TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Grudnia 2019, 01:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kina nie oddamy - meandary czwartej władzy

Kina nie oddamy

Od razu muszę przyznać, że na filmie „Smoleńsk“ jeszcze w kinie nie byłem, ale na pewno postaram się ten film zobaczyć. Wiem, że wielu Czytelników uważa za zupełnie niepotrzebne pisanie o filmie, którego się jeszcze nie widziało, ale w tej rubryce próbujemy zastanawiać się nad różnymi aspektami mediów, ich rolą i jakkolwiek wiele z dorobku Włodzimierza Ilicza Lenina możemy sobie zwyczajnie odpuścić, to jednak jego tezy, że kino jest najważniejszą ze sztuk w sensie propagandowym, lekceważyć nie należy.

Film Antoniego Krauzego spotyka się z różnymi recenzjami, które zasadniczo idą po linii podziałów politycznych, więc zwolennicy śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego politycznych sprzymierzeńców i kontynuatorów uważają film za świetny, a w najgorszym wypadku mówią, że taki film po prostu musiał powstać i powinniśmy wszyscy się z tego cieszyć i Bogu dziękować. I oczywiście twórcom filmu. Natomiast przeciwnicy obecnie rządzącej ekipy i tragicznie zmarłego Prezydenta nie pozostawiają na filmie suchej nitki. Co z kolei dostarcza kolejnych argumentów jego zwolennikom, którzy twierdzą, że skoro przeciwnicy „aż tak strasznie skowyczą“ to znaczy, że ten film ich uwiera, a więc był potrzebny, aby odkłamać nie tyle samą tragedię smoleńską, co to wszystko, co działo się po niej, czyli jak to nazwaliśmy na tych łamach, tragedię posmoleńską. Jak powiedziałem, podział opinii idzie zasadniczo zgodnie z podziałem politycznym, ale jednak nie do końca. Zwłaszcza w internecie można odnaleźć dyskusje, które idą w poprzek sympatii politycznych. Ich tematem jest wartość artystyczna filmu, ale też refleksje dotyczące potrzeby i roli takiego filmu. Wiemy, a przynajmniej podejrzewamy, że niektóre filmy robi się tylko po to, aby „pozamiatać“ sprawę, czyli zamknąć dyskusję na jakiś temat i zostawić potomnym „właściwą“ wersję wydarzeń. Jeżeli np. Andrzej Wajda zrobił film o Katyniu, to wiadomo, że temat jest już zamknięty, bo skoro wielki Wajda już się nad tematem pochylił, to kto jeszcze się odważy (a przecież środków na takie produkcje u nas za wiele nie ma - a jeszcze są marnotrawione, ciągle mi się otwiera nóź w kieszeni na myśl, że znalazły się środki publiczne na film „Drogówka“). Czasami filmy służą też skanalizowaniu emocji. Można mieć spore obawy, że obecne patriotyczne wzmożenie w naszym kraju zostanie właśnie tak „skanalizowane“ w patriotyczne gadżety i kilka słabych filmów (choć oczywiście mam nadzieję, że tak nie będzie).
Wracając do filmu Antoniego Krauzego, to właśnie sam reżyser przyczynił się do takich dyskusji udzielając wywiadu Magdalenie Rigamonti z „Gazety Prawnej”. Stwierdził tam m. in. „Podczas pracy nad tym filmem nie ja byłem dyrygentem, nie ja rozdawałem role“. A na pytanie, kto w takim razie to czynił, skoro on był reżyserem, odpowiedział: „Myślę, że bardzo szybko rolę dyrygenta przejął producent filmu Maciej Pawlicki, którego najpierw zaprosiłem do rady fundacji, a potem zostałem przekonany, że powinien zostać producentem. (...) Postanowiliśmy, że będziemy robić film w sposób mniej formalny“.
Trzeba powiedzieć, że to zaskakujące wyznanie, jak na reżysera, a dalej jest tylko ciekawiej. Na pytanie Rigamonti: „Pan powiedział ważną rzecz, że de facto to nie pan był rozgrywającym. Wobec tego, kim pan był w tej produkcji?“ Krauze odpowiada: „Kimś, kto był w stanie ustąpić z wielu rzeczy po to, żeby ten film powstał“. Dalej reżyser mówi, że trudno mu uczciwie powiedzieć, z jakich konkretnie rzeczy musiał zrezygnować, ale z wielu. „Dbając przy tym bardzo, żeby film był maksymalnie taki, o jakim myślę, jaki mi się marzy. Wracając do tego stycznia 2011 roku, to nie myślałem o żadnym filmie, co to będzie artystycznie wspaniały, konkurujący z innymi artystycznie wspaniałymi filmami“. I jeszcze: „Ma pani do czynienia tylko z człowiekiem, który marzył o tym, żeby zrobić film „Smoleńsk”, udało mu się go zrobić lepiej lub gorzej. I muszę wziąć odpowiedzialność za ten film“. W tym samym wywiadzie reżyser wyznaje również, że teraz chce już tylko umrzeć. Zgodzą się państwo, że zaskakujące to wyznania. I przyznam się, że w sumie to nie wiem, czy bardziej one zachęcają do pójścia do kina, czy może wręcz odwrotnie. W każdym razie ja pójdę.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!