchowym. Czas kończyć z chrześcijaństwem „teoretycznym”, trzeba wejść w żywą relację z Chrystusem. A tu, żeby nikogo nie wystraszyć, iż żądać się będzie od nas rzeczy niemożliwych, uspokoję- reformę Kościoła rozpocznijmy od codziennego pacierza i Różańca (o godz. 20.30 jak nas proszono). A potem dodajmy do tego codzienny rachunek sumienia i comiesięczną spowiedzi. Za proste? Ale to wystarczy! Kościół w Polsce nie będzie już taki sam jak kilka miesięcy temu, ale może być Kościołem żywym! Nie ma bowiem kryzysu w mistycznym Ciele Chrystusa, ale kryzys może być w nas.

ks. Piotr Szkudlarek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!