TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Sierpnia 2020, 22:58
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

A sąsiada swego jak siebie samego

20.10.15

A sąsiada swego jak siebie samego

„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”- to kultowe zawołanie muszkieterów z zekranizowanej powieści Aleksandra Dumasa. O takim braterstwie niejedna mówi bajka, ale wspominają o nim także Dzieje Apostolskie: „Jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4, 32).  A jak jest na co dzień z tą międzyludzką solidarnością?

Swego czasu wracając w gronie kapłańskim z Italii do Polski, ze względu na późną porę, musieliśmy zatrzymać się gdzieś na nocleg. Idąc za dobrą radą, nie skorzystaliśmy z motelu przy autostradzie, ale zjechaliśmy do przypadkowo wybranej większej bawarskiej wioski. Tak, jak można było się domyślić, oprócz kościoła katolickiego, była tam też gospoda, a w niej do dyspozycji pokoje gościnne. Wiara nasza katolicka była zapewne nicią do wzajemnej otwartości (a dla gospodarzy zapewne fakt, iż przyjezdnymi Polakami okazali się księża). Kolega, z którym dzieliłem pokój należał do rannych ptaków, zatem bardzo wcześnie byliśmy już po Jutrzni. A, że do śniadania sporo jeszcze było czasu, przystałem na propozycję porannego spaceru. Kilkanaście lat temu robiło jeszcze na nas wrażenie to, jak ludzie żyją na zachodzie. Wieś jeszcze spała, a my przechodząc obok poszczególnych gospodarstw, wskazywaliśmy na zasadnicze różnice z krajobrazami ojczystymi. Domostwa nie były tu otoczone płotami (gdzieniegdzie jedynie płotki okalające trawniki - były rodzajem ozdoby, a nie tamą przed nieproszonymi gośćmi). Krocząc uliczkami tej bawarskiej miejscowości nie zdawaliśmy sobie sprawy, iż jednak jesteśmy bacznie obserwowani. Sąsiedzi dzwonili do siebie nawzajem informując, że dwóch obcych, nie wiadomo dla jakiej przyczyny, robi tu zwiad o tak wczesnej porze. Na co niektórych padł też strach, bo do przekazywanych ostrzeżeń doszedł fakt, iż to Polacy. Przed gospodą bowiem widziano dwa zaparkowane samochody na rejestracjach polskich. Gdy wróciliśmy do oberży powitała nas uśmiechnięta właścicielka opowiadając, jaki to we wsi wywołaliśmy popłoch, zrywając wszystkich na równe nogi. Ona sama odebrała kilka telefonów. Musiała zatem wszystkim wyjaśniać, iż ze strony tych „intruzów” nie grozi mieszkańcom żadne niebezpieczeństwo, bo to owszem są Polacy, ale dla ścisłości - są to księża katoliccy, którzy zwyczajnie wyszli zobaczyć jak żyje się tu, w Niemczech. Wniosków dla nas z tego wydarzenia wyciągnąć możemy nader sporo. Po pierwsze, są pewne stereotypy - zapewne dla wielu bardzo krzywdzące, bo jakaś część mieszkańców Europy Zachodniej uważa Polaków za złodziei. Nie dziwi nas zatem fakt, iż w nas podobne obawy budzi nadchodząca fala uchodźców. Nasze społeczeństwo zdaje sobie sprawę, iż w większości są to ludzie, którzy uciekają, aby żyć spokojnie, ale nikt też nie zagwarantuję, że wśród ofiar nie będzie terrorystów. Kolejna refleksja, która poparta może być licznymi przykładami z naszego podwórka może być określona mianem „znieczulicy społecznej”. Sam znalazłem się kiedyś w sytuacji, kiedy zobaczyłem człowieka leżącego z rowerem w miejscu publicznym, mimo, iż musiało go więcej osób widzieć, nikt się nim nie zainteresował. Podszedłem, nie był pijany (!), zasłabł. Może to obawy przed odpowiedzialnością w związku z procedurami wezwania pomocy (?). Żeby nie zakończyć wszystkiego negatywną puentą, iż w Polsce to tylko zazdrość, zawiść i na zwykłą pomoc i ludzkie uczucia, to nie ma co liczyć, mamy oczywiście budujący przykłady bezinteresownej służby, troski o bliźniego w potrzebie, ale i o to, by wszystkim żyło się lepiej w lokalnej społeczności. Przykład, który akurat mi się nasunął, może wydawać się prozaicznym, ale oddaje on sedno, do którego zmierzam. W niektórych parafiach jest zwyczaj, iż kościół sprzątają wyznaczone rodziny. Być może gdzieś raz po raz ktoś buntuje się z tego powodu, ale sam spotkałem się z budującym podejściem do troski o świątynię i to w kilku miejscowościach, w których dane mi było służyć. Przed oczyma mam poszczególne ekipy sąsiedzkie, które potrafiły tak się zorganizować, że efekt ich pracy był imponujący. „Jeden Duch i jedno serce” nie tylko podczas wyznaczonego dyżuru w kościele, ale na co dzień. Bo tacy sąsiedzi są jak bratanki i do modlitwy i do… wspólnego biesiadowania.

ks. Piotr Szkudlarek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!