TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:05
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ty nie pytasz, ja nie mówię

Ty nie pytasz, ja nie mówię

Od 1993 do 2011 roku w amerykańskiej armii obowiązywała zasada DADT - „don’t ask, don’t tell”, czyli „nie pytaj, nie mów” i dotyczyła ona osób o orientacji homoseksualnej. Chodziło o to, aby z jednej strony osoby takie nie były dyskryminowane, czy prześladowane z powodu swojej orientacji, a z drugiej, aby w armii nie było osób demonstrujących takie zachowania i próbujących nawiązać tego typu relacje. Żaden przełożony nie mógł interesować się, czy prowadzić dochodzenia w takich sprawach (don’t ask – nie pytaj), żołnierze zaś mieli zakaz mówić o swojej odmiennej orientacji (don’t tell – nie mów). W roku 2011 na fali kolejnych roszczeń lobby homoseksualnego zasada ta została zarzucona. 

Wspominam o niej dzisiaj nie dlatego, że chcę poruszać kwestie etyczne, moralne, czy też militarne. Po prostu mam wrażenie, że ta zasada znajduje swoje wykorzystanie w dalszym ciągu, już nie w armii amerykańskiej, ale w naszej przestrzeni medialnej. Na czym to polega? Bardzo łatwo to wyjaśnić: otóż nasi dziennikarze nie pytają o pewne sprawy i w konsekwencji nasi politycy o tych sprawach nie mówią. Pozwolę sobie podać kilka przykładów, w sprawach, które poruszyły opinię publiczną w ostatnich tygodniach.

Pamiętamy na przykład zamieszanie, jakie pojawiło się we wszystkich środkach przekazu, kiedy została ujawniona wiadomość o podpisaniu memorandum w sprawie budowy kolejnego gazociągu z Rosji przez Polskę. Jednym z podmiotów tego memorandum jest spółka EuroPol-GAZ. Czy wiecie, kto jest szefem rady nadzorczej tej spółki? Nie wiecie? Jest nim Aleksander Miedwiediew. Tak, brat obecnego premiera, a byłego prezydenta Rosji. Czy wiecie, w jakich okolicznościach ten pan otrzymał to stanowisko? A czy słyszeliście w tych wszystkich doniesieniach medialnych, konferencjach prasowych, które się odbyły, również w związku ze zdymisjonowaniem ponoć odpowiedzialnego ministra, aby ktoś o to zapytał? Aby jakiś dziennikarz zapytał, kto stoi na czele tego Europolu i dlaczego? Nie słyszeliście, bo dziennikarze nie pytają, a politycy nie muszą nic mówić.

Inna sprawa, bardzo bolesna, Katastrofa Smoleńska. Wiemy, jak niewiele dowodów jest w polskich rękach. Wiemy też, że czarna skrzynka Jaka, którym lecieli do Smoleńska owego dnia dziennikarze, jest w posiadaniu naszej prokuratury. I dzisiaj, po trzech latach, w dalszym ciągu nie wiemy, co tam jest, a jeden z dwóch pilotów już nie żyje. Został jeszcze jeden świadek, który wszystko słyszał. Czy widzicie dziennikarzy, którzy dążą do prawdy i „nękają” tak, jak powinni polityków i prokuratorów pytaniami o tę skrzynkę? Czy słyszycie tę nieustanną mantrę pytań o odczyt z tego jedynego dowodu, który nigdy nie był w rękach Rosjan? Bo ja nie słyszę. Dziennikarze nie pytają, prokuratorzy nie mówią. Myślę, że nie są to jedyne przykłady zasady DADT w naszej przestrzeni medialnej. Po co nam więc takie dziennikarstwo?

Po co nam dziennikarstwo, które nie tylko nie patrzy władzy na ręce, nie dociska jej do muru, ale nawet w informowaniu nie zachowuje choćby minimum przyzwoitości i proporcji. Ile szumu wywołały, za przeproszeniem, cycki Angeliny Jolie? A ile miejsca poświęcono choćby katastrofie w Bangladeszu, gdzie zginęło ponad 1000 osób? Czy poinformowano wystarczająco jasno, że w tym budynku, któremu groziło zawalenie ZAKAZANO przyjścia do pracy pracownikom banków i drogich sklepów i ZMUSZONO do przyjścia do pracy biedne kobiety pracujące w zakładach odzieżowych takich potentatów jak na przykład United Colors of Benetton? Czy ktoś podrążył ten temat? A może ktoś chciał, aby go wyciszono? Zbyt wielkie pieniądze, aby się zaczęły kojarzyć z krwią i wyzyskiem?   

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!