TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 08:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Za darmo? Biorę!

Za darmo? Biorę!

Chcesz zrobić sobie małą wycieczkę..., jednak cierpisz na tymczasową niewydolność portfela. Marzysz o stypendium naukowym za granicą..., tylko ta średnia jakby nie domaga. Szukasz oryginalnego wpisu do CV... i to się akurat sprawdzi! Każdy powód jest dobry, ponieważ jest twój. Przymykając oko na kołczingowy slogan, dodam: nie żartuję. Wiem, ale nie powiem, co mnie napadło - znalazłam. Chociaż to nie za tym się rozglądałam. Jako że na drugie prawie mam „bilet dokądkolwiek, proszę”, na widok hasła o zagranicznych wolontariatach od razu urosły mi źrenice.

Potencjalny szef bardziej zainteresuje się kimś, kto ma zawodowe doświadczenie wzbogacone studiami, niż kimś, kto właśnie zakończył pięcioletnią przygodę z uczelnią i ani razu nawet nie powąchał progu miejsca pracy, to wiadomo nie od dziś. Mimo natłoku sprzecznych opinii, argumentów oraz emocji na ciekawej pozycji stoi właśnie wolontariat. Dziwne? Sama już na dzień dobry polubiłabym kogoś, kto pracuje za darmo. Za darmo to dobra cena, jest lekkostrawna dla firmy. No i zaangażowanie też się liczy, oczywiście. Gwóźdź programu zyska sobie tymczasem nowe doświadczenie. Ważne doświadczenie. Zainspirowała mnie założycielka bloga Born Globals, która postanowiła podzielić się wrażeniami odnośnie tej formy aktywności z resztą świata. Przykład? Dzięki współpracy z organizacją AIESEC podczas pobytu w Rosji miała okazję poprowadzić zajęcia z podstaw finansów w jednym z petersburskich liceów. Prowadząc lekcje angielskiego dla dzieci i dorosłych w Tajlandii przekonała się, że za sprawą specyficznej azjatyckiej wymowy ryż może być kłamstwem (rice vs lie). A przygoda z WWOOF umożliwiła jej opiekę nad rannymi, chorymi ptakami na ranczu w Stanach Zjednoczonych. To jeszcze nie wszystko. Pobieżny przegląd wpisów na Born Globals wystarczył, żeby natknąć się na sprawozdania innych podróżników. Kinga i Damian przez dwa tygodnie pracowali jako kelnerzy na wyspie Langkawi, w Malezji. Oprócz tego sprzątali jachty, przygotowywali posiłki - w dużym skrócie opiekowali się gośćmi; pojechali do organizatorki okolicznych rejsów. Kompletne wyżywienie, nocleg i służbowe skutery, to ich nagroda za kilka godzin pracy. Byli zachwyceni. Bardzo sobie chwalą malezyjski wolontariat. Paulina natomiast zajmowała się sprawą młodzieży z afrykańskimi korzeniami... w Peru. Praca w organizacji związanej z ochroną praw człowieka zupełnie ją zaskoczyła. Uczestniczyła w konferencjach z politykami, a do jej obowiązków należała praca biurowa: telefony, dokumenty, tłumaczenia. W przedświątecznej gorączce wręczała zabawki dzieciom z rodzin o skromnym budżecie. Twierdzi, że mimo papierkowej roboty wyjazdu nie żałuje.

Islandia? Brazylia? Tanzania? Izrael? Rąk do pracy trzeba wszędzie - lokalnie, w Polsce i Europie. Zmusić nie mogę... i chyba nawet nie chcę. To nie jest leżenie z przysłowiowym brzuchem do góry, na jedzenie czy spanie trzeba sobie zasłużyć. Gra jednak jest kusząca, a w dodatku warta świeczki.

Oliwia Wachna

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!