TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Grudnia 2020, 15:41
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wiem, że nic nie wiem

Wiem, że nic nie wiem

Nie jeden już raz powalony byłem zarzutami, że młode pokolenie posiada tak niewielką wiedzę z zakresu naszej wiary. Oczywiście nic nie wskórały moje wyjaśnienia, że opinii takiej nie można budować na podstawie trafiających się przypadków, gdy kogoś sprawy wiary nie interesują (a nawet nic nie interesuje).

Należy brać także poprawkę, że są i takie osoby, które nie chcą o tym rozmawiać. Wiadomo, iż starsze pokolenia takie podstawy miały zakodowane dzięki tzw. kazaniom katechizmowym. W obecnej dobie, gdy dostępny jest Katechizm Kościoła Katolickiego, nie ma raczej potrzeby (jak niektórzy to sugerują), by do takich kazań wracać. W tej sprawie dość ciekawie wypowiedział się na swoim blogu ks. Andrzej Draguła („Chleb i mleko, czyli trudne lata dla homilii”): „Przez wieki Kościół wychodził z założenia, że fundamentem wiary jest wiedza religijna. Przepowiadanie Ewangelii było czymś absolutnie drugorzędnym”. Z niniejszego opracowania sam dowiedziałem się, że praktyka owych kazań katechizmowych trwała nieprzerwanie do początku lat 70. XX wieku. Zalecano, by takie cykle rozpoczynać od kazań dogmatycznych, a przy omawianiu zagadnień moralnych, by uwzględnić szczególnie przykazania trzecie, piąte, szóste i siódme. Niektórzy proboszczowie prowadzili nawet księgi ewidencji poruszanych tematów, by mieć pewność, że wszystko w co wierzyć należy, zostało podane.
Nie lada atrakcją turystyczną są dwie ambony, które podziwiać możemy w nielicznych zabytkowych kościołach. Sam miałem możność zobaczyć takie u dominikanów w Lublinie. Na marginesie ojciec przeor, który nas oprowadzał po tej wspaniałej świątyni, twierdził, że to najstarszy kościół pw. św. Stanisława, biskupa i męczennika. Franciszkanie z Kalisza mogliby zatem te ambony lubelskie wykorzystać, by dowieść, że jednak ich świątynia (ufundowana przez bł. Jolantę) pierwej takie imię otrzymała. Przyjęło się bowiem tłumaczyć, że dwie ambony usytuowane w kościele służyły do dysput teologicznych lub prowadzenia dialogu z (mówiąc bardzo brzydko) innowiercami. Nie jest to jednak prawdą, ale ten obraz pasuje mi właśnie do dyskusji na tematy religijne. Pewnie dzisiaj nie jest to już zjawiskiem powszechnym, ale kiedyś (i to nie tylko w klasach licealnych), byli tak ambitni uczniowie, którzy nagminnie wywoływali rozmowy na różne religijne i moralne tematy. Nie wspomnę już, że nie rzadko ich celem było to, aby katechetę na czymś „zagiąć”. Mądrzy katecheci trzymali się jednak zasady, że jeśli nawet czegoś do końca nie byli pewni, to za to przepraszali i składali obietnicę, że temat zgłębią i wyjaśnią przy najbliższej okazji. Obecnie wszystko „od ręki” możemy wyszukać w internecie, więc już takiego „posmaku” nie będzie. Niestety oprócz pytań ambitnie prowokujących, zdarzały się i przypadki infantylne. Razu pewnego sam zostałem „sprowokowany” przez mniej ambitnego ucznia pytaniem kultowym: „Co było pierwsze jajko czy kura?”. I może nie użyłbym ciętej riposty, gdyby ów człowiek nie warknął przy tym nieartykułowanym śmiechem, ale odpowiedziałem: „Pierwszy był kogut, a kura powstała z jego żebra”. Na moją zgubę śmiechem wybuchła cała klasa, a chłopak zrobił się czerwony. Nie przypuszczałem jednak, że będzie to miało dla mnie tak dramatyczne zakończenie. Obrażony młody człowiek ze skargą udał się do dyrekcji. Po raz pierwszy (i dzięki Bogu ostatni) znalazłem się „na dywaniku”. Dyrekcja zaczęła bardzo stonowanie, że nigdy nie było żadnych skarg i uwag pod moim adresem, ale dziś... Dorzuciłem: „był...” (i tu podałem imię i nazwisko). „No właśnie, kontynuowała dyrekcja i uczeń ten poskarżył się, że miał nurtujące go pytanie, a ksiądz ponoć zrobił sobie żarty z jego problemów?”. Wyjaśniłem, że zostałem zapytany o to, co było pierwsze jajko, czy kura i dodałem jaką odpowiedź uczeń otrzymał. Dyrekcja jednak jako umysł ścisły nie odpuściła i zażądała wyjaśnień, czy rzeczywiście tak było (z tym żebrem). Dostało mi się wtedy, za stwierdzenie: „na głupie pytanie głupia odpowiedź” i jako młody katecheta zostałem dobrze już na przyszłość ustawiony, że nawet na głupie pytania, odpowiadać należy mądrze.
Na progu nowego roku katechetycznego trzeba nam wszystkim prosić Ducha Świętego o dar rozumu. Tak jak przypominał nam św. Jan Paweł II na dwóch skrzydłach wiary i rozumu wzbić się możemy do jako takiego poznawania Bożych tajemnic. Nie bez znaczenia jest wiara i wiedza katechety, ale i wiara oraz wiedza katechizowanych. Zakładamy, że dzięki lekcjom religii uczniowie stają się dojrzalsi w wierze. Wierzymy, że dzięki temu zmierzają też do radosnego spotkania z Tym, który jest drogą, prawdą i życiem. Rzecz jasna, katecheci muszą kierować się jasnymi kryteriami przy wystawianiu cenzurek. Ocenie poddawana jest wyłącznie wiedza, a nie wiara. Sam pamiętam, jak za dobry przykład wskazywano nam rozwiązania w Niemczech. Tam bez żadnych problemów osoby niewierzące mogą uczyć się podstaw religii katolickiej i nawet zdać z tego przedmiotu maturę. Porównywalnie też nam tłumaczono, że na lekcjach historii przekazuje się wiedzę, ale jednocześnie kształtuje patriotyzm, choć nikt go nie ocenia. Katecheci jako świadkowie wiary wiedzą i muszą pokazać jak na drodze wiary postawić pierwszy krok. Resztę sam zrobi Jezus.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!