TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Listopada 2019, 13:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

To nie był żart?

To nie był żart?

Właśnie mija 105 lat od śmierci niejakiej Elizabeth Blackwell (3 lutego 1821 - 31 maja 1910), która jest uznawana za pierwszą amerykańską i brytyjską dyplomowaną lekarkę. 

Pani Blackwell, znana była również ze swojej walki o prawa kobiet, a także o zniesienie niewolnictwa, a więc była osobą z całą pewnością bardzo zasłużoną, a jednak wspominam ją nie z powodu jej zasług, czy okrągłej rocznicy. Chodzi mi jedynie o przypomnienie pewnego zabawnego faktu z jej biografii. Otóż, jak nadmieniłem, była ona pierwszą wykształconą lekarką amerykańską, nie dlatego, że żadna inna kobieta wcześniej nie miała ochoty studiować, ale ponieważ w tamtych czasach w USA kobiet po prostu się na studia, zwłaszcza medyczne, nie przyjmowało. Chcąc zostać lekarzem Elizabeth najpierw wynajęła mieszkanie u pewnego lekarza, gdzie mogła korzystać z fachowej biblioteki i w ten sposób zgłębiać nauki medyczne. Następnie starała się o przyjęcie na studia, ale żadna prestiżowa uczelnia nie chciała przyjąć kobiety. Pani Blackwell próbowała więc szczęścia na mniej znanych uniwersytetach i wreszcie jeden z nich postanowił dać jej szansę. Mówimy tu o mało znanym Geneva College w stanie Nowy Jork. Władze uczelni uzależniły jednakże przyjęcie kobiety od zgody wszystkich studentów, oczywiście mężczyzn. Panowie uznali, że to żart i głosowali za przyjęciem. Niezłym szokiem było dla nich pojawienie się koleżanki na zajęciach, co też się objawiło w licznych przypadkach nietolerancji i dyskryminacji, którym musiała stawić czoła pani Blackwell podczas swojej uczelnianej kariery. Ale na użytek tego felietonu nie będziemy się rozwodzić nad losami pani Elizabeth, dość pamiętać, że ten żart stał się przyczynkiem do świetlanej kariery.

Dlaczego o tym sobie przypomniałem? Ponieważ kiedy została ogłoszona kandydatura Andrzeja Dudy na stanowisko Prezydenta RP wiele osób, również jego politycznych sprzymierzeńców, uznało to za żart. Śmiechom i chichotom nie było końca, bo przecież nikt go nie znał, jego nazwisko zdecydowanie bardziej kojarzyło się z pewnym działaczem związkowym i wydawało się, że jego jedyną kartą przetargową był fakt, że czegoś mógł się nauczyć „w bibliotece śp. Prezydenta Kaczyńskiego”, jeśli już chcemy trzymać się analogii z panią Blackwell. Nie mówiąc o tym, że poparcie dla aktualnego Prezydenta sięgało ponad 60%, więc z czym do ludzi? No chyba, że chodzi o to, aby te wybory przerżnąć. Takie były nastroje i komentarze i doprawdy na palcach jednej ręki mógłbym policzyć tych, którzy wówczas wierzyli w zwycięstwo. 

Dzisiaj jest oczywiście inaczej i na wóz zwycięzcy wielu pragnie wskoczyć. Z niesmakiem przyjąłem zachowanie rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który milczał podczas kampanii wyborczej, gdy kandydatowi Dudzie zarzucano złamanie prawa, czy choćby obyczajów w sprawie jego zatrudnienia na dwóch uczelniach, a po jego zwycięstwie ogłosił wszem i wobec, że postępowanie Dudy było nienaganne i zgodne z prawem. Jeśli przykład tak koniunkturalnego zachowania idzie od elity uniwersyteckiej, to może naprawdę powinniśmy na serio zastanowić się nad kondycją polskiego szkolnictwa i zacząć uczyć dzieci i młodzież w przydomowych bibliotekach. O skandalicznych zachowaniach dziennikarzy telewizji publicznych i prywatnych podczas kampanii prezydenckiej nawet nie wspomnę, bo zasługuje to nie na osobny felieton, ale wielotomowe studium. 

Najważniejsze jednak jest to, że z panem Dudą to nie był żart i niech jego prezydentura zapisze się w annałach co najmniej tak, jak zapisało się niełatwe ale pełne zasług życie pani Elizabeth Blackwell. 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!