TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Lipca 2020, 18:19
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Znów o duchach

Znów o duchach

W jednym z wywiadów Rene Girard, odwołując się do nauczania papieża Benedykta XVI, podkreślił, jak bardzo Ojciec Święty pragnął, aby dialog między rozumem a wiarą był racjonalny: „Rozum teologiczny, w którym pokłada on nadzieję, powinien zdemistyfikować racjonalizm i fideizm”.

W podobnym tonie wypowiedział się na łamach „Tygodnika Powszechnego” nasz wielki uczony ks. prof. Michał Heller. Co prawda nie udało mi się dotrzeć do pełnego wywiadu, lecz przeczytałem opublikowane przez Deon.pl fragmenty, a to wystarczyło, abym i ja wziął sobie do serca ten apel. Wskazał tam Ks. Profesor: „Na przykład w katechezie szkolnej nie ma współczesnego obrazu świata. Między innymi dlatego młodzież rezygnuje z lekcji religii. (...) Młodzież katechezę traktuje jak fantazję”. Deon za Ks. Profesorem podkreślił też, że „teolog (…) nie może być oderwany od nauki, wręcz przeciwnie powinien się w nią zagłębiać, mieć coś do powiedzenia na jej temat”. Profesor proponuje nawet utworzenie nowej dyscypliny naukowej – „teologię nauki”.  Resumując: „Teologowie muszą wykonać ogromną robotę, żeby «odbajkowić» religijną wizję świata”. Ja z kolei rok temu o tej porze poruszyłem temat, który mógł wydawać się jak z bajek wzięty. Przywołałem mianowicie irracjonalne przypadki odwiedzania nas przez osoby, które zmarły (!). Zastrzegłem rzecz jasna, iż akurat w coś takiego trudno uwierzyć, aczkolwiek ja osobiście za wiarygodne uważam świadectwa zasłyszane od moich znajomych. W dobrze znanej nam przypowieści o Łazarzu i bogaczu, ten drugi, któremu po śmierci przyszło cierpieć w płomieniach, prosił Abrahama, aby pozwolił mu przejść z zaświatów na ziemię. Pragnął bowiem ostrzec swych braci, by i oni nie trafili do tego miejsca kaźni. Otrzymał jednak odpowiedź, że choćby ktoś z umarłych do nich przyszedł i tak się nie nawrócą. I z tym się zgadzamy! W tym roku w wakacje będąc na pielgrzymce Skautów Europy do Rzymu, namówiłem grupę przewodniczek do odwiedzenia w Wiecznym Mieście muzeum dusz czyśćcowych (o którym też pisałem). „Zdrowo” myślącemu człowiekowi z pewnością nie jest łatwo uznać za wiarygodne to, co wyeksponowano tam w gablotach (a zobaczymy tam min. wypalone palce, czy dłonie na różnych przedmiotach, które zostawić mieli ludzie przybyli z czyśćca). Harcerki (wszystkie pełnoletnie, żeby nie było, że straszyłem dzieci), wcześniej usłyszały świadectwo księdza, który owszem widział ducha, czyli osobę zmarłą, ale choć chciał wierzyć w możliwość zaistnienia fizycznych „dowodów” przybycia dusz z zaświatów, to jednak do tego przełamać się nie mógł. Pewnego dnia sam jednak doświadczył czegoś takiego. Skautki z ową „podbudową” obejrzały tam eksponaty. W istnienie duchów nie wierzył ks. prof. Czesław Bartnik (na marginesie, podobnie ks. prof. Heller, też znany mi z seminaryjnych wykładów). Przeczytałem jego świadectwo o spotkaniu ze zmarłym tatą: „jechałem z Paryża do Brukseli. Pociąg jasno oświetlony ma coś z atmosfery pojazdu kosmicznego i coś z domu, który porusza się tylko przez historię. Na granicy wystarczyło tylko okazać bilet (...). Zostałem sam. (...) Wziąłem do ręki brewiarz. O godz. 2.00 w nocy, tak samo cicho, tak samo jasno i tak sam o zwyczajnie, wchodzi do przedziału bezgłośnie mój Ojciec, bez marynarki, w koszuli i kamizelce, z uczesanymi białymi włosami. Siada po mojej lewej stronie. Raczej jednak czuję go duszą niż widzę. Mówi do mnie bez słów: „Ceśku! Ostań z Bogiem! Pamiętasz, jak kazałem ci jechać za granicę poznawać świat? I ja sam odjechałem, tylko innym pociągiem“. (…) Nie wierzyłem w duchy. Ale widziałem jedno: Ojciec zmarł”. Potwierdziło się to, bo już w Lowanium Ks. Profesor otrzymał pierwsze kondolencje. Raz po raz słyszę i lubię to stwierdzenie: „Coś jednak musi tam być”. Rzecz jasna, przyjmuję to z uśmiechem. A Czytelnik pomyśli może: „zaczął dobrze, a skończyło się sensacyjnym reportażem „łowców duchów” (choć rzekomo w swych badaniach posługują się oni aparaturą naukową). Zakończę nie moim stwierdzeniem: „Nauka stoi na wyżynach i rozwija się nieustannie, ale cóż, ciągle napotyka nowe problemy. Nie winię za to nikogo, że metodologia zabrania nauce mówienia wprost o Bogu, ale my ludzie wierzący powinniśmy mieć komfort, że to z czym nauka poradzić sobie nie może, my możemy nazwać po imieniu (nawet, gdy robimy to tylko prywatnie)”.
W pogłębianiu naszej wiary korzystajmy z dokonań i narzędzi nauki, żeby nie wstydził się za nas ks. prof. Heller. A w najbliższym czasie módlmy się za zmarłych, choć naukowo nie da się udowodnić takiej potrzeby. Odchodzi bowiem starsze pokolenie, dla którego zawsze obowiązkiem było nie tylko troszczyć się o mogiły bliskich, ale i za nich się modlić. Zatem pewnie do czasu w terminarzach zamawianych Mszy św. mamy z dużym wyprzedzeniem czasowym porezerwowane intencje z okazji przypadających rocznic śmierci bliskich osób. Na pogrzebach też nie mało jest jeszcze zamawianych Mszy św. Na cmentarzach i w kościołach czytane są wypominki, ale pytanie, czy ktoś za kilka, kilkanaście lat będzie modlił się za nas? Dobrze, gdyby młode pokolenie miało we krwi obowiązek dbania o groby bliskich, ale równolegle, by zakodowano im jeden z uczynków „względem duszy”: modlić się za tych, którzy umarli.

Ks. Piotr Szkudlarek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!